Wysokie progi

W poprzednim sezonie Widzew i Górnik wniosły do ekstraklasy prestiż oraz sportową i kibicowską jakość. Z tegorocznymi beniaminkami jest inaczej.

Z pary ŁKS – Podbeskidzie tylko za tym pierwszym klubem stoi ekstraklasowa, chlubna zresztą przeszłość, poparta dwukrotnym mistrzostwem (1958 i 1998) oraz Pucharem Polski (1957). Bielszczanie są natomiast absolutnymi debiutantami na najwyższym szczeblu rozgrywek. Pojedynki z Podbeskidziem nie elektryzują ani piłkarzy, ani kibiców. Mało tego, nawet sympatycy beniaminków nie zapełniają trybun na tyle, by chociaż dobić do średniej krajowej.


 

Bez stadionów

W Łodzi spowodowane jest to remontem obskurnego stadionu przy Al.Unii. ŁKS rozegra pięć spotkań w oddalonym o 50 kilometrów Bełchatowie, po czym powróci na stary, ale spełniający już wymogi licencyjne obiekt. Magnesem do oglądania futbolu będzie dla lokalnej społeczności nowy stadion, którego budowa jest jednak dopiero planowana. Dla najwierniejszych kibiców te pół setki nie byłoby może problemem, gorzej że policja nie wyraża zgody na przeprowadzanie przez ŁKS imprez masowych, a do jej wniosku przychylił się prezydent Bełchatowa, Marek Chrzanowski. Klub z Łodzi wybrnął z tej sytuacji na tyle, na ile mógł – organizuje imprezy sportowo-rekreacyjne, na które może wejść 999 widzów.

– ŁKS już raz z powodu licencji cierpiał, teraz dano im zielone światło. Pytanie, czy słusznie – zastanawia się Remigiusz Jezierski. - Dla popularyzacji piłki w regionie to dobrze, bo to ośrodek ciekawy piłkarsko i kibicowsko – mówi nowy ekspert Canal+.

Kibice Podbeskidzia ograniczeni są pojemnością stadionu, który nie zmieści nawet 5000 chętnych. Tyle że oni nie potrzebują więcej. Jak pokazał inauguracyjny mecz z Jagiellonią, na trybunach było masę pustych miejsc. – Trzy i pół tysiąca widzów na meczu inaugurującym ekstraklasę to wstyd dla takiego miasta jak Bielsko-Biała – napisał wprost lokalny korespondent Gazety Wyborczej. – Szkoda, że poprzez transmisję Eurosportu 2 widzowie z 22 krajów dostali przekaz, że mecze w Polsce toczone są przy pustawych trybunach – dodał.

– Grałem rok w Białymstoku i widziałem, jaka to siła, gdy cały region kibicuje jednemu klubowi. Podobnie jest w Bielsku, gdzie ludzie cieszą się, że mogą posmakować ekstraklasowej piłki – mówi były napastnik Śląska. Zagabywany o frekwencję zmienia jednak optykę. – To jest zaskoczenie. Kibice muszą zdać egzamin, bo jeśli tak będzie na dłuższą metę, to klub i oni stracą w oczach całej Polski – twierdzi Jezierski.

Do problemu frekwencji dochodzi także kameralność obiektu, który razi prowincjonalizmem. Szare pole za bramką i widok za niską trybuną na obdrapane budynki postawione w PRL-u nie przystają do produktu, który nosi dumną nazwę T-Mobile Ekstraklasa. Władze miasta widzą problem i działają. Wkrótce powstanie 15-tysięczny obiekt, trwa właśnie przetarg na generalnego wykonawcę. Co prawda Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił pozwolenie na budowę z powodu protestu mieszkańców pobliskiego osiedla, ale trudno przypuszczać, by sprawa nie doczekała się pozytywnego zakończenia.

Bez umiejętności

Górnik i Widzew w zeszłym sezonie zajęły jak na beniaminków wysokie miejsca – odpowiednio 6 i 9. Zabrzanie po zwycięstwie nad Śląskiem w 28 kolejce mieli nawet realne szanse na awans do europejskich pucharów. Nie udało się, ale i tak pokazali charakter, fantastyczny wynik osiągając trochę ponad stan i wbrew kłopotom finansowym. Niewiele gorszy Widzew był utrapieniem m.in. przyszłego wicemistrza Polski. Oba zespoły wypromowały kilku ciekawych piłkarzy, dla których – bez cienia przesady – przychodzi się teraz na ligowe stadiony. Wymieńmy chociażby Šernasa, Dudu, Dzalamidze, Jeża czy Sikorskiego.

