TAKTYCZNIE: Sztuka reagowania, czyli jak Śląsk pokonał Zagłębie
fot.: Mateusz Porzucek
Po 10 latach posuchy Śląskowi Wrocław udało się w końcu zwyciężyć w Lubinie. Niedzielne derby były czymś wyjątkowym nie tylko ze względu na świetny rezultat, ale także na styl, w którym został on osiągnięty. Zagłębie nie potrafiło wykreować sobie klarownych szans na strzelenie gola, a honorowe trafienie padło tylko dzięki niefrasobliwości wrocławian.
Drużyna Dariusza Żurawia przed meczem ze Śląskiem zmagała się z pewnymi problemami. Sztab szkoleniowy WKS-u dobrze zlokalizował słabe punkty Zagłębia i starał się je wyeksponować. Przed meczem wiadome było, że lubinianie będą starać się konstruować akcje po ziemi - trener Żuraw znany jest z tego, iż stara się wpajać swoim podopiecznym tajniki gry kombinacyjnej. Wiadome było również, że Zagłębie nie ma napastnika z prawdziwego zdarzenia, więc główne zagrożenie znajdowało się na skrzydłach.
Skuteczny pressing
Śląsk okazał się dobrze przygotowany na próby rozgrywania od własnej bramki. Wśród lubinian brakowało odpowiedniej jakości w defensywie, przez co gra po ziemi mogła sprawić im sporo kłopotów, jeśli tylko odpowiednio się na nich naciśnie. Obrona Zagłębia składała się z debiutującego w pierwszym składzie Kamila Kruka i hiszpańskiego zapalnika Iana Solera. Zadaniem wrocławian było wobec tego odpowiednie założenie pressingu.
Jeśli mówimy o wysokim pressingu, to mamy w głowie ciągły napór i atakowanie przeciwnika od razu po wznowieniu gry. W derbowym starciu to Zagłębie okazało się drużyną, która starała się stosować takie rozwiązanie. Śląsk podszedł do kwestii pressingu w inny, znacznie skuteczniejszy sposób. Wrocławianie pozwalali rywalom na wymianę podań w tercecie Hładun - Kruk - Soler i skupili się na odcinaniu im potencjalnych dróg do rozegrania. Skutkowało to przymusem długiego podania na Szysza, który nie miał większych szans na wygranie pojedynku główkowego z przyklejonym do niego Gollą, lub próbą podjęcia ryzyka.

Na powyższej grafice widzimy moment, w którym Soler jest naciskany przez Petra Schwarza. Warto zwrócić uwagę na to, od której strony nabiega Czech. Inteligentny ruch pomocnika Śląska nie ma na celu jedynie zmusić przeciwnika do podjęcia szybkiej i pochopnej decyzji, ale przede wszystkim odciąć mu możliwość grania do lewej strony. Hiszpan z bezpiecznych opcji może podać jedynie do Kruka lub Hładuna, lecz pod presją Schwarza postanawia poszukać podania do drugiej linii.

Zagranie Solera zostało świetnie przeczytane przez Rafała Makowskiego, który przeciął podanie Hiszpana. Zdezorganizowana obrona lubinian oznaczała dużo potencjalnych sposobów na rozegranie szybkiej kontry. Makowski zdecydował się dostarczyć piłkę do Mateusza Praszelika, a ten po sprytnym zwodzie i doskonałym strzale umieścił futbolówkę w siatce.
Wyciągnąć wnioski
Po dwóch szybko strzelonych golach Śląsk zyskał dużo pewności siebie. Mając mecz pod kontrolą należało spokojnie szukać swoich szans na dalsze trafienia, ale przede wszystkim ustrzegać się głupich błędów. Te szczególnie bolesne są wtedy, gdy przytrafiają się na własnej połowie, o czym przekonał się zresztą Łukasz Bejger. Młodzieżowiec próbował wprowadzać piłkę, minął kilku rywali i znalazł w okolicach połowy boiska. Do gry po obu stronach pokazali mu się wahadłowi, lecz Bejger za długo holował futbolówkę i ją stracił.
Jest to jednak ryzyko wkalkulowane w grę WKS-u - wrocławianie są gotowi na tego typu straty i potrafią dobrze zreorganizować się w obronie. Nie inaczej było tym razem. W momencie dośrodkowania z lewej flanki wszystko wydawało się pod kontrolą. W polu karnym znajdowało się zaledwie dwóch zawodników Zagłębia, podczas gdy podopiecznych trenera Magiery mogliśmy naliczyć aż sześciu.

Niestety, pech chciał, że po interwencji Wojciecha Golli piłka wpadła do bramki strzeżonej przez Michała Szromnika. Jak jednak widzimy na poniższej grafice, wszystko było pod kontrolą Śląska. Gdyby Golla minął się z piłką, to za jego plecami znajdowali się asekurujący go koledzy. Futbolówka trafiłaby pod nogi Bejgera, a całe zagrożenie zostałoby zażegnane.

Sztuka reagowania
W drugiej połowie Zagłębie rzuciło się do odrabiania strat. W okresie między 45 a 60 minutą wrocławianie mieli niemałe problemy z wyjściem z własnej połowy, lecz skutecznie się bronili. Taki stan rzeczy jest jednak ryzykowny - mecze na styku należy zamykać, a pozwalanie na kolejne ataki przeciwnikowi to wręcz proszenie się o kłopoty. Widząc gorszy okres gry Śląska, trener Magiera zdecydował się na zmianę, która okazała się strzałem w dziesiątkę.
Pojawienie się na boisku Roberta Picha oznaczało znacznie większy wachlarz możliwości w ofensywie. Do tej pory w centralnej części boiska biegali Makowski, Mączyński, Praszelik i Schwarz. Makowski i Mączyński pełnili funkcję łączników - mieli za zadanie dostarczyć piłkę do kolejnych sektorów i asekurować kolegów w przypadku ewentualnej straty. Praszelik i Schwarz z kolei grali pod napastnikiem, koncentrując się na środkowej części boiska.
Po wejściu Słowaka Schwarz został cofnięty do gry obok Mączyńskiego, a jego miejsce na pozycji numer “10” zajął właśnie Pich. Mączyński w dalszym ciągu był cofniętym rozgrywającym z funkcją zabezpieczenia, Schwarz zaczął grać jako “box to box” - jego zadaniem było bieganie od jednego pola karnego do drugiego. Pozwalało to Pichowi na opuszczanie swojej pozycji i zbieganie w boczne strefy, gdzie tworzył przewagę z obiegającymi wahadłowymi.
W taki właśnie sposób padł trzeci gol dla Śląska. Pich znalazł się na skrzydle, skąd dośrodkował na znajdującego się w polu karnym Praszelika. Piłka nie dotarła do młodzieżowca, lecz za krótkie wybicie zgarnął na linii szesnastego metra Exposito. Hiszpan poprawił sobie futbolówkę i przymierzył nie do obrony, a mecz wydawał się zamknięty.

Mecz z Zagłębiem pokazał nam, na co stać wrocławian. Narzucenie swojego stylu gry, kontrola i spokojne zwycięstwo może cieszyć, lecz należy pamiętać, że lubinianie borykali się z niemałymi problemami kadrowymi. Z gorszymi przeciwnikami trzeba jednak umieć wygrywać - zlokalizowanie ich słabych punktów i ich ekspozycja jest bardzo ważnym elementem współczesnej piłki, a to zostało doskonale wykonane przed derbowym starciem. Prawdziwe sprawdziany dopiero przed Śląskiem, lecz takie pewne zwycięstwo może napawać optymizmem.