W przeszłości o tej porze: Parszywa majówka Fojuta
fot.: Damian Filipowski
Leniwy początek maja, piękna słoneczna pogoda i Trójmiasto to połączenie mogące stanowić okoliczności raczej wymarzonego urlopu niż pasjonującego piłkarskiego widowiska. 2 maja 2009 roku piłkarze Arki Gdynia i Śląska Wrocław stanęli jednak na wysokości zadania i w 26. kolejce rozegrali jeden z najbardziej zwariowanych meczów sezonu.
Dla obu drużyn było to już trzecie bezpośrednie spotkanie w ciągu dziesięciu dni, bo kwiecień kończyły półfinałową rywalizacją w Pucharze Ekstraklasy (3:1 dla Śląska w dwumeczu). Łączył je również fakt, że obie jeszcze sezon wcześniej rywalizowały na zapleczu najwyższej klasy, a po awansie bez większych problemów odnalazły się w nowej rzeczywistości i zimowały w górnej połowie tabeli. Podobieństwa skończyły się jednak po przerwie. W pierwszych sześciu wiosennych meczach Arka zainkasowała zaledwie dwa punkty, a pracę stracił trener Czesław Michniewicz. Jego obowiązki w połowie kwietnia przejął Marek Chojnacki, jednak przegrał dwa pierwsze mecze i jego zespół do rywalizacji ze Śląskiem przystępował zajmując ostatnią bezpieczną lokatę z zaledwie trzema punktami przewagi nad strefą spadkową.
Śląsk przed meczem w Gdyni, tak jak przez całą zimę, plasował się na 6. miejscu, z coraz mniej prawdopodobnymi, ale jeszcze tlącymi się nadziejami na włączenie do walki nawet o europejskie puchary. Drużynę trenera Ryszarda Tarasiewicza ciężko było poważnie okaleczyć – miała na swoim koncie zaledwie pięć porażek, co jak na beniaminka stanowiło świetny wynik, do tego najwięcej w lidze, dziesięć remisów. Główną siłą Śląska były jednak mecze przy Oporowskiej we Wrocławiu. W lidze na obcych stadionach przed meczem w Gdyni wygrał tylko dwa razy, poprzednio w połowie listopada.
Przebieg pierwszej połowy zapowiadał gładkie przełamanie przykrej wyjazdowej serii. Śląsk objął prowadzenie po kwadransie gry, gdy Łukasz Kowalski faulował w polu karnym Tomasza Szewczuka, a jedenastkę wykorzystał Sebastian Dudek. Dziesięć minut później akcja tego samego duetu piłkarzy gości przyniosła ekipie Tarasiewicza drugą bramkę. Dudek dośrodkował z rzutu wolnego, a najlepszy strzelec Śląska Szewczuk uderzeniem z bliskiej odległości podwyższył na 2:0. Arka przed przerwą była zespołem wyraźnie słabszym, trener Marek Chojnacki już w 35. minucie zafundował „wędkę” fatalnie spisującemu się na lewej stronie Błażejowi Telichowskiemu, a pierwszą połowę ironicznymi okrzykami „chodźcie na grilla” w kierunku swoich piłkarzy podsumowali, będący wyraźnie w majówkowym nastroju, kibice Arki.
Śląsk miał sytuację pod kontrolą, jednak zamiast szukać rozstrzygającej zawody trzeciej bramki, od początku drugiej połowy się cofnął i kosztowało go to utratę bramki. Po godzinie gry Arka strzeliła gola kontaktowego dzięki skutecznie wykonanemu rzutowi rożnemu. Tomasz Sokołowski dośrodkował prosto na głowę Zbigniewa Zakrzewskiego, a napastnik gdynian zdobył szóstą bramkę w sezonie. W 64. minucie Śląsk odzyskał jednak dwubramkowe prowadzenie, gdy po sprawnie przeprowadzonej kontrze Vuk Sotirović przytomnie zagrał do Marka Gancarczyka, a ten nie zmarnował okazji. Chwilę później sytuacja związana z Gancarczykiem wywołała wstrząs na ławce Śląska. Napastnik wrocławian zobaczył żółtą kartkę za faul, co wywołało bardzo nerwową reakcję Ryszarda Tarasiewicza.
Trener Śląska już wcześniej tego popołudnia wielokrotnie niezwykle emocjonalnie reagował na sędziowskie decyzje, więc po kolejnym wybuchu wściekłości podczas którego cisnął o murawę bidonem, cierpliwość stracił sędzia Sebastian Jarzębak i wyrzucił go na trybuny. Zaaferowany Tarasiewicz tego dnia tak bardzo skupił się na protestach, że przez cały mecz… nie przeprowadził nawet jednej zmiany. Ostatni kwadrans rywalizacji w Gdyni był jednym z najbardziej traumatycznych momentów w ekstraklasowej karierze Jarosława Fojuta. Zakontraktowany zimą, po latach nauki gry w piłkę w Anglii, wówczas 21-letni obrońca od razu stał się podstawowym piłkarzem drużyny z Wrocławia i nie zawodził, tym bardziej można było się dziwić widząc co wyprawiał w końcówce meczu na stadionie Arki.
W 76. minucie Fojut sprezentował rywalowi bramkę na 2:3. Stoper Śląska podawał piłkę zbyt krótko do swojego bramkarza, co bezlitośnie wykorzystał zmiennik Telichowskiego Grzegorz Niciński, uprzedził Wojciecha Kaczmarka i przywrócił nadzieje kibicom żółto-niebieskich, że ich zespół nie musi przegrać meczu beniaminków. Te spełniły się w drugiej minucie doliczonego czasu, po kolejnej wrzutce z kornera. Fojut trafił do siatki efektownym szczupakiem, sęk jednak w tym, że notując fatalną interwencję obronną pokonał własnego bramkarza i Arka cieszyła się z bramki na 3:3. Kilkadziesiąt sekund później drugą żółtą kartkę obejrzał jeszcze Kowalski, jednak Śląsk praktycznie nie miał już czasu, by spróbować zaatakować w przewadze. Majówkowy rollercoaster w Gdyni!
Śląsk do końca sezonu wygrał już tylko jeden mecz ligowy, doczekał się jednak jednocześnie wyjazdowego przełamania pokonując 1:0 Piasta i zakończył sezon na przyzwoitym 6. miejscu. Również na obcym stadionie wrocławianie zdobyli Puchar Ekstraklasy wygrywając w takim samym stosunku z Odrą Wodzisław Śląski, co pozwoliło im się cieszyć z pierwszego trofeum od czasów Pucharu Polski i Superpucharu z 1987 roku. Arka po remisie ze Śląskiem przedłużyła swoją serię bez wygranej o kolejne trzy spotkania coraz mocniej gmatwając swoją sytuację w walce o utrzymanie. Z pierwszego kompletu punktów pod wodzą Marka Chojnackiego cieszyła się dopiero w ostatniej kolejce, gdy ograła 2:1 Odrę, jednak to właśnie te punkty zagwarantowały jej pozostanie w Ekstraklasie na kolejny sezon.
Arka: Witkowski - Kowalski, Żuraw, Anderson, Telichowski (35’ Niciński) - Sokołowski (80’ Trytko), Łabędzki (46’ Wachowicz), Ława, Lubenow, Budziński - Zakrzewski.
Śląsk: Kaczmarek - Wołczek, Celeban, Fojut, Pawelec - Szewczuk, Łukasiewicz, Ulatowski, Dudek, M. Gancarczyk – Sotirović
Widzów: 5500
Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom)