Taktycznie: Magiera, jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili
fot.: Mateusz Porzucek
Tak jak w filmie Juliusza Machulskiego zaimponował “Wąski”, tak w czwartkowym starciu z Araratem zaimponował nam Jacek Magiera. Szkoleniowiec wraz ze swoim sztabem zdecydowanie odrobili zadanie domowe i aż do bólu wykorzystali wszelkie problemy w zespole przeciwnika. Niestety, Śląsk nie ustrzegł się błędów, co zaowocowało dwoma straconymi golami, lecz ogólny obraz spotkania i gra wrocławian mogły się nam podobać.
W poprzedniej odsłonie cyklu “taktycznie” przeanalizowaliśmy drużynę Araratu, wskazując jej mocne i słabe strony. W dużym uproszczeniu wnioski były następujące:
- Ararat preferuje bezpośrednią piłkę
- Zespołowi nie zależy na posiadaniu futbolówki
- Ich organizacja gry w defensywie stoi na niezłym poziomie
- Grają twardo i agresywnie, są wybiegani
- Swoich szans szukają po kontrach
- Są słabi w powietrzu
- Nie potrafią się bronić przy stałych fragmentach
Cały artykuł znaleźć możecie TUTAJ, a teraz zajmiemy się analizą czwartkowego spotkania Śląska.
Płynne ustawienie
Pierwsze oznaki tego, że czeka nas wyjątkowy mecz, pojawiły się już na półtorej godziny przed pierwszym gwizdkiem. Jacek Magiera zaskoczył wszystkich wyjściową jedenastką, mimo że zmian personalnych nie było w niej wcale tak wiele. Grafiki przedmeczowe wskazywały jednak, że Śląsk rozpocznie spotkanie w formacji 4-4-2, co wprawiło kibiców oraz ekspertów w konsternację. Od momentu pojawienia się w klubie trenera Magiery wrocławianie grali w formacji 3-4-2-1, co szło im zresztą bardzo przyzwoicie, więc zmiana na poniekąd archaiczny system była zaskakująca.
W takim składzie @SlaskWroclawPl zmierzy się na wyjeździe z @fcararatyerevan
— SLASKnet (@SLASKnet) July 22, 2021
Nieoczekiwanie nieobecny jest Mark Tamas, czy to jego brak doprowadził do zmiany taktyki
Na pewno zapytamy o to trenera.
___________________________________#ARAŚLĄ LIVE https://t.co/Fqq6yzvkfI pic.twitter.com/9uMFVaMkAr
Jak się później okazało, wynikało to z absencji Marka Tamasa, którego miejsce zajął Dino Stiglec. Dodatkowo w miejsce Mateusza Praszelika wskoczył Fabian Piasecki, co oznaczało, że Śląsk w końcu zagrał mecz z dwoma napastnikami od pierwszej minuty.
“Pomysł zrodził się po wczorajszym treningu, kiedy wiedzieliśmy na 100%, że Mark Tamas nie zagra. Wiedzieliśmy, że taka zmiana pozwoli Śląskowi utrzymać równowagę, nie mieć za dużo roszad i przestawiania z pozycji i to było naszym celem” - mówił po meczu Jacek Magiera.
I rzeczywiście, zawodnicy przez większość spotkania grali na pozycjach, które doskonale znali. Śląsk bronił się w systemie 4-4-2, czyli tak samo jak za czasów, gdy trenerem był Vitezslav Lavicka, a w ofensywie ustawienie przechodziło w 3-4-1-2. Jako jeden z trójki środkowych obrońców grał Dino Stiglec, Patryk Janasik z Victorem Garcią zajmowali pozycje wahadłowych, a Robert Pich schodził do środka i operował w przestrzeni za dwójką napastników.
Wykorzystać słabe strony
Na przestrzeni całego spotkania widzieliśmy, że Śląsk starał się grać wokół słabych stron rywala. Ararat nie radził sobie przy walce w powietrzu, co doskonale wykorzystali wrocławianie. 3 gole po strzałach głową mówią same za siebie. Dobrze zidentyfikowano również sposób, w jaki Ormianie atakują. Na początku meczu Śląsk nie podchodził wysokim pressingiem, tylko starał się bronić nieco głębiej, pozwalając tym samym rywalowi na grę piłką. W tym elemencie Ararat, delikatnie mówiąc, nie błyszczał - okazyjne próby gry kombinacyjnej kończyły się dosyć szybko i zostały zastąpione przysłowiową “lagą”.
Największym przeciwnikiem Śląska okazał się niestety on sam. Ormianie swoje najlepsze sytuacje tworzyli po stratach i błędach wrocławian, które ostatecznie zakończyły się dwoma wpuszczonymi golami. Pierwszy gol Araratu to błąd indywidualny Michała Szromnika. Golkiper, który swoją drogą rozgrywał doskonałe spotkanie, źle obliczył tor lotu piłki i minął się z nią na trzecim metrze, dzięki czemu Bravo musiał jedynie trafić do pustej bramki.
