Załapać się na „pucharowicza”. Jak WKS grał z zespołami rywalizującymi w Europie?
fot.: Paweł Kot
Obecny selekcjoner reprezentacji Polski do lat 21 Michał Probierz powiedział kiedyś, że gra w europejskich pucharach to dla polskich klubów „pocałunek śmierci”. Często oznacza bowiem mnóstwo kłopotów na początku sezonu. Ogólna opinia jest taka, że nasze zespoły co 3 dni grać nie potrafią i nie jest to bezpodstawne. Przed Śląskiem Wrocław mecz właśnie z pucharowiczem, Pogonią Szczecin. Ile na przestrzeni ostatnich sezonów tego typu spotkań rozegrał WKS i jak sobie w nich radził?
Twierdzenia takie jak te wygłoszone w 2015 roku przez byłego trenera Cracovii, czy jak wówczas Jagiellonii Białystok, to jeżeli chodzi o przygody polskich zespołów w europejskich pucharach absolutnie nic nowego. Nie ma co ukrywać, gra naszych reprezentantów na arenie międzynarodowej to wstydliwy temat dla naszej piłki klubowej. Tylko 1 udział polskiego klubu w fazie grupowej Ligi Mistrzów przez ostatnie 26 lat, kompromitacje z zespołami z Łotwy, Estonii, czy Luksemburgu, dopiero 28. miejsce w rankingu lig UEFA. Lista smutku i zgryzoty ciągnie się długo. Jednym z zarzutów jest także nieumiejętność łączenia eliminacji europejskich z grą w lidze, kiepska gra co 3 dni. W ogólnym przekonaniu, z polskimi „pucharowiczami” najlepiej zagrać na samym początku.
EUROPEJSKIE MIESZANIE W TERMINARZU
Od tego sezonu począwszy, ekstraklasa postanowiła nieco ułatwić naszym klubom międzynarodowe wojaże. Każdy reprezentant Polski w pucharach dostał możliwość jednokrotnego przełożenia meczu ligowego, rozgrywanego 3 dni przed lub po starciu w eliminacjach w Europie (drużyna może zyskać jeszcze jeden „token przełożenia”, jeśli dojdzie do IV rundy eliminacji). Oczywiście tak długo jak klub z nich nie odpadnie.
Ten przepis solidnie zdziesiątkował nadchodzącą kolejkę ekstraklasy. Bowiem w jednym momencie skorzystać z niej postanowiły Lech Poznań, Raków Częstochowa oraz Lechia Gdańsk, rywalizujące obecnie w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji Europy. Jedyną ekipą, która na wykorzystanie tej opcji się teraz nie zdecydowała jest Pogoń Szczecin. Tak się złożyło, że Portowcy, którzy kolejno 21 i 28 lipca zagrają z duńskim Broendby Kopenhaga, przyjadą w międzyczasie do Wrocławia, by zmierzyć się ze Śląskiem. Warto zatem spojrzeć co w ostatnich kilku sezonach działo się, gdy WKS mierzył się z którymś z „pucharowiczów”, gdy ten jeszcze wciąż rywalizował w Europie. Czy potrafił wykorzystać fakt, że rywal nadal musi grać co 3 dni?
Zanim jednak zdecydujemy czy Śląsk Wrocław to zespół, który umie wyciągnąć z probierzowego „pocałunku śmierci” coś dobrego dla siebie, przyjrzyjmy się czy ta teoria faktycznie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Czy polskie kluby naprawdę tak nieumiejętnie łączą puchary z ligą. Otóż jak zajrzymy w statystyki, to wyjdzie nam że… niekoniecznie. Od sezonu 2015/16 polskie kluby w trakcie swoich występów w europejskich rozgrywkach, rozegrały jednocześnie 140 spotkań ligowych. Odniosły w nich 61 zwycięstw, 32 remisy i 47 porażek. Oznacza to, iż wywalczyły w nich 215 na 420 możliwych punktów, co daje około 51%. Biorąc pod uwagę jak katastroficznie przedstawiana jest gra co 3 dni, to nie jest taki zły wynik. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że 21 z 47 porażek pochodzi z dwóch ostatnich sezonów.
Oczywiście samo zestawienie zwycięstw, remisów oraz porażek nie mówi absolutnie wszystkiego. Liczy się też styl gry i jej poziom, a także do pewnego stopnia co było później. Ostatecznie bowiem więcej spotkań na początku sezonu, to nieco większe zmęczenie w jego trakcie. Niemniej najbardziej realistycznie będzie stwierdzić, że „pocałunek śmierci” jest jednak wyolbrzymieniem. Główny problem nie leży bowiem w łączeniu pucharów z ligą. Jak mógłby, skoro polskie zespoły z reguły odpadają z Europy tak szybko, że w ekstraklasie zdążą zagrać z reguły góra 5-6 spotkań? Przez ostatnie 7 sezonów, tylko 5 razy nasze kluby przechodziły przez całe eliminacje i grały w fazie grupowej. Wtedy realnie można ocenić, jak im wychodzi granie co 3 dni. Ale w sytuacji gdy do połowy sierpnia, a nieraz już w lipcu jest po jabłkach? Nie da rady.
