Zapowiedź: Początek nowej drogi

Jak wielkim osiągnięciem dla klubu były tak długie i w gruncie rzeczy udane mecze w europejskich pucharach, po problemach poprzedniego sezonu? Nudzić może ciągłe powtarzanie bajki o kopciuszku, który nawet w tej słabej i przereklamowanej Ekstraklasie zdołał się przebić ze strefy spadkowej, ale wspomnienia wspaniałego roku są wciąż żywe we Wrocławiu. Jednym z symboli tego osiągnięcia są dwa woleje z Łazienkowskiej – ten Przemysława Kaźmierczaka i ten Sebastiana Mili. Trzeci, także należący do popularnego "Kaza", z jedenastu metrów, powędrował ponad trybunami stadionu, więc wspominać go nie zamierzamy.


 

Nowy sezon Śląsk otworzył znakomicie, choć w dotychczasowych ośmiu spotkaniach wygrał zaledwie trzy razy i tylko z ŁKS-em na miarę nowych ambicji – utrzymania się w czołówce ligowej aż do samego końca obecnego sezonu. I, głównie dzięki pucharowej przygodzie, jest kilka wspomnień, które na pewno długo będą żyły w pamięci kibiców Śląska – parady Kelemena w konkursie jedenastek z Lokomotiwem Sofia, kapitalne uderzenie Sebastiana Dudka z Dundee United, błyskawiczny gol w debiucie Voskampa… lecz znajdą się tacy, którzy powiedzą, nie bez racji, że najwięcej razy piłkarze z Wrocławia powinni oglądać spotkanie z Rapidem. Dla nauki.

Goście z Rumunii w czwartek pograli ze Śląskiem w popularnego „dziadka”, choć oczywiście nie zabrakło starań ze strony polskiej drużyny, by obraz meczu wyglądał inaczej. Rapid uwidocznił jednak to, co nie raz sprytnie udawało się trenerowi Orestowi Lenczykowi ukryć w rozgrywkach ligowych – gdy środkowy obrońca, gra na prawej stronie, a prawy defensor musi używać swojej słabszej nogi… To nie mogło się udać w starciu z tak doświadczoną drużyną, choć przecież trzeba przyznać, że taki dobór linii defensywnej nie wynikał wyłącznie z trenerskiego widzimisię…

Jednak największą różnicę widać było w środku pola, gdzie Śląskowi po prostu brakowało szybkości. Jakkolwiek dobrze radzi sobie Sebastian Mila w lidze polskiej, gdzie po występach wielu widzi go w kadrze narodowej, tak z Rapidem nie był w stanie przejść rywala, odebrać mu piłki. Nie chcąc winić za cokolwiek kapitana Śląska, trzeba dodać, że to samo tyczy się jego imiennika ze środkowej strefy, a także młodszych od tego duetu, Elsnera i Cetnarskiego. W Ekstraklasie zwykle to z tego obszaru brało się wszystko to co w grze Śląska najlepsze, w starciu z Rumunami korzyść była po stronie rywali.

Teraz przed Śląskiem wcale nie ma meczu łatwiejszego. Legia, zaskakująco dla wielu, rozpoczęła ten sezon od niezłej, a momentami dobrej gry w lidze i pucharach, choć trzeba przyznać szczerze, że pierwsza połowa w jej wykonaniu ze Spartakiem, to najlepszy futbol polskiego zespołu z porządnym europejskim rywalem od czasu zwycięstwa Lecha z Manchesterem City. Wysoki pressing, niezłe rozegranie, aktywni boczni obrońcy… to co tak zaskoczyło przyjezdnych z Rosji, okazało się również zbyt wysokim progiem dla Śląska w czwartek, w starciu z Rapidem.

Wiele będzie porównań i wspomnień niedawnych pojedynków w Lidze Europy przed jutrzejszym meczem. Nie ma w tym nic dziwnego, ale jest jedna ważna różnica – w opinii wielu to Legia ma jeszcze o co walczyć w przyszły czwartek, gdy Śląsk do Timisoary jedzie tylko i wyłącznie po honorowe pożegnanie się z pucharami. Więcej osób spojrzy więc na skład wyjściowy Macieja Skorży, zastanawiając się, jak ustawi swój zespół. Czy wycieńczony po Spartaku Radović będzie nadawał się do gry? Jeśli nie, to z kim równie udanie współpracować będzie rosnący w siłę z każdym meczem Ljuboja?

Śląsk musi powoli budować zespół i współpracę pod sezon ligowy, wiedząc, że wiele jest do poprawy, by znów rywali zaskoczyć i osiągnąć równie dużo jak w poprzednim roku. Będzie więcej odpoczynku, pojawi się perspektywa Pucharu Polski… Na pucharach świat się nie kończy, on się zaczyna, zwłaszcza dla Śląska. Zaskakująco długa przygoda dała nową pozycję drużynie w krajowym futbolu, respekt ekspertów i kibiców… wręcz wbiła pinezkę na piłkarskiej mapie przy nazwie naszego miasta, co może mieć znaczenie kluczowe przy przyszłych potencjalnych transferach. Już nie tylko zapowiedzi pięknego stadionu mogą przekonać piłkarzy coraz to wyższego kalibru przy negocjacjach w kolejnych okienkach transferowych.

Jak ważni są piłkarze pokroju Ljuboji, którzy choć otarli się o absolutną europejską czołówkę, pokazuje właśnie Serbski napastnik, prowadzący Legię do boju. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że bez niego drużyna Skorży nie miałaby tej pewności siebie, która pozwoliła na szarżę w starciu ze znacznie lepszym rywalem. I wynik, który wcale nie musi być przez wielu uznawany za zasłużony dla Spartaka Moskwa. Pomni tego, piłkarze Śląska muszą uważać na Legię Macieja Skorży, zespół opierający się na kilku młodszych graczach. Uważać, a może też się uczyć na ich przykładzie – budować akademię, sprowadzać młode talenty z okolic, odważnie wprowadzać ich do drużyny, nie traktować rozgrywek Młodej Ekstraklasy jako dodatku, zbędnego.

Legia nauczyła się na błędzie zlekceważenia talentu Roberta Lewandowskiego, Śląsk może mieć taki przypadek w mniejszym kalibru, jeśli wspomnimy nieudane dotąd próby przebicia się do wrocławskiej jedenastki Kamila Bilińskiego… Najważniejsze jest, by nie tylko żyć wspomnieniami, ale wyciągać z nich wnioski. Jeśli uda się we Wrocławiu to w następnym sezonie może i wręcz powinno być lepiej.

Teraz jednak nie wolno zapomnieć się ani o chwilę, ponieważ rozgrywki ligowe wciąż są dla Śląska najważniejsze. Skład, co nie jest dla kibiców żadnym zaskoczeniem, jest loterią, ale nauczyliśmy się już ufać Orestowi Lenczykowi i jego asystentom, mimo mieszanych odczuć po pojedynku z Rapidem. Słabsza dyspozycja liderów powinna także dla nich być wskazówką, że potrzebny jest dodatkowy wysiłek, może trening doskonalący wady…

Bo, koniec końców, najważniejsza jest ambicja. Jeśli ktokolwiek uzna mecz z Rapidem za koniec europejskiej przygody Śląska, nie powinien być z nim związany. Nowa droga do spełnienia ambicji zaczyna się jutro na Łazienkowskiej, a najważniejsze to zacząć od mocnego uderzenia. Z zafrasowaną czwartkowym pojedynkiem w Moskwie Legią nie będzie łatwo, ale Śląsk ciężkie wyzwania lubi. Inaczej nie grałby w pucharach.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.