Zagłębie na kolanach!


Każde zwycięstwo ma słodki smak. Ale wygrana nad znienawidzonym rywalem, do tego po dwóch miesiącach bez wygranej, jest jeszcze bardziej smakowita. W sobotę tą słodyczą cieszyli się piłkarze Śląska Wrocław, którzy pokonali Zagłębie Lubin 2:0. Gole dla wrocławian strzelili Vuk Sotirović i Janusz Gancarczyk.Śląsk na murawę wyszedł odmienioną jedenastką. W bramce stanął Wojciech Kaczmarek, a Amir Spahić zagrał w środku pola. Zastąpił Sebastiana Dudka, będącego ostatnio w słabszej formie. Na prawej pomocy kolejną szansę dostał też Łukasz Madej. Ta jedenastka show jednak nie stworzyła. Pierwszą połowę meczu trudno nazwać porywająca. Było to widowisko na typowym poziomie ekstraklasy. Oba zespoły notowały sporo strat, pod polem karnym rywala nagle traciły rezon.
Dlatego bramkarze marzli na linii bramkowej, bo za wiele do roboty nie mieli. Najlepszą okazję miało Zagłębie. W 10.minucie Dawid Plizga dwa razy próbował zaskoczyć Wojciecha Kaczmarka. Golkiper Śląska nie dał się jednak pokonać. Mogła się podobać zwłaszcza druga interwencja Kaczmarka. Strzał Plizgi odbił nogą, już leżąc na murawie. Śląsk też miał idealną okazje. Tomaszowi Szewczukowi zabrakło jednak zimnej krwi. Wcześniej obronę Zagłębia rozszarpał solową akcją Sebastian Mila, w polu karnym się zakotłowało, piłka trafiła do Szewczuka. Napastnik Śląska chyba był zdziwiony, że miał tak dobrą okazję, bo fatalnie przestrzelił. Nic więcej na boisku w tej części meczu się nie działo. Zagłębiu trzeba jednak przyznać, że do przerwy na boisku radziło sobie całkiem nieźle. Piłkarze trenera Franciszka Smudy dobrze operowali piłką, grali mądrze w środku pola. Śląsk musiał sporo się nabiegać, by dotrzymać kroku Zagłębiu.
Obraz gry zmienił się w drugiej połowie. W Śląsku Łukasza Madeja zmienił Vuk Sotirović. Serb był wyraźnie głodny gry po długiej przerwie na leczenie uporczywej kontuzji. I od razu zabrał się do kąsania rywali. Skubał defensorów Zagłębia, aktywnie szukał gry, aż wreszcie znalazł.
Sotirović przez swoje ciągłe kontuzje dorobił się już przezwiska „szklana nóżka”. Serb pokazał jednak w meczu z Zagłębiem, że równie dobrze można nazywać go „złotą nóżką”. Gdy tylko wejdzie na boisko, od razu strzela gola. W meczu z Koroną był na murawie i strzelił bramkę z niczego. W potyczce z Zagłębiem też wpisał się na listę strzelców. Stadionowy zegar wybił 60.minutę, gdy Sebastian Mila wypuścił Serba „w uliczkę”. Ten stanął oko w oko z Aleksandrem Ptakiem i spokojnie, niemal z uśmiechem na ustach, posłał piłkę do lubińskiej bramki.
Stracona bramka wyraźnie pobudziła ekipę trenera Smudy. Gracze Zagłębia zaczęli mocno walczyć o stracone piłki, nie odpuszczali wrocławianom i mecz zrobił się twardy. Śląsk wystrzegał się jednak głupich strat, a gdy trzeba było, wrocławscy piłkarze umiejętnie się asekurowali. Tego muru Zagłębie przebić nie było w stanie. Raz, w 72. minucie po rzucie rożnym, solidnie „z głowy” przymierzył Ekwueme. Jego strzał minął jednak słupek bramki Śląska.
A żeby lubinianom przypadkiem nie zamarzył się remis, Śląsk zadał drugi cios. W 77.minucie znów przeglądem pola popisał się Mila. Posłał długie podanie przez pół boiska do Janusza Gancarczyka. Popularny „Sesu” pognał na bramkę Zagłębia i mocnym strzałem pokonał Ptaka.
Tego dla Zagłębia było tego wieczora za wiele. Gracze „Miedziowych” próbowali kąsać, ale ich próby przypominały raczej zaklinanie deszczu. Można podejść do tego jakże ambitnego zajęcia z głęboką wiarą w w sukces. Ale sama wiara nie sprawi, że uda się wycisnąć z nieba opady. Walczyli, próbowali, wiarę w ich oczach można było dostrzec. Ale w tym meczu strzelić nieźle dysponowanemu Śląskowi dwie bramki w 10 minut było właśnie jak zaklinanie deszczu.
Sobotni wieczór okazał się dla Śląska szczęśliwy z wielu powodów. Wygrana z Zagłębiem Lubin i gol zdrowego wreszcie Sotirovicia to nie wszystko. W ostatniej minucie na murawie pojawił się, po prawie rocznej nieobecności wywołanej kontuzją, Dariusz Sztylka. Do tego w Lubinie wygrali z Zagłębiem szczypiorniści Śląska. Czy to znaki, że Śląsk nastroił instrumenty i zacznie na dobre osławione już koncertowe granie?
Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin 2:0 (0:0)
Bramki: Sotirović (60.), J.Gancarczyk (77.).
Śląsk: Kaczmarek – Socha, Fojut, Celeban, Pawelec – J.Gancarczyk, Łukasiewicz, Spahić (90. Sztylka), Mila, Madej (46. Sotirović) – Szewczuk (80. Dudek).
Zagłębie: Ptak – G.Bartczak, Jasiński, Nhamoinesu, Dinis – M.Bartczak (46. Micanski), Świerczewski (79. Pawłowski), M.Ekwueme, Hanzel – Plizga, Traore.
Żółte kartki: Łukasiewicz, Janusz Gancarczyk, Kaczmarek, Socha (Śląsk).
Sędzia: Adam Kajzer (Rzeszów).
Widzów:6500.