Zapowiedź: Musi być epicko


To co stało się w Gdyni tydzień temu nawet teraz potrafi wybudzić ze snu największego z optymistów pośród kibiców Śląska Wrocław. Koszmarna postawa całego zespołu spowodowała, że przygoda z Pucharem Polski została brutalnie sprowadzona do czołgania się przez pola drutu kolczastego. Tak źle zagrał Śląsk z Arką. Dwubramkowe zwycięstwo rywali było jak najbardziej zasłużone i nawet trochę schlebiało przyjezdnym, gdyż okazji do wymierzenia wyższej kary nie brakowało. Petr Nemec stosunkowo skutecznie przeprowadza w tym sezonie czynności mające na celu wyczyszczenie kadry po kompromitującym spadku z Ekstraklasy, choć jeszcze w obecnych rozgrywkach pierwszej ligi może awansu zabraknąć. Wszystkie te zmiany nie oznaczają jednak, że grająca z polotem i zacięciem Arka nie może zaskoczyć znacznie wyżej notowanego rywala. Zwłaszcza jeśli gra on tak jak tydzień temu zaprezentował się Śląsk.
Zapomnijmy jednak na moment o wątpliwych popisach podopiecznych Oresta Lenczyka, wierząc, że niedzielne zwycięstwo z Arką to nowy start do 2012 roku dla wrocławskiej drużyny. To utarte stwierdzenie używane ilekroć przytrafi się kilka wpadek na rozpoczęciu, lecz okazja, by udowodnić swą jakość jest jeszcze lepsza właśnie w środę, niż była przeciwko nędznej Cracovii.
Nie bez przyczyny piłkarze Śląska chwalą Arkę za jej grę, stawiając ją ponad rywali z Krakowa. Wiedzą oni także ile wysiłku będzie kosztować ich odrobienie strat z pierwszego spotkania Pucharu Polski i na pewno ilość przebiegniętych kilometrów przy zwycięstwie 3-0 w środę będzie dużo większa niż przy takim samym wyniku z niedzieli.
Śląsk jest na kolanach, lecz jeszcze dyszy i zamierza walczyć, choć najpierw przyjdzie mu trudna wspinaczka po linach. Dwa ciosy rywala wystarczyły, by zespół krótko ogłuszyć, ale najwidoczniej również by obudzić z zimowego marazmu. Śląsk się podniósł, Śląsk jest zły, Śląsk chce rewanżu. Okoliczności oraz przeciwnik może są dalekie od najwspanialszych finałów rozmaitych pucharów, lecz dla wrocławskiego klubu środowy pojedynek to właśnie jest mały finał.
I musi być epicko. Nie mogą sobie pozwolić zawodnicy na chwilę oddechu w atakach na bramkę rywali, nie mogą na moment stracić koncentracji w obronie, a linia pomocy powinna przez dziewięćdziesiąt minut być obecna... wszędzie. Po prostu wszędzie. Wszelkie rachowanie, liczenie na błąd rywala, wyczekiwanie oraz powolne rozpracowywanie rywala będzie wywoływać na trybunach tylko szmer rozczarowania, że Śląsk ten pojedynek poddał. Nawet jeśli nie będzie to prawdą.
Gryźć nieliczną trawę, ciąć rywali równo z piaskiem i wreszcie pokazać swoją wyższość w każdym elemencie gry. To jest zadanie Śląska Wrocław na środę i jest ono jak najbardziej do spełnienia. Jeśli klub aspirujący do bycia największym w naszym kraju chce się liczyć i być respektowanym, to musi od czasu do czasu wypić tak nawarzonego sobie piwa. Nawet jeśli ma ono smak śledzia. Nawet? Zwłaszcza!
Mały finał Śląska jest równie ważny dla losów tej drużyny na obu frontach. Możliwy powrót z bardzo prawdopodobnej eliminacji z krajowego pucharu dałby znów ekipie Oresta Lenczyka status poważnych kandydatów do pucharów, status niezwyciężonych i nie bojących się żadnego wyzwania. Mówiąc krótko – piłkarze innych drużyn znów by się Śląska bali. Jest jednak jeden warunek – w środę na Stadionie Miejskim po prostu musi być epicko.
źródło: własne