Tarasiewicz: Jeszcze wszystko przed nami
- Czekają nas mecze z GKS-em, Piastem Gliwice czy Odrą Wodzisław Śląski. To drużyny, które piłkarsko są jak najbardziej w naszym zasięgu. Z nimi będziemy mogli nawiązać wyrównaną walkę i nadrobić nieco straty do rywali w tabeli - zapowiada Ryszard Tarasiewicz, trener wrocławskiego Śląska. Wie Pan, kto został nowym rzecznikiem prasowym PZPN?
Ryszard Tarasiewicz: Słyszałem, że Janusz Atlas.
I co Pan sądzi o tej nominacji?
Nie chciałbym jej komentować. Na pewno był bardzo dobrym, nieco kontrowersyjnym dziennikarzem. Ale mieliśmy kiedyś konflikt, który wygrałem w sądzie (chodzi o artykuł Atlasa z 1987 roku. Wtedy dziennikarz winą za bezbramkowy remis reprezentacji Polski z Cyprem obciążył Tarasiewicza, który nie grał w tym spotkaniu. Atlas napisał m.in. że Tarasiewicz przyjechał na kadrę jak gwiazdor, z kolczykami w uszach i w długich włosach. Obecny trener Śląska podał Atlasa do sądu i sprawę wygrał - przyp.red.). Być może ktoś wpuścił go w przysłowiowe maliny. Ale to było dawno i nie ma po co wracać do tej sprawy.
Ale poda mu Pan rękę, gdybyście się spotkali?
Jakiś czas temu, bodaj 3 lata wcześniej, spotkaliśmy się przypadkiem w Warszawie. Wiele nie rozmawialiśmy, ale rękę sobie podaliśmy.
Jeśli zostanie Pan trenerem reprezentacji, nie zwolni Pan od razu Atlasa?
Ależ skąd. Przecież on nie odpowiada za sprawy sportowe, a mnie z kolei zależałoby tylko na zespole i jego wynikach.
Porozmawiajmy o Ekstraklasie i postawie Śląska. Na początek potyczka świeża, czyli spotkanie z Wisłą Kraków. Czy w tym meczu taką założył Pan taktykę, że większość piłek miała być grana środkiem boiska? Amir Spahić narzekał po spotkaniu, że dostawał mało podań od kolegów i za dużo akcji szło właśnie przez środek pola.
Spahić na tyle, na ile mógł, dostawał podania. Chcieliśmy grać w strefach, gdzie było sporo miejsca do rozgrywania piłki. I do to momentu, gdy straciliśmy bramkę, się sprawdzało. A później Wiśle, mającej przewagę jednego gola i jednego zawodnika, grało się już znacznie łatwiej. Gdyby Piotr Celeban nie dostał czerwonej kartki, równie dobrze do przerwy mogło być 0:0. Po meczu możemy już tylko gdybać. Wydaje mi się też, że problemem była nie gra środkiem pola, tylko nadmiar strat.
Ta czerwona kartka nie podkopie Pana zaufania do Celebana?
Absolutnie nie. To zawodnik, który jest nieco słabszy technicznie niż Spahić czy Fojut. Dostał trudną piłkę, naciskał go Brożek i stało się. Mógł ją wybić przed siebie, ale wyszło jak wyszło. To jednak nie powód, żebym stracił do Celebana zaufanie. Teraz najważniejsze dla mnie jest rozpracowanie naszych najbliższych rywali - GKS Bełchatów i Zagłębia Lubin. A gdy Celebanowi skończy się karencja, na pewno nam w tym pomoże.
Mówił Pan, że Wisła jest zespołem piłkarsko lepszym. Ale czy nie jest tak, że w tym sezonie coraz więcej zespołów prezentuje się lepiej od Śląska pod tym względem. Weźmy przykład Ruchu Chorzów. Rok temu Śląsk spokojnie poradził sobie z \"Niebieskimi\" i robiliście z nich wiatrak, a teraz tylko zremisowaliście z nimi bezbramkowo.
