Wystarczyło 25 minut

Piłkarzem Meczu z Widzewem Łódź został Waldemar Sobota, który na placu gry zameldował się w 65 minucie. Były gracz Kluczborka uzyskał 25% głosów i o włos wyprzedził Sebastiana Milę (24%) i Tadeusza Sochę (21%), też rezerwowego. Zapraszamy do lektury wywiadu z Sobotą.


 

Waldek, zostałeś uznany przez kibiców najlepszym piłkarzem meczu z Widzewem. W kontekście wyniku marna to chyba jednak pociecha?
Ciężko mi się do tego werdyktu odnieść, tym bardziej że nie wystąpiłem w podstawowym składzie. Grałem przez 25 minut. Na pewno pozytywnie odbieram to wyróżnienie ze strony kibiców, ale bardziej cieszyłbym się z trzech punktów.

Co bardziej boli – błędy w ustawieniu w defensywie czy nieskuteczność w ataku?

Dobra defensywa i skuteczność muszą iść w parze, jeśli chce się wygrywać. Nie można zwalać winy na jedną tylko formację, ona jest po obu stronach. Zawsze gdy graliśmy dobrze w obronie, a z przodu coś strzeliliśmy, to były zwycięstwa.

Jesteś zadowolony z tego, jak potoczyła się przygoda w Lidze Europejskiej?

Pozostał niedosyt. Przeszliśmy dwie rundy, apetyt, także u nas, zawodników, wzrósł. Myśleliśmy o tym, żeby dostać się do fazy grupowej, było to naszym marzeniem. Tym bardziej, że spisywano nas na straty już w pierwszych rundach kwalifikacyjnych. Nam udało się je przejść i chcieliśmy zrobić ostatni krok. Niestety, bez powodzenia.

Rapid był po prostu lepszy piłkarsko?
Z przebiegu spotkania było widać, że to solidna drużyna, która dobrze operuje piłką. Przegraliśmy u siebie i to zadecydowało o tym, że odpadliśmy. Nie ma co gdybać. Rapid wygrał, później zremisował i zasłużenie przeszedł dalej.

Najmilej pewnie wspominasz mecz z Dundee we Wrocławiu...

Każdy z pojedynków, po którym przeszliśmy dalej, dobrze wspominam. To była pozytywna przygoda i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zagram w Lidze Europejskiej.

Miałem na myśli asystę przy bramce Voskampa...
Na pewno ona cieszy, zresztą w meczu z Rapidem strzeliłem nawet gola i to też było miłe. Ale cieszyłbym się bardziej, gdybyśmy awansowali do fazy grupowej.

W Rumunii grałeś cały mecz, ale w innych spotkaniach tego sezonu wchodzisz z ławki. Godzisz się z tą sytuacją?

Trenuję po to, żeby grać w pierwszym składzie. Trener na razie widzi mnie w roli wchodzącego z ławki. Nie pozostaje mi nic innego jak trenować i przekonać trenera, żeby częściej wpuszczał mnie od pierwszej minuty. Muszę się teraz pogodzić z tym, że trener widzi mnie w roli dżokera.

W niedzielę będziecie trenować na nowym stadionie. Jesteś już myślami przy tym wydarzeniu, na którym ma się pojawić kilkanaście tysięcy ludzi?

Szczerze mówiąc, dopiero kilka godzin temu dowiedziałem się, że mamy tam być i zostanie zorganizowany trening otwarty. Na pewno wrażenie będzie pozytywne i jeśli przyjdzie trochę ludzi, będziemy to miło wspominać.

To chyba dobrze, że na nowym stadionie będą większe szatnie niż na Oporowskiej, bo ostatnio musi w niej panować spory ścisk. W kadrze jest tak wielu graczy, że Łukasiewicz został wypożyczony do ŁKS-u. To dla niego dobry krok?

Antek jest przede wszystkim dobrym zawodnikiem i gdziekolwiek by był, to sobie poradzi. A jeżeli chodzi o nas i tłok w szatni, to rywalizacja pozytywnie wpływa na całą drużynę.

Antek żegnał się z Wami tak, jakby odchodził już ze Śląska, czy ma nadzieję na powrót do Wrocławia za pół roku i walkę o miejsce w składzie?

Widzieliśmy się na treningu przed meczem z Widzewem, później był na samym spotkaniu. W sumie to z internetu dowiedziałem się, że Antek przechodzi do ŁKS-u. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć mu jak najlepszych występów w Łodzi.

Następny mecz ligowy zagracie z kolejną rewelacją sezonu – Koroną Kielce, z którą ostatnio dwukrotnie przegraliście. Ale chyba i Ty nie spodziewałeś się, że będą tak dobrze grać w tym sezonie?

Przyszedł do nich szerzej nieznany trener (Leszek Ojrzyński – przyp. AO). Ja go właściwie znałem, wcześniej pracował z Zagłębiu Sosnowiec i Rakowie Częstochowa, ale dla światka ekstraklasowego był on anonimowy. Wszyscy mówili, że Korona jest skazana na pożarcie, pokazują jednak, że potrafią w piłkę grać. My będziemy chcieli zrehabilitować się za tamte porażki.


Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.