Zapowiedź: Apetyt rośnie w miarę jedzenia!


Według trenera Waldemara Fornalika Śląsk podejdzie do meczu z jego Ruchem Chorzów jak do próby generalnej przed potyczkami w Europie. Tymczasem szkoleniowiec drużyny z Wrocławia, Orest Lenczyk porównuje to spotkanie do… jedzenia. Mówi, że Ekstraklasa to danie główne, gdy mecze z Rapidem Bukareszt to deser dla wszystkich ze Śląskiem związanych. Dobrze, że ostatnio kuchnia najstarszego trenera w lidze nie zawodzi. Ekstraklasa wkracza w trzecią kolejkę meczem na szczycie – jakby nie było to w piątek w Chorzowie zmierzy się obecnie trzeci zespół z wice-liderem tabeli. Po premierze we Wrocławiu wiele osób było zawiedzionych, ale kibice otrzymali smaczne danie z czterech potraw już w meczu z Łódzkim Klubem Sportowym – dwukrotnie w roli szefa kuchni wystąpił Dariusz Sztylka, swoje dołożył Johan Voskamp, a wszelki apetyt na punkty rywalom odebrał zaraz po przerwie Łukasz Madej.
Głodni kolejnych wyników oraz gry, po nietypowo długiej ostatnio przerwie w rozgrywkach, piłkarze z Wrocławia udają się do Chorzowa, gdzie po dwóch kolejkach Ruch również zaspokaja apetyty swoich kibiców. Co prawda jakość dania podanego w pierwszym meczu z Bełchatowem była przez długie fragmenty gry niestrawna, lecz nie przeszkodziło to w dramatycznych okolicznościach pokonać rywala. Poniedziałkowy pojedynek w Kielcach z tamtejszą Koroną był już dużo lepszy, zwłaszcza w pierwszej połowie i pomijając niestrawną formę sędziego, remis obu drużyn był jak najbardziej zasłużony.
Lato w Chorzowie było gorące dla obrońców – czterech z nich zostało zmuszonych opuścić Cichą, a w zamian sprowadzono choćby Łukasza Burligę oraz dwóch piłkarzy ostatnio reprezentujący pobliski Piast Gliwice, Igora Lewczuka i Jakuba Smektałę. Największym wzmocnieniem jednak w zespole Waldemara Fornalika są nie oni, ale Paweł Abbott, któremu wreszcie kupiono buty w których strzela bramki. Kiedyś zawodnik niższych lig w Anglii dopiero na ostatnie sekundy pierwszej kolejki tego sezonu zostawił sobie premierowe trafienie w Ekstraklasie, by poprawić swój dorobek w kolejnym spotkaniu. Oba trafienia zaliczył „z wapna”.
I właśnie na ten element piłkarze Śląska powinni uważać. Jeśli piłkarze Ruchu podtrzymają szczęśliwą passę to i w jutrzejszym meczu dostaną karnego, więc „ręce przy sobie, a wślizgi tylko w piłkę” – mniej więcej to powinni usłyszeć defensorzy wrocławskiego klubu na przedmeczowej odprawie. Na pocieszenie przekażemy tylko to, że i piłkarze Ruchu mają czego się obawiać – wszak ze Śląskiem nie wygrali od prawie pięciu lat. Walkower w Pucharze Ekstraklasy przyjmujemy jako wynik, nie patrząc na to, że w zwycięskiej edycji drużyna Tarasiewicza uległa rywalom z Chorzowa…
Problem ma także Waldemar Fornalik, ponieważ sam przyznaje, że nie wie jakich składników do przygotowania swojego dania użyje jego vis-a-vis, Orest Lenczyk. Czy w ataku postawi na skwaszonego ostatnio Cristiana Diaza, czy może w pierwszej jedenastce wybiegnie Johan Voskamp, którego gorzko wspominają rywale Śląska z dwóch poprzednich kolejek? Jeden z najlepszych trenerów Ekstraklasy jest bardziej przewidywalny – na Koronę wybiegło tylko dwóch innych piłkarzy w porównaniu do zespołu, który mierzył się na inaugurację z Bełchatowem.
Najlepsze, jak to zwykle przy stole, zostawiamy na koniec. Tym deserem jest wspomnienie przewrotki Roka Elsnera, która dała podwyższenie wyniku w poprzednim pojedynku z chorzowskim Ruchem. Dwie bramki okazały się wystarczające, by Śląsk na 90 minut przed końcem sezonu wywindował się na drugie miejsce. Co było potem, nie musimy przypominać. Wszak tak dobrego dania jak w maju tego roku kibice z Wrocławia już dawno nie mieli okazji zasmakować…