Gdy kluby z Zabrza i Łodzi awansowały przed rokiem do ekstraklasy, nikt nie mówił, że będą bronić się przed spadkiem. Zwłaszcza Widzew miał bez problemu ulokować się w środku stawki, co też się stało. Z kolei postawa Górnika była zaskoczeniem, ale przecież nie mega sensacją. Teraz jest inaczej. Wśród kandydatów do degradacji jednym tchem wymienia się ekipy ŁKS-u i Podbeskidzia, z trudem znajdując innych.

– Rzeczywiście, trudno wskazać inne zespoły, które mogłyby spaść – zgadza się Jezierski. – Cracovia znajduje się w dole tabeli, ale miała grać o wyższe cele, jest jeszcze Bełchatów. Korona i Widzew zaskakują na plus, więc do zimy ŁKS i Podbeskidzie będą blisko strefy spadkowej – orzeka nasz ekspert.

Z odrzuconymi weteranami

– Wyniki ich nie bronią, ale nie można mówić, że mają słabą kadrę – mówi o ŁKS-ie Jezierski. W Łodzi gra kilku doświadczonych, zaawansowanych wiekiem piłkarzy. Nazwiska tych, którzy mogą występować w linii napadu, robią wrażenie. Marcin Mięciel liczy już jednak 36 lat, Marek Saganowski ma za sobą nieudany okres na Cyprze, Maciej Bykowski miał problemy nawet w Polonii Bytom, a niechciany w Legii Sebastian Szałachowski, który ostatnio niemal non stop przebywał na L4, to wielka niewiadoma.

Liderem środka pola jest Dariusz Kłus, który za partnera od niedawna ma Tomasza Nowaka. Był to niegdyś obiecujący gracz, którym interesował się Ryszard Tarasiewicz i który 1,5 roku temu zadebiutował nawet w reprezentacji. Jego kariera jednak przyhamowała – z Korony trafił do Polonii Bytom, z którą spadł z ligi. W Łodzi będzie chciał się odbudować. Podobnie jak inny piłkarz z kielecką przeszłością, Marcin Kaczmarek, z którego pół roku temu zrezygnowała Lechia. Radosław Pruchnik, Bartosz Romańczuk, Cezary Stefańczyk czy Piotr Klepczarek są w lidze nieograni. Wspierają ich starzy wyjadacze – Marcin Adamski i Michał Łabędzki. Tak sklecona drużyna została czerwoną latarnią ligi.

Tomasz Wieszczycki, dyrektor sportowy, zakasał więc rękawy i za pięć dwunasta ściągnął do klubu czterech zawodników, którzy nie znaleźli uznania w oczach dotychczasowych pracodawców. Przy Al. Unii zameldowali się Paweł Golański, Antoni Łukasiewicz, Mladen Kašćelan i Robert Szczot. Wszyscy mają za sobą nieudany sezon.

– Dlatego trzeba się wstrzymać z oceną tych transferów – uważa Jezierski. – Nawet nie sezon, ale i lata były dla niektórych niedobre. Z drugiej strony, a znam to z autopsji, każdy piłkarz ma w karierze dołek formy. Jeśli w przeszłości był jednak dobry i nie traci swoich walorów fizycznych, po słabszym okresie powinien się podnieść. Jeśli trenerzy ocenili, że potencjał fizyczny tych zawodników jest bez zarzutu, to mogą mieć z nich pociechę – analizuje były napastnik.

