Wisła musi, Śląsk powinien - będzie ciekawie

Wygrana nad faworytem zawsze smakuje dobrze. Czy Śląsk w sobotę „połknie” ze smakiem krakowską Wisłę i pokaże, że remis z Ruchem Chorzów w poprzedniej kolejce to znak coraz lepszej formy zespołu?

Za zwycięstwo z Wisłą wrocławscy piłkarze, a także fani wiele by dali. Wiosną Śląsk ma ewidentnie pod górkę i gra poniżej oczekiwań. Pewną jaskółką nadziei był bezbramkowy remis z chorzowskim Ruchem. A to przecież „Niebiescy” są tegoroczną rewelacją ligi i jego piłkarze powinni nakryć Śląsk czapkami. Tak się jednak nie stało, co pozwoliło wrocławskim piłkarzom odetchnąć nieco głębiej. Wygrana nad Wisłą mogłaby do reszty przywrócić im komfort gry i pewność siebie.


 

O niespodziankę – bo byłaby nią bez wątpienia wygrana z Wisłą – powalczą w sobotni wieczór w Krakowie między innymi Marek Gancarczyk i Amir Spahić. Obaj piłkarze wrócili do zespołu po wyleczeniu kontuzji. Dodajmy do tej listy Piotra Ćwielonga i Tadeusza Sochę, zmuszonych ostatnio do banicji za nadmiar żółtych kartek. W sobotę w talii trenera Ryszarda Tarasiewicza zabraknie zaś Tomasza Szewczuka i Vuka Sotirovicia (kara za kartki), a także Dariusza Górala i Przemysława Łudzińskiego (choroba).

Dla Wisły sobotni mecz ma duże znaczenie i krakowianie na pewno tanio skóry nie sprzedadzą. W następnej kolejce krakowianie zmierzą się z Lechem. Ten mecz może być dla Wisły „to be or not to be” w dalszych etapach walki o mistrzostwo Polski. Ze Śląskiem „Biała Gwiazda” wygrać więc musi, chyba, że zechce poczuć pęd rozpędzonego „Kolejorza” na plecach.

Trener Henryk Kasperczak powoli układa pod Wawelem piłkarskie klocki według swojej koncepcji. „Henri” prowadzi Wisłę od niedawna, zluzowawszy wcześniej na fotelu trenerskim Macieja Skorżę, którego piłkarze „Białej Gwiazdy” najpewniej mieli dość. I kiepskimi wynikami na początku rundy postarali się o zmianę szkoleniowca.

Pod wodzą Kasperczaka Wisła gra już lepszy futbol. Nie jest to może ta „Biała Gwiazda”, która w poprzednich sezonach przyzwyczaiła kibiców do ciekawej piłki. Niemniej, krakowianie wygrali trzy ostatnie ligowe spotkania i nieco zwiększyli obroty silnika. A kto wie, czy w sobotę na stadionie przy Suchych Stawach nie odżyje turbodoładowanie Wisły, czyli śpiący wiosną Paweł Brożek. Ten etatowy postrach ligowych bramkarzy, do spółki z Rafałem Boguskim i Patrykiem Małeckim może napsuć sporo krwi wrocławskim obrońcom i bramkarzowi Marianowi Kelemenowi.

W sobotnim meczu rozkład jazdy jest z grubsza jasny – Wisła raczej musi, Śląsk raczej powinien. Kluczowe jest tu słowo „raczej”. Wisła ma cztery punkty przewagi nad Lechem i ewentualna wpadka z wrocławianami, choć przykra, wielkiej paniki w krakowskim obozie zasiać nie powinna. W końcu zawsze można wygrać z poznańskim klubem i uciec peletonowi. Śląsk zaś gra w tym sezonie już o przysłowiowe frytki, choć gdzieś w tle przebiega jeszcze strach (a raczej „straszek”, bo i ryzyko jest niewielkie) przed degradacją. Wrocławski zespół ma być jednak firmą przez duże „F” i wygrana nad Wisłą bardzo by się piłkarzom Śląska przydała. Ot, choćby po to, by jeszcze bardziej podbudować morale i oddalić od siebie na amen widmo spadku z ligi.

Jak będzie? Przekonamy się w sobotni wieczór. Początek emocji na stadionie przy Suchych Stawach o godz. 18.15.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.