''Wisła Kraków gra w sposób wyrachowany'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Po dwóch porażkach z rzędu Śląsk zagra na wyjeździe z Wisłą Kraków. O przerwanej serii ligowej niemocy Białej Gwiazdy, wyrachowanej piłce proponowanej przez trenera Adriana Gulę i obsadzie bramki rozmawiamy z Krzysztofem Kawą, szefem działu sportowego "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej".
Wisła Kraków w poprzedniej kolejce przerwała serię trzech ligowych porażek z rzędu i ograła Górnika na Arenie Zabrze (1:0). Słowem najlepiej charakteryzującym grę Białej Gwiazdy w tym spotkaniu będzie „pragmatyzm”?
Zespół Adriana Guli w ubiegły weekend już musiał przerwać tę niemoc, choć trzeba pamiętać, że seria ligowa została rozdzielona bardzo istotną wygraną w Mielcu (3:1) w 1/32 finału Pucharu Polski. Zdobycie pucharu jest jednym z najważniejszych celów Wisły Kraków w tym sezonie, bo już dawno nie było żadnego trofeum i to najkrótsza droga do europejskich pucharów, które przecież również mogą dać bardzo realny zastrzyk finansowy. Biała Gwiazda przed meczem ze Stalą była akurat po porażce 0:5 przy Bułgarskiej z Lechem, jednak na Puchar Polski wszyscy zmobilizowali się bardzo mocno. To, że kilka dni później Wiśle nie wyszło kolejne ligowe spotkanie z Pogonią (0:1), również było po części spowodowane tym, że w Mielcu wyszła praktycznie podstawowym składem. Jeśli chodzi o wyniki drużyny z Reymonta, generalnie bym nie dramatyzował. Może rzeczywiście odstępstwem od wcześniejszej przeplatanki wyników, była porażka z Piastem tuż przed ostatnią przerwą na kadrę. Gliwiczanie nie prezentują się przecież najlepiej i liczono, że Wisła przywiezie z Okrzei przynajmniej remis, a skończyło się przegraną 0:1.
W Zabrzu krakowianie nie mieli nawet wyższego posiadania piłki od gospodarzy, a doczekali się wygranej.
To było bez znaczenia, bo liczył się ten pragmatyzm, o którym pan powiedział. Nieważne było czy do siatki trafi zawodnik ofensywny czy defensywny, ale tak niezawodny ostatnio Michal Frydrych, który miał trochę szczęścia, bo pomógł mu rykoszet, ale pamiętajmy, że tę bramkę poprzedziła kapitalna akcja Piotra Starzyńskiego. Można powiedzieć, że 17-latek jest największym zyskiem tego meczu dla Wisły w tym sensie, że po raz pierwszy od 2. kolejki wreszcie zagrał w podstawowym składzie i zagrał długo (86 minut – przyp. red.), co wcześniej nie było oczywiste. To jednak nie tak, że Starzyński był odstawiony. Trener Gula bardzo lubi i ceni tego zawodnika, mówimy tutaj raczej o gospodarowaniu siłami młodego gracza, by utrzymywał świeżość, a nie został zajechany. W tym meczu na pewno to pokazał. Wisła wygrała pomimo ogromnych kłopotów, bo przypomnijmy, że to ustawienie z Frydrychem na pozycji defensywnego pomocnika było wymuszone kontuzją Aschrafa El Mahdiouiego, a na dodatek szykowany do roli jego zastępcy Patryk Plewka się rozchorował. Te straty nie były jednak aż tak widoczne, bo Czech pokazał się w Zabrzu z naprawdę dobrej strony.
Przy nazwisku Frydrycha trudno się nie zatrzymać z dwóch powodów. Po pierwsze, to chyba taki piłkarz, który z tygodnia na tydzień wyrasta na prawdziwego przywódcę Wisły, również poza boiskiem, a z drugiej strony po tak dobrym meczu z Górnikiem zasadne wydaje się pytanie, czy trener Gula będzie chciał powtórzyć takie ustawienie przeciwko Śląskowi?
