Trenerzy po meczu Sokół Ostróda 1:1 Śląsk II Wrocław
fot.: Paweł Lipnicki
Trenerzy Śląska II Wrocław Arkadiusz Bator i Sokoła Ostróda Arkadiusz Bator skomentowali sobotni mecz 28. kolejki II ligi, w którym rezerwy zielono-biało-czerwonych zremisowały 1:1. Relację z tego spotkania możecie przeczytać TUTAJ.
Arkadiusz Bator: Początek meczu na pewno pod nasze dyktando, mamy trzy dobre sytuacje, jesteśmy w polu karnym, brakuje kropki nad i. Później na dziesięć minut trochę oddajemy inicjatywę, dostajemy bramkę. W dość łatwy sposób, środkiem pola przedziera się, oddaje strzał, jest bramka. Natomiast bardzo dobra reakcja mojego zespołu, strzelamy bardzo szybko wyrównującego gola. Wydawało się, że wracamy na właściwe tory i rzeczywiście w drugiej połowie zabrakło nam tak naprawdę skuteczności w polu karnym, bo mieliśmy dwie piłki meczowe, gdzie powinniśmy się lepiej zachować. Dobieraliśmy się prawą stroną dość mocno, taki mieliśmy plan na drugą połowę i to nam przynosiło efekt, byliśmy w szesnastce. Tylko tak jak mówię, nie wygrywamy od jakiegoś czasu i widzę, że to siedzi w głowach chłopaków, bo brakuje pewności siebie szczególnie pod bramką przeciwnika. I takiego spokoju, bo dzisiaj powinniśmy zdobyć dwie bramki więcej oraz wygrać.
Traktuje pan ten remis jako porażkę? Śląsk II miał pięć porażek z rzędu, ale Sokół w ogóle nie wygrał wiosną.
Patrzę na ten wynik w taki sposób, że przerywamy naszą złą passę i wierzę, że ten dzisiejszy punkt jest punktem zwrotnym w dalszym graniu. Wierzymy, że dzięki temu meczowi zaczniemy punktować w kolejnych. Mimo, że Sokół teraz zajmuje ostatnie miejsce, to jest tu kilku dobrych chłopców, którzy potrafią grać w piłkę, grali w piłkę na wyższym poziomie i teraz walczą o siebie, żeby w przyszłości też pokazać się na polskim rynku. Dzisiaj również oddali dużo serducha, to nie są chłopcy do bicia, jak pokazywałaby tabela.
Nie może pan chyba dzisiaj mieć pretensji o zaangażowanie swoich piłkarzy?
Nie, dzisiaj nie, szczególnie w drugiej połowie my naprawdę bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz. Było to widać, chłopcy mocno pracowali na ten wynik. Zabrakło nam skuteczności, mieliśmy te dwie sytuacje kluczowe dla losów spotkania, o których wspomniałem. Graliśmy w Ostródzie w większości swoim składem, bo zawodnicy z szerokiej kadry pierwszego zespołu zostali we Wrocławiu przed arcyważnym meczem ekstraklasy z Wisłą Kraków. Zagraliśmy bardzo młodym składem, kilku chłopców z roczników 2003, 2004 i kolejne minuty dla Karola Borysa z rocznika 2006, który wszedł na dwadzieścia minut, dał bardzo dobrą zmianę. Z tego się cieszymy, bo patrzymy dwutorowo. Patrzymy na wynik, jak najbardziej, chcemy się utrzymać w II lidze, każdy mecz traktujemy jako nowe wyzwanie, ale przede wszystkim chcemy, żeby ci młodzi chłopcy sukcesywnie wchodzili do drugiego zespołu. A poprzez drugi zespół pukali do pierwszego. To jest cel klubu.
Wojciech Figurski: Można powiedzieć, że kolejny raz siadam po meczu przed kamerą z niedosytem i poczuciem straconej szansy. Myślę, że początek był wyrównany z obu stron, może goście częściej przebywali w naszym polu karnym, ale sytuacji sobie nie stwarzali. Około 20. minuty gra się wyrównała i objęliśmy prowadzenie po świetnym rozprowadzeniu akcji przez Kamila Kurowskiego oraz wykończeniu na raty przez Dawida Wojtyrę. Mamy korzystny wynik, generalnie gramy te pół godziny dosyć solidnie w grze obronnej, a za minutę mając piłkę na osiemnastym metrze od bramki przeciwnika stwarzamy sobie czystą sytuację do oddania strzału.
Potrzebujemy ośmiu kontaktów, żeby piłkę przyjąć, poprawić, ułożyć i niestety przeciwnik wykorzystał ten błąd, mam duże pretensje do swoich zawodników, że nie przerwaliśmy tego kontrataku Śląska II Wrocław. Nie może być takiej sytuacji, że przeciwnik prowadzi piłkę praktycznie od dwudziestego metra pod nasze pole karne i ta akcja, nawet kosztem żółtej kartki, nie jest przerywana. Wyszła ogromna niefrasobliwości, a przede wszystkim brak doświadczenia, odpowiedzialności naszego zawodnika. Zbyt łatwo tracimy bramki, bo ciężko zapracowaliśmy na to, żeby zaledwie dwie minuty wcześniej objąć prowadzenie. Praktycznie daliśmy to przeciwnikowi w prezencie.
W pierwszej fazie drugiej połowy to my posiadaliśmy optyczną przewagę bez okazji bramkowych, natomiast nie może być tak, że przy wyniku 1:1 mamy trzy idealne sytuacje w polu karnym, a napastnik w ogóle nie spodziewa się tam piłki. Dla mnie, szczególnie jako byłego napastnika, to jest rzecz w ogóle nie do zaakceptowania. Mieliśmy okazje, żeby objąć prowadzenie, a mogliśmy stracić remis, bo goście też mieli świetną sytuację sam na sam z Pawłem Rabinem, którą nasz bramkarz znakomicie wybronił.