Zapowiedź: Mecz pozorów


Pozory mylą, utarło się powiedzenie. Pozorem może być pogląd, że Lokomotiw to rywal słabszy od Dundee, choć przecież w pierwszym meczu uzyskał rezultat lepszy. Za pozór uchodzić może stwierdzenie, że Śląsk zagra na wyjeździe ofensywnie – bo która polska ekipa porywałaby się z motyką na słońce, zwłaszcza w europejskich pucharach. Pozornie, słuchając wypowiedzi obu szkoleniowców, ten mecz powinien zakończyć się bezbramkowym remisem i rozstrzygnąć w karnych. Pozornie wszyscy je trenowali. My zmylić się nie damy. Orest Lenczyk planuje dwie zmiany w porównaniu ze spotkaniem inaugurującym Ekstraklasowe boje i każdy kibic z ciekawością spojrzy na to jak wybiegnie jutro w Sofii Śląsk. Na dwóch napastników nie ma szans, ponieważ, znów według trenera ekipy z Wrocławia, nie ma takiej siły defensywnej. Czy można zatem liczyć na skutecznego Voskampa, ciągle rosnącego w siłę Elsnera, dającego nadzieję Cetnarskiego czy odważnego i twardo grającego Spahicia? Możliwości jest jeszcze więcej, choć kadrę do Bułgarii Śląsk zabrał ograniczoną do dziewiętnastu nazwisk. Ktoś wyląduje na trybunach, ktoś dostanie szansę, ktoś zostanie jej pozbawiony – na pocieszenie dodamy, że zawsze jest kolejne spotkanie.
Pozornie rywal nie prezentuje niczego wielkiego. Co więcej, w towarzyskim graniu weekendowym z drużyną z Grecji Lokomotiw oberwał, pokazując, że nawet ustawienie lokomotywy we własnym polu karnym nie przyniesie im wielkiej korzyści. O ile Śląsk wreszcie zacznie trafiać do siatki. Złośliwcy tworzą rankingi, niech im ktoś za to wybaczy, „Ćwielongów” sugerując w skali 1-10 jak bardzo zawodnik w prostej sytuacji spudłował. Inni z kolei zastanawiają się jak piłka znalazła drogę do siatki zaledwie raz, skoro piłkarze Lenczyka jeszcze aż dwadzieścia osiem razy próbowali ją do niej wcisnąć. W zasadzie swojej próby nie podjął tylko Marian Kelemen, choć kibice pod koniec spotkania pewnie byliby w stanie zaakceptować jego wyprawę w pole karne rywala, przypominając sobie ostatnie spotkanie poprzedniego sezonu.
Skuteczność to jednak taki element, który można na treningach poprawić. Kiedyś, przed jednym ze zgrupowań kadry narodowej, Leo Beenhakker poświęcił całe zajęcia na jednego zawodnika, Pawła Brożka, każąc mu uderzać z pięciu metrów do pustej bramki. Tak dla pewności. Nie sądząc, że metody Oresta Lenczyka są zbieżne z tymi Holendra, wypada jednak wierzyć, że ten spędzający mu sen z oczu problem rozwiąże. Duetu napastników Śląsk nie powinien się wstydzić, ponieważ i Voskamp, i Diaz to piłkarze, którzy potrafią z niczego zrobić różnicę.
I tego się trzymamy, tej nadziei na korzystny wynik z rozegranego na stadionie narodowym Bułgarii boisku. Trzeba przyznać, że batalia o korzystny rezultat rozegrać się może także w środku pola. Czy Lokomotiw weźmie przykład z Górnika Zabrze, który najpierw z gry wyłączył Sebastiana Milę, a z mijającym czasem zohydził mu grę do tego stopnia, że inaugurację kapitan powinien spisać na straty? Poczekajmy z osądami do samego meczu i ostatniego gwizdka, zwłaszcza, że mimo kontuzji Kaźmierczaka, w tej strefie na boisku Orest Lenczyk ma w czym wybierać. Podobnie jak na skrzydłach, choć i tu nie brakuje kontrowersji. Przyznać jednak trzeba, że taki ból głowy chciałby mieć każdy trener w lidze.
Wróćmy jednak do pucharów. Rywale starają się stworzyć pozory, że to Śląsk jest faworytem, klubem bogatszym, bardziej w pucharach doświadczonym i w ogóle dziwne, że nie dostał miejsca w fazie grupowej tak od razu. Te słowa, pewnie dla wielu miłe i prawdziwe, wcale jednak nie muszą być podszyte kulturalnym podejściem do rywala, lecz chęcią zrzucenia na Wrocławian presji wyniku, spętania im nóg budowanym przez klub z Oporowskiej statusem, wizją zasłużonego miejsca w finałowej rundzie eliminacji.
Nic takiego nie może mieć miejsca. Śląsk to klub aspirujący do gry w pucharach, a każdy kolejny mecz dla kibiców, piłkarzy, trenerów oraz prezesów to bardziej nagroda za ciężką pracę, włożone pieniądze/wysiłek czy zdarte gardła. To jest, szanowni Czytelnicy, wisienka na torcie dla Śląska w tym sezonie i nie ma zupełnie się czego wstydzić. Nikt tej drużyny jeszcze kilka miesięcy temu w pucharach nie widział, a wszyscy razem mamy cały sezon ligowy, by udowodnić, że to nie przypadek, nie pozorne działania dały szansę rywalizacji z najlepszymi w Europie. Kolejny krok do poparcia tezy miłej i optymistycznej dla fanów Śląska musi być postawiony w Sofii. Pozornie to klub z Polski jest w lepszej sytuacji…
źródło: własne