Z posiłkami zza południowej granicy

Drużyną odrzuconych jest także w pełnej krasie Podbeskidzie. Wystarczy wspomnieć, że to właśnie w Bielsku-Białej próbuje kontynuować karierę obrońca Krzysztof Król. W swoim CV ten były obrońca juniorskich reprezentacji może wpisać nawet Real Madryt, ale zrezygnowali z niego nie tylko Królewscy, lecz także Jagiellonia czy bytomska Polonia. Król w orlikach grał również z Mariuszem Sachą, który był niepotrzebny w Cracovii. Piotr Malinowski nie zawojował Zabrza, podobnie jak Dariusz Kołodziej, który po krótkiej przerwie wrócił do Bielska. Tu grał niemal dekadę temu także Adrian Sikora. Były napastnik Groclinu po zagranicznych, nieudanych wojażach zatęsknił za ojczyzną. Na koniec tej wyliczanki należy wspomnieć jeszcze o Marku Sokołowskim i Macieju Rogalskim. Obaj nie byli już potrzebni odpowiednio w Polonii Warszawa i Lechii Gdańsk.

Górale swój zespół w dużej mierze opierają na graczach zza południowej granicy. Co prawda Słowak Richard Zajac stracił pozycję w bramce na rzecz Mateusza Bąka, ale w polu pewny plac mają jego rodacy – Juraj Dančík w obronie i Robert Demjan, czołowy strzelec I ligi ubiegłego sezonu.

– Obserwowałem Demjana w kilku meczach – opowiada Jezierski. – Ma potencjał, dobrze gra ciałem i tyłem do bramki, zastawia się, odnajduje w polu karnym. Nie błyszczy szybkością, ale przy dobrej grze partnerów nie będzie mu to potrzebne – ocenia specjalista od gry na pozycji napastnika.

W kadrze Podbeskidzia są także Czesi – Ondřej Šourek, który występował w Lidze Mistrzów w barwach MŠK Žilina, a także František Metelka. Ten ostatni, środkowy pomocnik, ma za sobą wiele lat gry w czeskiej ekstraklasie, lecz wiosną w Bielsku-Białej prezentował się przeciętnie. Obok Demjana dużo wiatru z przodu mógłby zrobić na razie rezerwowy Adam Cieśliński – już 29-latek, ale wybrany najlepszym piłkarzem I ligi.

Z nowym trenerem


– Nie wiem, jak z cierpliwością u działaczy Podbeskidzia, ale znając polskie realia, pod topór idzie głowa trenera – orzeka Jezierski. Czy przygoda Roberta Kasperczyka z najwyższym szczeblem rozgrywek skończy się po zaledwie kilku kolejkach? Tak stało się z Dariuszem Bratkowskim. Niedoświadczonego szkoleniowca, który nie znalazł wspólnego języka z łódzką starszyzną, zastąpił Michał Probierz. Były opiekun Jagiellonii dokonał niegdyś niemożliwego: utrzymał białostoczan w lidze, choć zaczynali z minus 10 punktami na starcie. A trzeba pamiętać, że wówczas kadra Żubrów nie prezentowała się tak okazale jak teraz.

– Muszę przyznać, że trener Probierz to dobry fachowiec. W tym trudnym momencie będzie potrafił pociągnąć zespół w odpowiednim kierunku – chwali byłego zwierzchnika Jezierski. – W Białymstoku, gdy mieliśmy tę kilkupunktową stratę, wyciągnął nas z dołka, również przy pomocy doświadczonych zawodników. Myślę, że teraz będzie podobnie, starsi gracze wytrzymają presję. Gorzej może być w późniejszym czasie. Podejrzewam, że Probierz będzie chciał, bo lubi, zrobić na przestrzeni czasu rotację w kadrze. Nie wiem, czy ŁKS będzie na to organizacyjnie stać – kończy nasz rozmówca. Na razie jednak beniaminki muszą się martwić o najbliższą przyszłość.

Adam Osiński
7.09.2011

Sezon 2011/2012 po 5. kolejce
Podbeskidzie: 2 porażki, 3 remisy, 0 zwycięstw, bramki: 4-11
ŁKS: 4 porażki, 1 remis, 0 zwycięstw, bramki: 1-14

PS
Na razie beniaminki muszą się martwić o najbliższą przyszłość – napisałem w ostatnim zdaniu powyższego artykułu. Kilka dni później ŁKS i Podbeskidzie solidarnie wygrały pierwszy mecz w sezonie, i to na obcym terenie. Nie przekreśla to postawionych przeze mnie i Remka Jezierskiego tez, nie rozwiewa wątpliwości, ale daje tym drużynom nadzieję. Nawet słabsze kadrowo spaść nie muszą. Nie zawsze (teoretycznie) lepszy wygrywa.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.