Druga stracona bramka była już nieco bardziej złożoną sprawą. Najpierw piłkę na lewej stronie stracił Victor Garcia. Jego podanie zostało zablokowane, a futbolówka zmierzała w kierunku linii bocznej. Hiszpan założył, że opuści ona boisko i całkowicie odpuścił jakąkolwiek walkę o piłkę. Do tej dopadł jednak rywal, a następnie przeniósł grę w środkową strefę, gdzie aż roiło się od zawodników Śląska. Niezdecydowane próby odbioru poskutkowały jednak oddaniem strzału zza linii pola karnego.
Jak widzimy na powyższej grafice piłkarze Araratu byli zupełnie niezorganizowani - w czwórkę stali na małej przestrzeni, dublując swoje pozycje, podczas gdy Śląsk bronił się z dużą przewagą liczebną. Niestety, żaden z podopiecznych Jacka Magiery nie zdecydował się ruszyć na rywala, przez co Hakobyan mógł oddać uderzenie na bramkę Szromnika. Strzał próbował zablokować jeszcze Szymon Lewkot, lecz był spóźniony i nie zdołał przeszkodzić rywalowi.
Śląsk miewał również problemy z asekuracją. Jedną ze swoich najlepszych sytuacji Ararat wykreował po szybkiej kontrze, poprzedzonej notabene dobrą akcją Lewkota. Młody zawodnik przebojowo wprowadził piłkę pod pole karne, gdzie szukał prostopadłego podania do jednego z kolegów. Futbolówka padła łupem przeciwników, którzy bardzo szybko przenieśli ciężar gry w miejsce, w którym Lewkota brakowało. Nikt nie asekurował zawodnika Śląska, dzięki czemu oko w oko ze Szromnikiem stanął Kone. Na szczęście rozgrywający doskonałe zawody Wojciech Golla zdołał dogonić napastnika i w ostatniej chwili wybić mu piłkę wślizgiem.
Wymienność pozycji
Śląsk w meczu z Araratem nie miał problemów z kreowaniem sobie sytuacji. Wrocławianie na początku drugiej połowy docisnęli pedał gazu i wyglądali wówczas jak drużyna o klasę lepsza od przeciwnika. Jednym z kluczowych aspektów gry ofensywnej okazała się wymienność pozycji. Erik Exposito jest napastnikiem, który lubi poruszać się w strefach poza polem karnym. Dobrze czuje się z piłką przy nodze, umie grać kombinacyjnie i dysponuje niezłym dryblingiem. Podczas spotkania często zmieniał swoją pozycję, a w jego miejsce w pole karne wbiegał Robert Pich. Taki schemat przyniósł Śląskowi aż dwa gole.
Na poniższej grafice widzimy akcję poprzedzającą drugie trafienie wrocławian. Exposito znajduje się przed polem karnym, gdzie wchodzi w drybling i szuka miejsca na skrzydle. W polu karnym widzimy zamykającego akcję Fabiana Piaseckiego, ustawionego na szesnastym metrze Rafała Makowskiego i Picha, który zajął pozycję drugiego napastnika.
Exposito ruszył w kierunku linii końcowej i dośrodkował piłkę w pole karne. Pich ściąga na siebie uwagę dwóch rywali, dzięki czemu zamykający akcję Piasecki musi poradzić sobie tylko z jednym przeciwnikiem. Hiszpan znalazł podaniem Piaseckiego, a ten umieścił piłkę w siatce.
Podobna sytuacja miała miejsce przy czwartym golu dla Śląska. Exposito znalazł się z piłką w prawym rogu boiska. Świetnym dryblingiem minął dwóch rywali i dośrodkował do zamykającego akcję Picha. Ponownie widzieliśmy Hiszpana, który opuszcza swoją pozycję i Picha, który tę wolną przestrzeń doskonale wykorzystuje.
Współpraca na linii Exposito-Pich generalnie wyglądała w tym meczu doskonale. Przy trzecim golu dla Śląska Słowak popisał się świetną akcją indywidualną, która jednak by się nie powiodła, gdyby nie przytomny ruch Hiszpana.
“Przyjąłem piłkę i miałem dużo przestrzeni. Zdecydowałem wbiegać z piłką, Erik zrobił dobry ruch za plecy i zabrał jednego obrońcę, więc była duża przestrzeń na drybling. W końcówce już trochę upadałem, ale udało mi się uderzyć i na szczęście padła z tego bramka” - mówił po meczu Pich.
Wyciągnąć wnioski
Spotkanie z Araratem pokazało nam, jak wielki potencjał drzemie w Śląsku. Drużyna starała się dominować, prowadzić grę i kreować sobie sytuacje w przeróżne sposoby. Ormianie są jednak przeciwnikiem, który nie wybacza błędów. Przez 90 minut pokazali, że są niezwykle groźni przy grze z kontry, a ich niekiedy aż nazbyt agresywny odbiór piłki potrafi sprawić niemałe problemy rywalom. Wrocławianie w Armenii rozegrali bardzo dobre spotkanie, lecz nie mogą się nim zadowolić. Mimo świetnego wyniku i aż czterech strzelonych na wyjeździe goli, Ararat pokazał nam, ile kosztować mogą błędy indywidualne i brak skupienia.