TAKTYCZNIE: Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji
fot.: Mateusz Porzucek
Spotkanie Śląska z Wisłą było idealną odpowiedzią na krytykę, jaka ostatnio spotkała podopiecznych trenera Jacka Magiery po dwóch ligowych porażkach. Wrocławianie grali atrakcyjnie, ofensywnie, byli niemal bezbłędni w obronie oraz zabójczo skuteczni w ofensywie. Na ile 5 strzelonych goli było jednak zasługą świetnej dyspozycji WKS-u, a na ile wynikało to z mizernej postawy rywala?
Na wstępie warto zaznaczyć, że tak wysokie zwycięstwa nie są dla Śląska codziennością. Ba, nie są też codziennością w ekstraklasie, więc jak najbardziej trzeba oddać wrocławianom, że rozegrali naprawdę świetne zawody. Po takich spotkaniach ważne jest jednak, aby nie obrosnąć w piórka, lecz sumiennie przeanalizować to, co wyszło, ale też czy nie wzięło się to przypadkiem z gorszego dnia rywala. Oprócz wyśmienitej postawy i dobrego przygotowania podopiecznych trenera Magiery, widzieliśmy także niefrasobliwość oraz nieporadność Wisły. Najpierw jednak kilka słów o pewnym iberyjskim magiku…
EL GOLEADOR
Kluczową postacią w sobotnim starciu był bez wątpienia Erik Exposito. Hiszpan zdobył hat-tricka złożonego z bardzo ładnych goli, lecz nie wziął się on znikąd. Analizując poprzednie spotkania w jego wykonaniu, możemy dostrzec pewną ciekawą zależność.

Na powyższej grafice widzimy średnią pozycję zawodników w meczu z Rakowem. Skupiamy się oczywiście na naszym bohaterze, który schował się przed nami za Robertem Pichem. Gołym okiem można dostrzec, że Exposito wraz ze Słowakiem poruszali się w podobnych strefach, co mogło rzutować na gorszą skuteczność ataków Śląska. Na obrazku siódemka nakrywa dziewiątkę i tak samo wyglądało to na boisku - Hiszpan schodził w boczną strefę, aby pomóc drużynie w rozegraniu piłki, lecz nikt nie wbiegał w przestrzeń, którą zwalniał.

Tu z kolei przedstawiamy średnią pozycję w meczu z Wisłą Kraków. Exposito gra znacznie bliżej środka, w świetle bramki, co przynosi wymierne efekty. Ofensywni zawodnicy obsadzali wszystkie 3 strefy, za które byli odpowiedzialni - centrum i półprzestrzenie są wyraźnie obsadzone kolejno przez Exposito oraz Praszelika z Pichem. Dodając do tego angażujących się w ataki wahadłowych, wrocławianie mogli korzystać z całej szerokości boiska, maksymalnie rozciągając defensywę rywala.
WYLEWY WISŁY
Tematyka powodziowa we Wrocławiu jest nam niestety dobrze znana, lecz tym razem problemy związane z zabezpieczeniami pewnej rzeki mieli krakowianie. Podopieczni trenera Jacka Magiery dobrze wykorzystywali wolne przestrzenie, o czym chętnie opowiadał sam szkoleniowiec.
- “W głównej mierze chodzi nam o to, aby zawodnicy obserwowali, co dzieje się na boisku. Gdyby wolne przestrzenie były po prawej stronie, to gralibyśmy prawą stroną. Dziś akurat zdarzyło się tak, że te przestrzenie znajdowały się po lewej stronie. Chcemy uczyć zawodników, żeby dużo myśleli, analizowali i podejmowali trafne decyzje. Pokazujemy to podczas odpraw, wszystkie treningi mamy nagrywane i analizowane. Chcemy, aby zawodnicy sami podejmowali decyzje i brali odpowiedzialność za to, co dzieje się na boisku. My dajemy duże możliwości i rozwiązania, natomiast na boisku grają oni. Jeśli na boisku zawodnik uzna, że lepsze będą podania w prawo, to tak ma robić. Dziś rzeczywiście wiedzieliśmy przed meczem po ustawieniu, w jakim systemie wyjdzie Wisła. Przed meczem kilka uwag indywidualnych miało pomóc w tym, aby zauważyć te wolne miejsca, które były na boisku.”
- mówił po meczu trener Magiera.
I rzeczywiście, wolne przestrzenie były aż nadto widoczne przy wykreowanych przez Śląsk sytuacjach, lecz trzeba oddać wrocławianom, że potrafili je bardzo dobrze wykorzystać. Na poniższej grafice widzimy początkową fazę ataku, po którym padł pierwszy gol dla WKS-u. Po walce w środkowej części boiska do piłki dopada Krzysztof Mączyński, który dostrzega wychodzącego na pozycję Mateusza Praszelika.
Praszelik ma dużo czasu i miejsca na podjęcie decyzji, co zrobić z piłką w dalszym etapie akcji. Wrocławianie są dobrze ustawieni - młodzieżowiec atakuje z lewej półprzestrzeni, podczas gdy Exposito z Pichem nabiegają na prostopadłe podanie w innych strefach boiska. Defensywa Wisły jest na tyle rozciągnięta, że Praszelik może znaleźć wolny korytarz i dograć do kolegi z zespołu.