W zeszłym roku w Chorzowie, wygranym przez nas 2:0, wcale nie byliśmy stroną dominującą. Nasza siła ofensywna była wtedy bardziej widoczna, lepiej prezentował się Janusz Gancarczyk, grał też Krzysztof Ostrowski. I może stąd takie wrażenie, że piłkarsko na tle Ruchu w tym roku odstajemy. Ale to tylko wrażenie.
Zadowolony jest Pan z występu Amira Spahicia na prawym skrzydle? Da mu Pan kolejną szansę gry na bocznej pomocy?
Ciężko powiedzieć, jak będzie w kolejnym meczu. Ze składu wypadnie przecież Piotr Celeban i ktoś musi go zastąpić.
A czy na mecz z GKS Bełchatów zdąży wrócić Krzysztof Wołczek?
Raczej nie. \"Wołek\" nadal leczy uraz i nie ma mowy, by wyzdrowiał do potyczki z bełchatowianami.
Martwi się Pan o losy Vuka Sotirovicia? Mamy przecież gracza, którego losy przypominają problemy Bartłomieja Grzelaka z Legii Warszawa. Długo nie gra, później wróci i strzeli bramkę, by znów się kurować przez długi czas.
Vuk przyzwyczaił nas do swoich kłopotów. Ale taki ma organizm, podatny na urazy. Teraz czuje się dobrze, badania krwi też pokazują, że Serb jest w pełni zdrowia. Vuk dobrze się prowadzi, odpowiednio się odżywia. Może to kwestia starych kontuzji, które kiedyś tylko zaleczył i dziś one dają znać o sobie. Sotirović ma też ten problem, że jest niecierpliwy.
A może warto go przekonać do tego, by zrobił sobie jeszcze dłuższą przerwę? A w tym czasie niech się leczy, może nawet podda operacji i dopiero później wróci do treningów na pełnych obrotach?
Uraz Sotirovicia nie kwalifikuje się do operacji. Gdyby zerwał mięsień, wtedy chirurg mógłby go \"posklejać\". Ale Sotirović ma problem z chronicznym nadrywaniem mięśnia. Na tych naderwaniach tworzą się blizny, przez które ma problemy z poruszaniem się. Ale według naszych lekarzy, Sotirović będzie gotowy do gry w meczu z GKS Bełchatów.
Czy na formie piłkarzy Śląska nie odbija się brak presji? I to, że rok temu byli dla ligowych rywali nieco anonimowi?
Jest w tym nieco prawdy. Ale też w poprzednim sezonie zagadką mogliśmy być tylko do pewnego momentu, do piątej czy szóstej kolejki. Później taktyka Śląska i umiejętności moich piłkarzy przestały być tajemnicą. A mimo to, prezentowaliśmy się nieźle i radziliśmy sobie z dobrymi rywalami.
Śląsk ma szanse zająć szóste miejsce na koniec rundy jesiennej?
Tak, bez wątpienia.
A nie obawia się Pan rywali? To nieźle grające w tym sezonie ekipy.
Są to zespoły, które znajdują się w naszym zasięgu.
Lech Poznań też?
\"Kolejorz\" wpadł w pewien dołek, ale to ekipa z naprawdę wysokiej półki. Jeśli w meczu z Lechem nie popełnimy błędów indywidualnych i dobrze jako zespół, wtedy możemy w meczu z nimi coś \"ugrać\". Ale na teraz właśnie Lech, Legia Warszawa i Wisła Kraków są dla nas za mocne.
Tylko te trzy zespoły są dla Śląska za daleko?
Pod względem potencjału piłkarskiego tak. Ale czekają nas mecze z GKS-em, Piastem Gliwice czy Odrą Wodzisław Śląski. To drużyny, które piłkarsko są jak najbardziej w naszym zasięgu. Z nimi będziemy mogli nawiązać wyrównaną walkę i nadrobić nieco straty do rywali w tabeli.
źródło: własne