W nawale różnego rodzaju zmian dotychczasowi liderzy, jak kontuzjowany Jakub Błaszczykowski czy coraz częściej siadający na ławce Maciej Sadlok wykruszyli się, a Frydrych wyrasta na najważniejszą postać zespołu nie tylko na boisku, lecz także w szatni. Myślę, że Czech jest zawodnikiem, od którego trener Gula teraz z pewnością zaczyna ustalanie wyjściowej jedenastki. Przewiduję jednak, że w sobotnim meczu z wrocławianami wróci już na swoją nominalną pozycję na środku obrony, choć paradoks polega na tym, że opiekun Białej Gwiazdy ma teraz kłopot bogactwa, jeśli chodzi o stoperów. Do pełni zdrowia doszedł już Alan Uryga, który w poprzedniej kolejce zagrał po raz pierwszy od transferu z Wisły Płock, a są jeszcze wspomniany Sadlok oraz Serafin Szota. Każdy z nich jest równorzędnym zawodnikiem i spokojnie może liczyć na grę, choć ten ostatni w Zabrzu wyszedł akurat jako prawy obrońca świetnie zastępując Konrada Gruszkowskiego. Spodziewam się jednak, że ze Śląskiem defensywa będzie wyglądała zupełnie inaczej - Gruszkowski wróci już na prawą stronę, a Frydrych pojawi się na środku defensywy w duecie z Urygą.
W poprzedniej kolejce do bramki Białej Gwiazdy wrócił 19-letni Mikołaj Biegański, który bronił w 2. i 3. kolejce, ale później został zastąpiony przez dwukrotnie starszego, znacznie bardziej doświadczonego Pawła Kieszka. Kieszek popełniał błędy, a od Biegańskiego aż bije pewność siebie, nie tylko między słupkami, ale i przed kamerami telewizyjnymi. Należy się spodziewać, że to będzie bramkarz numer jeden na dalszą część sezonu?
Powinien być podstawowym golkiperem Wisły od samego początku. Gdy Biegański na przełomie lipca i sierpnia bronił w meczach z Bruk-Betem (2:2) i Rakowem (1:2), przy Reymonta przerażono się jego wahaniami formy. Nie bronił źle, jednak były sytuacje, w których chwilę po fantastycznej interwencji, notował jakiś błąd. Natomiast taka przecież jest specyfika tej pozycji! Każdy błąd jest widoczny czarno na białym, nawet laik może ocenić, kto spowodował utratę bramki, gdy źle zachowa się zawodnik w środku pola, nie wiemy, czy naprawdę należy przypisywać mu odpowiedzialność, czy może złożyło się na to więcej czynników. Biegańskiego nie powinno się wtedy odstawiać, tylko wykazać większą cierpliwością, ale to w ogóle jest szerszy temat zarządzania bramką w Wiśle Kraków. Trener Gula ma w tym momencie czterech ligowych bramkarzy, bo poza wymienionymi to jeszcze sprowadzony z Odry Opole Kacper Rosa i wieloletni golkiper Białej Gwiazdy Michał Buchalik, który nigdzie nie odszedł.
A Biegański właśnie awansował do I ligi ze Skrą Częstochowa.
