Zapowiedź: Kto jest optymistą?


Czy proszono o tak wiele? Czy w pragnieniu mistrzostwa był zawarty warunek o jeszcze jednym teście czekającym klub u trzystopniowym progu bram Ligi Mistrzów? Najwyraźniej tak. Bo jeśli można z czymś porównać entuzjazm i radość towarzyszącą świętowaniu największego tryumfu Śląska w ostatnich latach, to na pewno do wątpliwości jakie mają kibice przed pierwszymi meczami w zbliżającym się sezonie. Pozytywów nie ma za wiele. Z mistrzowskiego składu odeszło, z własnej lub Oresta Lenczyka woli, siedmiu piłkarzy, a na ich miejsce sprowadzono zaledwie trzech zawodników, którzy tych luk oczywiście nie zapełniają. Zwykło się mówić, że mistrzowi przystoi nie tylko zasłużonym dać szansę spełnienia marzeń kibiców w europejskich pucharach, lecz nawet wzmocnić ich o nazwiska powszechnie rozpoznawane.
Nic z tych rzeczy, i nawet z Oresta Lenczyka wychodzi frustracja niespełnienia dotychczasowych założeń okresu transferowo-przygotowawczego. „W kadrze nam mecz jest dwóch-trzech piłkarzy nieodpowiednio przygotowanych” – zdradził szkoleniowiec Śląska przed wyjazdem do Podgoricy. Ta wiadomość nie jest żadnym zaskoczeniem dla osób, które widziały sobotni sparing z trzecioligową Ślęzą.
Dobre wieści to takie, że rywal ponoć również nie zachwyca. „Oni to by z tą Ślęzą przegrali” – powiedział znajomy obserwujący przygotowania Budućnostu, lecz… to jest druga runda. To jest mistrz Czarnogóry, na naszą korzyść jeszcze przypadają porównania budżetów, stadionów… na porównanie piłkarzy jeszcze poczekamy, ale wyjątkowość tej sytuacji nie potrwa długo – zwłaszcza jeśli Śląsk awansuje do kolejnej rundy.
W zeszłym sezonie wrocławska drużyna całkiem nieźle czuła się w roli kopciuszka, ale – to trzeba zaznaczać ciągle – to był zupełnie inny skład. Najlepiej spojrzeć na sytuację w obronie Śląska, gdzie w zeszłym sezonie rotacja trwała na całego i dawała ona Lenczykowi przewagę nad resztą stawki ligowej. Jutro, na boisko w Podgoricy wybiegnie w tej formacji czterech bocznych obrońców z których na kluczowej dla każdego zespołu pozycji grał tylko jeden – Mariusz Pawelec, i to ledwie trzy razy.
Śląsk do rywalizacji w Lidze Mistrzów nie jest przygotowany. Żegnając, słusznie lub nie, skrzydłowych Ćwielonga i Madeja rozbito pewne schematy gry drużyny w ofensywie, a forma napastników to jedna wielka niewiadoma. Voskamp jest permanentnie kontuzjowany, a Diaz ciągle w mniejszym lub większym konflikcie z trenerem. Łukasz Gikiewicz to jeszcze nie jest poziom pozwalający myśleć o miejscach w ligowej czołówce, a co dopiero już na europejskiej scenie.
Szukać pozytywów będziemy wśród znajomych twarzy – Sebastian Mila ładnie huknął zza pola karnego w ostatnim sparingu, Przemysław Kaźmierczak znów wysoko się wybija w powietrze i może precyzja dojdzie mu na czas. Marian Kelemen to najsolidniejsza między słupkami firma w lidze, a Rok Elsner kontynuuje wykonywanie pracy, której inni się nie imają.
Trzeba jednak powiedzieć sobie wprost po co Śląsk do Podgoricy jedzie i nie trzeba pierwszego lepszego kibica, który by ambicje mistrzów Polski określił. Obrazy radości i uśmiechów z okresu po ostatecznym tryumfie w Krakowie można już tylko zobaczyć na zapisach filmowych lub zdjęciach, a obecną sytuację i nastawienie drużyny to „by cele osiągać mimo wszystkich problemów”. Zresztą pewien brak spełnienia wyraża sam trener i jego stan ducha, do Oresta Lenczyka niech należy więc ostatnie słowo.
„Jest progres, ale nie na tyle duży abym był pełen optymizmu” – a ktokolwiek jest, trenerze?
źródło: własne