Hiszpan doszedł do piłki i znalazł się w polu karnym, mając okazję na oddanie strzału. Tutaj skarcić należy jednak golkipera Wisły. Jak widzimy, jego wyjście z bramki wcale nie było w tej sytuacji potrzebne - przy Exposito znajdował się jeden z obrońców i w razie uderzenia znacznie łatwiej byłoby bronić, znajdując się między słupkami. Napastnik dobrze wykorzystał błąd Biegańskiego i przelobował go wyprowadzając Śląsk na prowadzenie.

Na potwierdzenie mamy do niemal bliźniaczej akcji doszło parę minut później. Stiglec zagrał prostopadłe podanie do Exposito, który miał jeszcze więcej miejsca w polu karnym, niż przy sytuacji bramkowej. Obrońcy Wisły nieudolnie próbowali złapać Hiszpana na ofsajdzie, w czym ważną rolę odegrał Praszelik - młodzieżowiec znalazł się w miejscu, w którym normalnie powinien być Exposito, dzięki czemu jeden ze stoperów poszedł za nim, łamiąc tym samym linię spalonego. Napastnik uderzał z podobnego miejsca, co chwilę wcześniej przy pierwszym golu, lecz tym razem Biegański został w bramce i zdołał obronić strzał.

Jeśli jednak wciąż mało nam sformułowania “wolna przestrzeń” to zapraszamy na ciąg dalszy doskonałego wykorzystywania miejsca na boisku. Poniższa grafika pokazuje moment, w którym Pich decyduje się na zagranie do Exposito. Kolejny raz widzimy bardzo dziwne ustawienie zawodników Wisły - dwóch z nich stoi, jakby próbowali złapać na ofsajdzie Hiszpana, podczas gdy jeden z ich kolegów wyraźnie łamie linię, próbując kryć indywidualnie napastnika Śląska.

Słowak zagrywa świetne podanie w uliczkę do Exposito, którego z kolei obiega jeszcze Praszelik. Po jednym dobrym zagraniu wrocławianie dochodzą do przewagi w ofensywie - dwóch atakujących ma przed sobą tylko obrońcę i bramkarza. Hiszpan dograł do Praszelika, lecz temu nie udało się pokonać bramkarza.


NIE OBROSNĄĆ W PIÓRKA
Po spotkaniu z Wisłą trzeba zadać sobie jedno fundamentalne pytanie: Czy to Śląsk zagrał tak dobrze, czy to krakowianie byli tak słabi? Błędy rywala trzeba umieć wykorzystać, a to wrocławianie zrobili doskonale. W grze WKS-u widzieliśmy polot, finezję, ogrom pomysłów oraz ich odważną realizację. Podopieczni trenera Magiery byli w swoich działaniach bardzo konkretni, szybko podejmowali decyzje, przez co narzucili rywalom szybkie tempo, za którym przeciwnik nie był w stanie nadążyć. Nie można jednak zapominać o bardzo mizernej postawie defensywy Wisły. Krakowianie notorycznie łamali linię spalonego, część obrońców próbowała trzymać głębię i kryć indywidualnie, podczas gdy druga część chciała zakładać pułapki ofsajdowe. W każdym ze strzelonych goli możemy zaobserwować zarówno świetne zachowanie zawodników Śląska, ale także rażące błędy defensywy rywali.
Próbując postawić jakąś diagnozę, najbliżej jestem stwierdzenia, że prawda leży gdzieś na środku. Wrocławianom nie można odmówić świetnych zawodów, a popełnione przez Wisłę błędy wynikały w znacznej mierze z wysokiego tempa, szybkich decyzji i świetnego wykorzystania przestrzeni w wykonaniu atakujących. Najważniejszy jest jednak fakt, że Śląsk w niezwykle przekonujący sposób zażegnał kryzys, a do kolejnego spotkania znów możemy podchodzić z optymizmem i uśmiechem na twarzy.