I od początku mówiło się, że to on ma zastąpić odchodzącego Mateusza Lisa, a Buchalik z powodzeniem mógłby siedzieć na ławce i przygotowywać, by w razie konieczności wejść prezentując taki poziom, jak do tej pory, czyli bardzo solidny, bez większych wpadek. Po chwili ściągnięto dwóch kolejnych bramkarzy, a żaden z nich nie siedzi nawet na ławce, a pamiętajmy, że Wisła Kraków nie ma drużyny rezerw. Rosa i Buchalik nie mają gdzie się ogrywać, więc nie oszukujmy się, jeżeli po trzech miesiącach na trybunach będą musieli wejść do bramki, nie będą mieli jakiejkolwiek pewności siebie. Uważam, że po tym okresie zamieszania, szukania, należy dać Biegańskiemu naprawdę mocną szansę i ocenić go tylko w momencie, gdyby z jakiegoś powodu okazało się, że już nie daje rady, po serii wpadek, a nie jednej. Kieszek też nie został posadzony na ławkę po pierwszym poważnym błędzie w Poznaniu, tylko dopiero kolejnym, który zadecydował o przegranej w Gliwicach. W zarządzaniu obsadą pozycji bramkarza niezwykle ważna jest konsekwencja. Widać, że Biegański ma mocną głowę i jest bardzo pewny siebie, co w tym wieku stanowi ogromną zaletę, myślę, że należy mu zaufać.
Wisła zaczęła rozgrywki od efektownej wygranej 3:0 z Zagłębiem, w kolejnych tygodniach jej forma była zmienna, komplet punktów w Zabrzu daje jednak nadzieję na kolejne pozytywne odbicie. Jak pana zdaniem mogą potoczyć się dalsze losy Białej Gwiazdy w tym sezonie – celem jest samo miejsce w górnej połowie tabeli, czy może walka o coś więcej?
Górna połowa na pewno, myślę, że celów większych na razie się Wiśle nie stawia, bo każdy ma świadomość ostatnich zmian. Kiedy rozmawialiśmy przed ostatnim meczem krakowian ze Śląskiem na początku lutego, były wielkie oczekiwania związane z trenerem Peterem Hyballą, z których niewiele wyszło i szybko pozbawiono go funkcji. Bardzo dobrze zresztą się stało. Tam, jak wiemy, w grę wchodziły jednak nie tyle kwestie sportowe, ale związane z zarządzaniem z zespołem i tak dalej. Adrian Gula jest jednak właśnie owocem tamtych decyzji czy zachowań. Wyciągnięto z tego bardzo mądre, szybkie wnioski. Po zwolnieniu Niemca zaczęto szukać szkoleniowca, który będzie stabilny, z charakterem, ale jednocześnie przewidywalny. Postawiono również przed nim zadanie wprowadzania do zespołu młodych piłkarzy i jeśli popatrzymy na tych wymienianych już przez nas kilku graczy, którzy naprawdę regularnie grają w Wiśle Kraków, to widać, że trener Gula konsekwentnie wszystko realizuje. Wyniki Białej Gwiazdy są czasami lepsze, czasami gorsze, ale to nie znaczy, że w tej drużynie są zawirowania.
Progres jest widoczny gołym okiem?
W tej ekipie jest cały czas postęp, jasno wyznaczony cel, ona niewątpliwie rośnie. W szatni nie ma kłótni, konfliktów czy sytuacji nerwowych, jedynie od czasu do czasu jeszcze nie takie wyniki, jakich przy Reymonta sobie życzą. Trener Gula jest pierwszym trenerem Wisły od bardzo długiego czasu, który świetnie współpracuje ze sztabem zespołu CLJ U-18, czyli de facto drugą drużyną, skoro nie ma rezerw. Fantastycznie się przygląda młodym zawodnikom, rozmawia, a w końcu daje szanse. Oczywiście, popełnia błędy, czasami dotyczą składu czy dyspozycji poszczególnych zawodników. Na Wisłę generalnie patrzy się z przyjemnością, mimo że nie zawsze, tak jak w Zabrzu posiada tę piłka, gra po prostu w sposób bardziej wyrachowany. Natomiast myślę, że słabszym drużynom, a Biała Gwiazda w skali ekstraklasy teraz taką jest, to potrzebne. Jeżeli na siłę chcemy dyktować warunki, to się będzie często kończyć porażkami, jeżeli chcemy wygrywać mecze, to czasami musimy z tego rezygnować. Wydaje mi się, że potencjał tej drużyny jest wyższy niż w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu.