Wojciech Grzyb: Śląsk jest dla nas niewygodny

- Nie skupiamy się na problemach Śląska, choć o nich wiemy. Są argumenty, które przemawiają na niekorzyść wrocławian, ale często tak bywa, że rywal z góry skazany na niepowodzenie osiąga sukces – mówi przed meczem ze Śląskiem Wojciech Grzyb, pomocnik chorzowskiego Ruchu.


 

W sobotę Ruch stanie przed szansą wskoczenia na fotel wicelidera. Lech i Legia biją się między sobą, a Pana zespół zagra ze słabo spisującym się Śląskiem.

Zdaję sobie sprawę, że dziennikarze i nasi kibice tak do tego podchodzą, my jednak patrzymy na to inaczej. Abyśmy znaleźli się na drugiej pozycji, muszą się spełnić dwa warunki. Pierwszy - zależny od nas i ważniejszy – musimy wygrać ze Śląskiem. Jak pokazał mecz na Łazienkowskiej, gdzie Śląsk był skazany na pewną porażkę, a jednak zremisował, nie będzie łatwo. Dużo dobrego się o nas mówi, szczególnie po wyeliminowaniu Legii z Pucharu Polski i efektownym zwycięstwie nad Cracovią, ale powiem szczerze, że mecz ze Śląskiem będzie dla nas trudniejszy niż ten z Cracovią. Choć wrocławianie w tym roku jeszcze nie wygrali, to są dla Ruchu rywalem niewygodnym.

Ciężko Wam się ostatnio grało z WKS-em.

Tak, nawet w drugiej lidze. Spodziewam się ogromnej walki na boisku. Choć będzie to okres świąteczny, to podejrzewam, że kluczowe w tym meczu będą zaangażowanie, determinacja i walka a nie umiejętności piłkarskie.

Śląsk przystąpi jednak do spotkania mocno osłabiony przez kontuzje i kartki, więc gdybyście stracili punkty, byłaby to niespodzianka.

Przypomnę Panu, że gdy przyjeżdżało do nas Zagłębie Lubin, też przed meczem dopisywano nam trzy punkty. A okazało się, że przegraliśmy. Mecz meczowi jest nierówny, decyduje dyspozycja dnia. Śląsk zagrał średnie zawody z Koroną, my zagraliśmy super z Cracovią, ale to wcale nie musi się potwierdzić w sobotę. Dlatego jesteśmy daleko od hurraoptymizmu. Chcemy wygrać, bo wtedy awansujemy przynajmniej o jedną lokatę wyżej, niezależnie od wyniku meczu Lech – Legia. Gdyby padł tam remis, byłaby nawet szansa na wicelidera. O tym będziemy jednak myśleć, jeśli pokonamy Śląsk. Liczy się nasz zespół i nasz mecz. Wiemy, że stoimy przed trudnym zadaniem.

W spotkaniu z Cracovią zagrał Pan z konieczności na prawej obronie, bo kontuzjowani byli Nykiel i Sadlok. Wrócą na mecz ze Śląskiem?

Podejrzewam, że do kadry meczowej wrócą. To zawodnicy ze sporym doświadczeniem, mocne punkty zespołu. A co do mojego ustawienia, to sam nie jestem pewien, gdzie zagram ze Śląskiem. Trener ma sporo wariantów. Nykiel może zagrać zarówno na prawej obronie, jak i na lewej. Na tej stronie ostatnio świetnie spisał się Ariel Jakubowski, ale występował tam też Maciej Sadlok zanim złapał kontuzję i kartki. Nie wiem, czy trener zdecyduje się zmienić któregoś z dwójki stoperów Grodzicki – Stawarczyk, którzy tak fajnie ostatnio grali na Legii i w Krakowie. Największe pole manewru mamy właśnie w linii defensywnej. Ja jestem zawodnikiem ofensywnym i nie mam nic przeciwko temu, żeby wrócić na swoją pozycję, czyli prawą pomoc. Choć tam jest Damian Swierblewski i Marcin Zając, który wcale nie musi grać w ataku. Wytypować nasz skład na mecz ze Śląskiem to nie jest łatwa sprawa.

Być może po raz pierwszy wiosną od początku spotkania na boisko wybiegnie Przemysław Łudziński. Jak byłego gracza Niebieskich przyjmą kibice przy Cichej?

Szczerze mówiąc, nie wiem, upłynęło już trochę czasu. Przemek strzelił dla nas sporo bramek, zwłaszcza w sezonie, po którym powróciliśmy w szeregi ekstraklasy. Kibice powinni go fajnie przyjąć. Wydaje mi się, że był to zawodnik przez nich lubiany. Dla Przemka byłoby dobrze, żeby wystąpił od pierwszej minuty, bo za wiele nie grał w tej rundzie.

Są na to szanse, bo Vuk Sotirović będzie pauzował za czerwoną kartkę, a wobec kłopotów w defensywie Tomasz Szewczuk był ustawiony z Koroną nawet na prawej obronie. Pan grał z nim w Odrze. W Wodzisławiu takich eksperymentów z Szewczukiem chyba nie było?

Nie było takiej potrzeby. Z tego co wiem, zagrał w defensywie z konieczności, a po przerwie wrócił do ataku. Nie sądzę, żeby znowu do tego doszło, tym bardziej, że nie zagra Sotirović. Chyba że wejdzie właśnie Łudziński. To są już problemy waszego klubu i trenera Tarasiewicza. My na nich się nie skupiamy, choć o nich wiemy. Są argumenty, które przemawiają na niekorzyść Śląska, ale często tak bywa, że rywal z góry skazany na niepowodzenie osiąga sukces. Aby tak się nie stało, będziemy w pełni skoncentrowani i nie będziemy patrzeć na to, że Śląsk gra osłabiony. Podejdziemy do meczu na maksa, sportowiec inaczej nie może.

Sebastian Mila dostanie plastra w osobie Grzegorza Barana?

Grzegorz musi najpierw w tym meczu zagrać, bo Gabor Straka i Michał Pulkowski świetnie zaprezentowali się w ostatnim spotkaniu (Baran pauzował za kartki – przyp. red.). Grzegorz jest kapitanem i odgrywa w naszym zespole szczególną rolę. Jeżeli zagra, to podejrzewam, że będzie miał zadania związane z ograniczeniem poczynań Sebastiana, ale myślę, że typowym plastrem nie będzie. To nie te czasy, kiedy drużyny starały się wyeliminować najbardziej kreatywnego zawodnika drużyny przeciwnej i wyznaczało się chłopa, który biegał za nim cały mecz. Grzegorz pokazuje, że nie tylko jest zawodnikiem defensywnym, ale potrafi też grać do przodu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.