TAK ZWANE MECZE VIP
Wychodzi więc na to, że dla reszty klubów ekstraklasy, w graniu z „pucharowiczami” najtrudniej jest… zdążyć takie spotkanie w ogóle rozegrać. W zdecydowanej większości przypadków mowa bowiem o dosłownie kilku pierwszych kolejkach. Niemniej w każdym sezonie nieco tych spotkań zawsze się trafi. Tylko 2 razy od sezonu 2015/16 zdarzyło się, że polski klub odpadł z eliminacji w Europie, zanim rozpoczął się ligowy sezon. Co ciekawe, dwukrotnie była to Cracovia (7 lipca w sezonie 2016/17 i 18 lipca w 2019/20). Jak często w gronie „szczęśliwców” grających z naszymi europejskimi reprezentantami był Śląsk Wrocław?
Zależy jak na to spojrzeć. Bowiem z jednej strony, w każdym z przeanalizowanych sezonów WKS przynajmniej 1 taki mecz rozegrał. Ale z drugiej, łącznie przez 7 lat uzbierało się ich… 13. Liczba wręcz żenująco niska. Mówimy bowiem o drużynie, która co roku grała w ekstraklasie. To najlepiej pokazuje jak szybko z reguły kończą się polskie marzenia o rywalizowaniu z europejską czołówką. Można to właściwie nazwać starciami „VIP”, bo to rzadkość załapać się na coś takiego. Żeby było jeszcze „śmieszniej”, ponad połowę z tych spotkań Śląsk rozegrał z Legią Warszawa (7). Cała reszta to tylko 6 meczów. Po kolei:
- 2015/2016 – ekstraklasę na arenie międzynarodowej reprezentował wówczas m.in. Śląsk Wrocław, który sezon wcześniej zajął 4. miejsce w lidze. Oprócz WKS-u do walki w Europie przystąpiły także Lech Poznań (mistrz), Legia Warszawa (wicemistrz) oraz Jagiellonia Białystok. Białostoczanie pożegnali się z pucharami szybko, bo już 23 lipca odpadając w II rundzie eliminacji Ligi Europy po dwumeczu z cypryjską Omonią Lefkossias. Na tym samym etapie zresztą przepadł Śląsk, wyeliminowany przez szwedzki IFK Goeteborg. Znacznie lepiej poszło jednak reszcie. To był ostatni sezon, gdy w fazie grupowej europucharów mieliśmy 2 zespoły, jako że Lech i Legia zagrały w grupach Ligi Europy. Obie w nich odpadły, ale dzięki temu rywalizowały w Europie aż do 10 grudnia. W tym czasie Śląsk dwukrotnie grał z Legią (1. i 16. kolejka), a raz z Lechem (14. kolejka). Wyniki? Niestety kiepskie. WKS wywalczył w tych trzech meczach ledwie punkt, remisując z Kolejorzem 1:1. Legia zafundowała im 2 porażki, kolejno 1:4 oraz 0:1.
- 2016/2017 – tym razem na arenie międzynarodowej mieliśmy Legię Warszawa (mistrz), Piasta Gliwice (wicemistrz), Zagłębie Lubin (brąz) oraz Cracovię (4. miejsce). Zespół z Krakowa tęgo się wówczas skompromitował, bo odpadli jeszcze przed sezonem ligowym 7 lipca, gdy w I rundzie el. Ligi Europy wykopała ich macedońska Skendija Tetowo. Dwa tygodnie później w pucharach nie było już Piasta, który nie zdołał pomścić Śląska Wrocław i przegrał ze szwedzkim Goeteborgiem. Gliwiczanie zdążyli zagrać do tego czasu tylko 1 mecz ligowy (1:5 z Cracovią). Do sierpnia wytrwało Zagłębie, wyeliminowane w III rundzie el. Ligi Europy, a konkretnie 7 sierpnia. WKS nie zdążył zagrać z żadną z tych drużyn. Udało się jednak „złapać” Legię, która wówczas jako pierwszy polski zespół od 20 lat, awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Śląsk do czasu ich odpadnięcia zmierzył się z nimi dwukrotnie. Znów bez powodzenia, bo tak jak w Warszawie wyciągnęli remis 0:0, tak we Wrocławiu zostali zniszczeni 0:4.
- 2017/18 – Legia Warszawa (mistrz), Jagiellonia (wicemistrz), Lech Poznań (brąz) i… Arka Gdynia (Puchar Polski). Taki zestaw „pucharowiczów” wówczas mieliśmy. Ponownie nie nagrali się oni zbyt długo, bo już 20 lipca z Europą pożegnała się Jagiellonia (II runda el. Ligi Europy, azerska Gabala), a 3 sierpnia wyleciały Lech i Arka (III runda el. Ligi Europy, kolejno holenderski Utrecht oraz duńskie Midtjylland). Najdłużej grała znów Legia, ale warszawianie tym razem nie dostali się do żadnej grupy. W IV rundzie el. Ligi Europy w słabym stylu odpadli z mołdawskim Sheriffem Tyraspol. Tym razem Śląsk „załapał” się na starcie z Arką Gdynia, z którą na otwarcie sezonu przegrał 0:2. Ponownie (8. Kolejka) zagrał też z Legią, którą wreszcie pokonał 2:1 we Wrocławiu po dublecie Marcina Robaka.
