Wyjazdowy czar prysł

Wyjazdowy czar prysł

fot.:

Tegoroczny sezon zaczął się dla Śląska dobrze nie tylko jeśli chodzi o mecze na Stadionie Wrocław, ale także wizyty na obcych stadionach. Wydawało się, że już nigdy nie powrócimy do wyjazdowej klątwy jeszcze z czasów rządów Vitezslava Lavicki. Ostatnie podróże mogą jednak wywoływać lekki niepokój. 



 

Na początku warto wrócić pamięcią do kilku pierwszych tygodni pracy Jacka Magiery w klubie ze stolicy Dolnego Śląska. Kadencja częstochowskiego szkoleniowca rozpoczęła się od wyjazdowej wygranej z Jagiellonią (1:0) po golu Erika Exposito. Regularne punktowanie (i u siebie i na wyjeździe) przerwał tylko na chwilę kwietniowy mecz z Rakowem (0:2) na otwieranym właśnie obiekcie przy ulicy Limanowskiego i jak się okazało, do październikowej klęski przy Bułgarskiej (0:4) była to jedyna porażka w rozjazdach za rządów obecnego trenera. Aby nakreślić szerszy kontekst tego tekstu, warto wspomnieć wyjazdy w erze pewnego sympatycznego Czecha. 

LAVICKOWE WZLOTY I UPADKI 

Nic nie zapowiadało tego, że Śląsk w poprzednim sezonie będzie zmagał się z traumą wejścia do autokaru i udania się na obiekt innego klubu w ekstraklasie. Zanim jednak to nastąpiło, Vitezslav Lavicka już na początku swojej kadencji we Wrocławiu miał problemy z punktowaniem poza stolicą Dolnego Śląska. Na 9 meczów wyjazdowych pozostałych do końca edycji 2018/19, Śląsk aż 5 spotkań przegrał, a w tym zawierały się m.in.  porażki 0:1 z Wisłą Kraków czy Legią oraz 0:2 z Piastem Gliwice, Wisłą Płock i Koroną

 

Lavicka uratował tamten sezon, a początek następnego mógł zwiastować, że Śląsk zawojuje ligę. Wrocławianie, podobnie jak w tym roku, potknęli się dopiero w 10. kolejce, a do tamtej serii gier nie przegrali żadnego spotkania na wyjeździe, a więc licząc jeszcze poprzednie rozgrywki, ich seria poza Wrocławiem wynosiła 8 kolejnych spotkań z punktami. Później gracze Śląska reprezentowali dosyć chimeryczną formę i problem wyjazdów zaczął już powoli pojawiać się w dyskusjach dotyczących drużyny prowadzonej przez Czecha. Zerknijmy w statystyki z obcych boisk: 

Sezon 2019/20 - 5 zwycięstw, 4 remisy, 9 porażek; gole: 14-18; średnia punktowa: 1,06 

Do tego dochodzi aż 9 meczów na obcych stadionach, w których wrocławianie w ogóle nie trafili do siatki oraz zaledwie 6 czystych kont na 18 rozegranych meczów. Trzeba natomiast przyznać szczerze, że początkowe podrygi sezonu 2020/21 znów zamazały obraz prawdziwej twarzy zielono-biało-czerwonych poza rolą gospodarza.  

WYJAZD = KLĄTWA 

Poprzedni sezon rozpoczęła się od imponującego 3:1 przy Reymonta, ale już miesiąc później Śląsk przegrał przy Twardowskiego (0:1) w Szczecinie po golu z karnego Michała Kucharczyka. Dość powiedzieć, że ostatni wyjazd w 2020 roku, w którym Śląsk zdobył pełną pulę punktów, miał miejsce pod koniec listopada, w Bielsku-Białej, gdzie wrocławianie wygrali 2:0 z tamtejszym Podbeskidziem. I właśnie wtedy rozpoczęła się czarna seria, przeszywająca dreszczem ekspertów i fanów Śląska, obejmująca 5 kolejnych meczów bez zwycięstwa. Śląsk na wyjazdach miotał się, był anemiczny i mało atrakcyjny w odbiorze widowni, co najdobitniej pokazał wyjazd do Mielca po przerwie zimowej.  

1 lutego br. wrocławianie bezbramkowo zremisowali ze Stalą, a z opinii publicznej zaczęły wypełzać pierwsze odgłosy zmęczenia i niezadowolenia z formuły pracy Czecha, która miała się powoli wyczerpywać. Później przydarzył się jeszcze bezbarwny wyjazd do Gliwic, w którym Śląsk był całkowicie bezradny na tle rywala i przegrał zasłużenie 0:2 oraz porażka przy Bułgarskiej (0:1). Nawet domowa wygrana z Pogonią (2:1) nie uchroniła Vitezslava Lavicki przed końcem przygody we Wrocławiu. Po krótkim bezkrólewiu na tron wstąpił Jacek Magiera. 

BYŁO TAK DOBRZE... 

Były piłkarz i trener warszawskiej Legii zaczął uporządkowywać drużynę po swojemu, a Śląsk w końcu zerwał ze swoją wyjazdową bezradnością. Efektem tego było już wspomniane debiutanckie zwycięstwo w Białymstoku (1:0), remis w Zabrzu (1:1) oraz najcenniejszy skalp, który być może okazał się decydujący w walce o 4. miejsce w tabeli, czyli wygrana w Grodzisku Wielkopolskim z Wartą (3:2). Piękna wyjazdowa seria trwała jeszcze w 4 pierwszych meczach obecnego sezonu, a jej ukoronowaniem było m.in. efektowne zwycięstwo w derbach Dolnego Śląska (3:1), a jednocześnie przełamanie się w Lubinie po dziesięciu latach niemocy. Kluczowa dal dalszych losów drużyna okazała się porażka 0:4 w hicie 10. kolejki w Poznaniu, która zabrała wrocławianom dużo pewności siebie poza własnym obiektem. Rzut oka na statystyki: 

Przed przegraną z Lechem - 4 mecze wyjazdowe, 2 zwycięstwa, 2 remisy; gole: 7-4 

Po przegranej z Lechem (włącznie) - 4 mecze wyjazdowe, 1 zwycięstwo, 3 porażki; gole: 9-9 

Regres jest widoczny po nawet powierzchownym spojrzeniu te liczby. Nie należy oczywiście zapominać o efektownym zwycięstwie przy Reymonta z Wisłą Kraków (5:0) i wyrównaniu rekordu wyjazdowego zwycięstwa w ekstraklasie. To, co kluczowe, kryje się w szeregach defensywnych. Co z tego, że Śląsk strzela poza Stadionem Wrocław, jak traci tyle samo, albo nawet więcej goli. Przy tak nierównej formie obrońców, nawet wyjazd do Niecieczy (3:4) staje się trudnym wyzwaniem. Nie mówiąc już o świetnie zorganizowanej Pogoni (1:2), z którą także zawiodły błędy w ustawieniu. Fakt jest natomiast taki – na ostatnie 4 mecze poza Wrocławiem Śląsk przegrał aż 3. Jest to niepokojące, szczególnie przed wyjazdem do Zabrza 3 grudnia. Na koniec podkreślmy, że jest się także z czego cieszyć. Śląsk jako gość jest obecnie najskuteczniejszą drużyną w stawce. Podopieczni Jacka Magiery na obiektach rywali strzelili już 16 goli. Czy pójdą za ciosem już za tydzień? 

Śląsk na wyjazdach w tym sezonie: 8 meczów, 3 zwycięstwa, 2 remisy, 3 porażki; gole: 16-14; średnia punktowa: 1,38 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.