Wiwisekcja – Sebastian Dudek
Kolejnym bohaterem działu jest zawodnik związany ze Śląskiem już od czterech lat, który swoimi prostopadłymi podaniami potrafi wprowadzić zamęt w szeregi obronne każdego rywala – Sebastian Dudek. Żary
Wychowałem się tam i tam zaczęła się moja przygoda z piłką. Będę chciał tam wrócić. Wspólnie z żoną i bliźniakami mieszkamy tam w domku jednorodzinnym z teściami. W przyszłości, gdy wrócę, będę chciał kupić mieszkanie albo się wybudować, jeśli pozwolą mi na to finanse. Mój tato grał w piłkę i ciągał mnie ze sobą na treningi. Ja byłem chętny do tego i jeździłem jako małolat na obozy z seniorami. Trochę z nimi trenowałem, trochę podglądałem jak to wszystko wygląda od zaplecza. Tak zaczęła się moja miłość do tego sportu. Nie byłem zatrudniony w klubie, lata uciekały a ja chciałem mieć dodatkową pracę, żeby mieć też większy dochód. Dostałem ją w Starostwie Powiatowym w dziale komunikacji. Wtedy był ten wielki bum z wejściem do Unii, zaczęto sprowadzać więcej aut. Pracowałem przy rejestracji samochodów sprowadzanych z Niemiec. Pracowałem od 7 do 15, a po pracy leciałem na trening. Dobrze, że starostą był kibic Promienia - Edward Skobelski, bardzo porządny człowiek, który mnie zwalniał na mecze kiedy graliśmy o wcześniejszych porach lub w tygodniu. Nie było z tym problemów. Później przyszła oferta z Wrocławia.
Szkoła
Po podstawówce poszedłem do Technikum Budowlanego. Mogłem pójść do szkoły sportowej, typowo piłkarskiej, ale się na to nie zdecydowałem. Wolałem zostać na miejscu, w Żarach. Poszedłem na budownictwo, które mnie tak do końca nie interesowało, więc miałem problemy z zawodowymi przedmiotami. Na drugim roku miałem już problem, ponieważ ciężko było pogodzić naukę z grą w piłkę. Musiałem się przenieść do zawodówki. Część nauczycieli przymykała oko, ale nie każdy lubi sport, piłkę i piłkarzy. Niektórzy fajnie podchodzili do tego, mogłem zaliczać półrocze na jednej lekcji. Inni uważali, że sport nie da mi pieniędzy, chleba, i trzeba się uczyć. Byłem przez to rok w plecy, ale skończyłem zawodówkę. Później zostało otwarte Technikum 3-letnie wieczorowe. Też miałem problemy, bo treningi odbywały się popołudniu, ale skończyłem tę szkołę i zrobiłem maturę.
Wrocław
Nie myślałem, że przeprowadzę się kiedyś do Wrocławia, ale nie żałuję tego, bo zobaczyłem troszeczkę inny świat. A do Żar zawsze można przecież wrócić. Na początku miałem problem, bo nie znałem Wrocławia. Byłem tu jedynie na meczu, gdy Śląsk był w trzeciej lidze i graliśmy ze sobą. Ciężko mi się było poruszać. Siedziałem w aucie i nie wiedziałem, gdzie jechać. Teraz już nie mam z tym problemów. Dostałem mieszkanie na Kamieńskiego, przy wylocie na Poznań. Maser mieszkał obok mnie i dużo mi pomógł, dużo mu zawdzięczam. Krzysiu Ulatowski i Andrzej Ignasiak też jeździli w tamtą stronę. Pomagali mi, żebym mógł się zaaklimatyzować. Teraz kupiliśmy z żoną mieszkanie, niecały kilometr od stadionu. Kończymy wszystko urządzać i już tu w sumie mieszkamy. Wrocław nam się bardzo podoba. Jest gdzie wyjść na spacer, jest ładny Rynek, parki. Bywamy często w ZOO, będziemy odwiedzali Ogród Japoński. Zaczyna się taka pogoda, że będzie można spacerować z żoną i dzieciakami - zieleń, kwiaty. Zupełnie inaczej się wtedy człowiek czuje.
Życie rodzinne
Mam żonę Basie oraz synów bliźniaków - Aleksa i Oliwiera, którzy 24 kwietnia skończą roczek. Trochę świat nam się poprzewracał do góry nogami, jak okazało się, że będzie od razu dwójka, ale na pewno jest to duże szczęście. Mamy ciężki okres, w którym bardzo dużo pomaga nam rodzina. To jest konieczność wynikająca z mojej pracy bo raz jestem, raz mnie nie ma. Kursujemy trochę między Żarami – gdzie żona zostaje z dzieciakami – a Wrocławiem – gdy gramy u siebie. Zawsze ktoś pomoże: koleżanka, kolega. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Z żoną mogę spokojnie o wszystkim porozmawiać.
Najlepszy kumpel
W Żarach mam większość kumpli, których znam od początku życia. Utrzymuję z nimi kontakt telefoniczny, a gdy jestem tam, to staram się spotykać. W zespole są to Krzysiu Ulatowski i Andrzej Ignasiak, który jest obecnie trenerem. Nie jestem osobą, która zraża się do ludzi. Staram się ze wszystkimi rozmawiać, ale jak to w życiu bywa – jednych się lubi bardziej, innych trochę mniej. W zespole jednak nie mamy takich problemów.
Wolny czas
Lubię czas wolny między sezonami, gdy można pojechać na wczasy. Strasznie lubię morze, wczasy zagraniczne. Poleżeć sobie na plaży i coś zwiedzić. Często bywałem w Bułgarii, gdzie mi się podobało. Nie jest ani za ciepło, ani za zimno. Ceny są przyzwoite. Staram się co roku gdzie indziej jeździć. Jak zobaczę wszystko, będę wiedział, gdzie jest najlepiej. Bałtyk też uwielbiam, tylko jest zimnym morzem. Ale jak jestem, to staram się wejść do wody.
Marzenia pozasportowe
Gdy skończę grać w piłkę, to chciałbym mieć jakieś zajęcie. Człowiek, który nie ma zajęcia, gubi sens życia. Chciałbym mieć takie zajęcie, związane częściowo ze sportem. Robię teraz papiery trenerskie. Chcę poprowadzić dzieciaków. Chciałbym, żeby była jakaś szkółka. Może z kolegami to otworzymy, może będziemy tam pracowali. Nauczanie młodzieży to coś fajnego. Na seniorów przyjdzie czas później, jak będę trochę starszy i nabiorę doświadczenia.
Charakter
Ciężko ocenić - podejrzewam, że każdy tak odpowiada. Jestem osobą, która znajduje kontakt z ludźmi. Jestem za bardzo ufny. Nigdy nie myślę tak, że ktoś chce mnie oszukać czy coś mi zrobić. Tracę trochę w życiu, bo różne są sytuacje. Ale jeśli każdy będzie patrzył na drugiego jak na wroga, to nie ma w ogóle sensu egzystować. Czy chciałbym coś w sobie zmienić? Już chyba za późno. Może kilka, kilkanaście lat wcześniej to by miało jakiś sens. Jestem takim człowiekiem, jakim jestem, na jakiego mnie rodzice wychowali za co im bardzo dziękuję. Nie chciałbym niczego zmieniać w sobie, bo mógłbym coś popsuć.