- 2018/19 – Legia Warszawa (mistrz), Jagiellonia Białystok (wicemistrz), Lech Poznań (brąz) i Górnik Zabrze (4-te miejsce). Taka czwórka ruszyła w europejskie boje i taka czwórka poległa w nich z kretesem. Zabrzanie poza Europą byli już 2 sierpnia, odpadając w II rundzie el. Ligi Europy ze słowackim AS Trencin. Reszta zaś wyleciała tego samego dnia. Legia, Jagiellonia i Lech. Wszystkie te 3 drużyny odpadły w III rundzie eliminacji Ligi Europy, kolejno z luksemburskim Dudelange oraz belgiejskimi Gent i Gent. Strasznym dniem dla polskich drużyn był 16 sierpnia 2018 roku. Nie było łatwo „załapać” się na pojedynek z którąś z nich w lidze, jako że wszyscy odpadli przed 5. kolejką ekstraklasy. Śląsk zdążył zagrać do tego czasu tylko z Lechem, przegrywając 0:1.
- 2019/20 – Piast Gliwice (mistrz), Legia Warszawa (wicemistrz), Lechia Gdańsk (brąz) i Cracovia (4-te miejsce). Taki zestaw okazał się skuteczniejszy, niż ten z sezonu wcześniej. Tym razem ekstraklasa zdążyła zagrać więcej kolejek niż 4, zanim wszyscy odpadli. Tym razem było ich… 5. Cracovia znów uznała, że oni łączyć ligi z pucharami nie będą i wylecieli z Europy już 18 lipca (słowacka Dunajska Streda). Dwa tygodnie później, dokładnie 1 sierpnia, puchary pożegnały Lechię oraz Piasta (Broendby Kopenhaga oraz łotweska Riga FC). Znów najdłużej ostała się Legia, ale i oni jeszcze w sierpniu (29) musieli uznać wyższość szkockich Rangersów w IV rundzie eliminacji Ligi Europy. Śląsk zdążył zagrać w lidze z Piastem i Legią. Ówczesnego mistrza Polski z Gliwic pokonali 2:1, a z Wojskowymi zremisowali 0:0.
- 2020/21 – Legia Warszawa (mistrz), Lech Poznań (wicemistrz), Piast Gliwice (brąz) i Cracovia (Puchar Polski). Pamiętny sezon w erze COVID-19. Przez pandemię rozpoczął się później, bo pod koniec sierpnia, a europejskie eliminacje trwały aż do 1 października. Do tego czasu wyleciały Legia (IV runda el. Ligi Europy z azerskim Karabachem Agdam), Piast (III runda z duńską Kopenhagą) i Cracovia (I runda ze szwedzkim Malmo). Do fazy grupowej Ligi Europy dostał się jednak Lech, dzięki czemu pograł w pucharach do 10 grudnia, gdy odpadł zajmując ostatnie miejsce w grupie D. Śląsk w tamtym sezonie zdołał zagrać z Piastem, pokonując ich 2:0 na otwarcie sezonu, a także z Lechem w pamiętnym meczu zakończonym wynikiem 3:3 we Wrocławiu.
- 2021/22 – sezon powrotu Śląska Wrocław do Europy w zupełnie nowych rozgrywkach Ligi Konferencji Europy. Jak wrocławianom poszło pamiętamy doskonale, wyeliminowanie Paide Linnameskond oraz Araratu Erywań, a potem straszną porażkę 0:4 w Beer Szewie. Razem z WKS-em ekstraklasę w Eurpie reprezentowały Legia Warszawa (mistrz), Raków Częstochowa (wicemistrz) i Pogoń Szczecin (brąz). Najszybciej odpadli Portowcy (29 lipca), którzy już w pierwszym dwumeczu nie sprostali chorwackiemu Osijekowi. Raków pograł miesiąc dłużej, wyeliminowany w IV rundzie Ligi Konferencji Europy przez belgijski KAA Gent. Legii zaś udało się dostać do fazy grupowej Ligi Europy. Odpadli w niej zajmując ostatnie miejsce w grupie śmierci ze Spartakiem Moskwa, SSC Napoli i Leicester City. Ponownie warszawianie byli jedynym zespołem, jaki zdążył zagrać ze Śląskiem zanim odpadł z Europy. Było to pamiętne zwycięstwo WKS-u 1:0 we Wrocławiu, po golu Victora Garcii.
Bilans ogólny Śląska Wrocław z aktywnymi „pucharowiczami”:
- 13 spotkań
- 4 zwycięstwa
- 4 remisy
- 5 porażek
- Bilans bramkowy – 12:18