Wygrali w bólach

Oczywiście nie można wyciągać zbyt pochopnych wniosków ze sparingu, który miał być tylko i wyłącznie poprawą humoru, albo, jak kto woli, kolejną jednostką treningową. Tylko jeśli tak trenuje Śląsk Wrocław, mistrz Polski, na cztery dni przed pierwszym meczem w europejskich pucharach, to kibice mają prawo do uzasadnionych wątpliwości.


 

Pierwsza połowa była naznaczona frustracją zmieszaną z niezrozumiałym podenerwowaniem. Piłkarze Śląska, po każdym nieudanym zagraniu – a było ich kilka – zwykle stawali w miejscu, wznosili oczy ku niebu i coś mruczeli sobie pod nosem. Ataków i szans gospodarzy nie brakowało, ale nikt nie może zapominać, że to Ślęza Wrocław, mistrz czwartej ligi, powinien przynajmniej dwa razy pokonać Mariana Kelemena.

Otwarcie było niezłe, Przemysław Kaźmierczak dwukrotnie stworzył zagrożenie uderzeniami głową, a strzał Cetnarskiego z pogranicza pola karnego ładnie wybronił Gąsiorowski. Jednak po dziesięciu minutach łatwe i przyjemne granie się skończyło, a nagle ta przestraszona, schowana za podwójną gardą Ślęza, zaczęła stwarzać zagrożenie. W piętnastej minucie Patrik Mraz tuż przed własną szesnastką faulował rywala, by uniemożliwić mu wyjście na czystą pozycję.

I Ślęza miała kolejne szanse, popisując się niezłymi umiejętnościami technicznymi i dosyć słabym wykończeniem akcji. Śląsk także atakował i miał podobne problemy z umieszczeniem piłki w siatce. A gdy już Łukaszowi Gikiewiczowi to się udało, sędzia dopatrzył się zagrania ręką, wywołując frustrację napastnika gospodarzy. Niepotrzebną i kompletnie niepasującą do sparingu z trzecioligowcem.

Wynik bezbramkowy do przerwy był sporym zaskoczeniem, ale nie przez wzgląd na klasę dzielącą obie ekipy, ale ilość szans zespołów. Kilkuset kibiców z niedowierzaniem kręciło głową, gdy Mila, Gikiewicz i Diaz podejmowali złe decyzje w kluczowych momentach. Zakrywali oczy, gdy widzieli jak niepewnie gra formacja obronna, złożona z czterech bocznych defensorów.

Druga połowa to wiele zmian, ale nawet tych Śląsk nie miał na tyle, by wypuścić nową jedenastkę, zwłaszcza, że Johan Voskamp znów z lekką kontuzją przyglądał się kolegom z trybun. Zobaczył zespół grający lepiej, wreszcie przygniatający znacznie niżej rozstawionego rywala. Wciąż pojawiały się niedokładności, ale złość, która przed przerwą dawała nieporozumienia, w drugiej odsłonie dodawała jakości. Sebastian Mila otworzył wynik spotkania w pięćdziesiątej minucie, świetnym i mocnym uderzeniem z dwudziestu metrów.

Różnica wreszcie zaczęła być zauważalna, a zgaszona Ślęza znów nie przechodziła przez swoją połowę. Diaz dryblował na potęgę, Patejuk i Stevanović nieźle rozgrywali piłkę, a taki Rafał Grodzicki próbował pokonać Gąsiorowskiego przewrotką. Nie bez przyczyny może być fakt, że trzech zawodników Ślęzy, którzy pojawili się po przerwie, grało w przedpołudniowym turnieju organizowanym przez ten klub.

Beniaminek trzeciej ligi mimo wszystko zdołał jeszcze nastraszyć mistrzów Polski – jedno uderzenie zablokował Gikiewicz, innym razem zabrakło centymetrów. Śląsk skutecznie powstrzymywał szalejący w bramce Marcin Gąsiorowski, który w drugiej połowie obronił uderzenie Patejuka, Cetnarskiego i Gikiewicza. Skapitulował chwilę przed swoją zmianą – Cetnarski świetnie wypuścił prostopadle Rafałą Grodzickiego, a stoper zachował się jak rasowy napastnik i podwyższył prowadzenie Śląska.

Im dłużej trwał mecz tym mniej sił mieli zawodnicy Ślęzy, a Śląsk wykorzystywał wolne strefy w środku pola i umiejętnie rozgrywał piłkę. Patejuk kolejny raz powinien wykorzystać swoją szansę, lecz z czterech metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką. I to było na tyle.

Zwycięstwo przyszło, lecz nie przyniosło dobrych informacji przed wyjazdem Śląska. To, mimo tylko trzech uzupełnień składu, jest trochę inny zespół niż na wiosnę i niekoniecznie jest to zmiana na lepsze. Pozytywów w treningowej gierce ze Ślęzą jednak zabrakło, a Orestowi Lenczykowi decyzji personalnych przed meczem w Czarnogórze nie można pozazdrościć. Zwłaszcza, że wyróżniło się tylko kilku jego piłkarzy…

Śląsk Wrocław 2-0 (0-0) Ślęza Wrocław

Strzelcy:
Mila 49’, Grodzicki 74’

Składy drużyn:
Śląsk Wrocław:
I połowa: Kelemen - Socha, Kowalczyk, Pawelec, Mraz - Sobota, Cetnarski, Kaźmierczak, Mila - Ł. Gikiewicz, Diaz
II połowa: R. Gikiewicz - Menzel, Grodzicki, Wasiluk, Spahić - Patejuk, Elsner, Stefanović, Mila (Cetnarski 68), Garyga - Diaz (Ł. Gikiewicz 68)

Ślęza Wrocław: Gąsiorowski (Król 75) - Bielski, Kątny, Dorobek, Stawowy - Rajter (Synowiec 65), Brusiło (Pałys), Flejterski (Hajdamowicz 65), Niewiadomski (Stadnik 46), Janas (Buryło 46) - Mrowiec (Jamrozowicz 46)
Widzów: 1000

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.