Zapowiedź: Pojedynek na wszystko

Pavol Stano ostrzy metalowe korki, Maciej Korzym wzmacnia łokcie, Aleksandar Vuković zakłada na piszczele metalowe ochraniacze, a Leszek Ojrzyński szykuje przedmeczową mowę na miarę tej Ala Pacino z „Męskiej gry”. Reputacja, którą Korona Kielce sobie w tym sezonie wywalczyła nakazuje myśleć, że jedynymi aspektami różniącymi ich spotkania od gali bokserskiej jest brak oficjalnego ważenia piłkarzy i pozowania z groźnymi minami do zdjęć. Po chwili namyślenia trzeba jednak przyznać, że na to drugie czas się znajdzie w tunelu prowadzącym na boisko.


 

Jak na wojnę szykował więc swój zespół Orest Lenczyk, doskonale zdając sobie sprawę, że naprzeciwko Śląska stanie drużyna, która za nic ma kości jego piłkarzy. Pewnie chętniej nawet wypuścił by podopiecznych na ring niż piaskową murawę Stadionu Miejskiego, wiedząc, że ta pierwsza arena jest nieco równiejsza. Także w stanie boiska szukał on wytłumaczeń indywidualnych błędów z pierwszych dwóch spotkań u siebie, choć tego co wyprawiał Dariusz Pietrasiak z Legią nie są w stanie wyjaśnić nawet najtęższe głowy z NASA. To był po prostu kosmos.

Stąd doświadczony stoper mecz z Koroną rozpocznie na ławce rezerwowych, a w jego miejsce na boiskową szachownicę Lenczyk w bój pośle swoją wieżę, Marka Wasiluka. Pierwsze zmiany w defensywie Śląska dało się zauważyć już w Łodzi i meczu z Widzewem, lecz tam nie dotyczyły one raczej jakości, lecz po prostu trzech nowych nazwisk. Jutro do bramki wróci Marian Kelemen, chyba, że relacje Słowaka ze szkoleniowcem wrocławskiego klubu nie są tak dobre jak się temu drugiemu wydaje.

Problem Śląska wcale jednak nie jest w defensywie, lecz z przodu, tam gdzie siatki trzeba szukać, a nie przed nią piłki bronić. W 2012 roku zespół Leszka Ojrzyńskiego bramki jeszcze nie stracił, a przecież musiał walczyć już choćby z Wisłą czy Jagiellonią, gdzie skutecznych snajperów nie brakuje. Tymczasem wrocławskich napastników na próżno szukać w czołówce ligowych strzelców – Johan Voskamp uciułał sześć trafień, a drugi najlepszy w Śląsku ma jedno mniej i jest prawym obrońcą. Cristian Diaz ledwie trzy razy „ukłuł” i znajduje się w klasyfikacji wśród takich Ekstraklasowych tuzów jak Jacek Popek czy Sebastian Ziajka.

Wykończenie jest nic nie warte bez kreatywności, a i ta umiejętność ostatnio w Śląsku szwankuje. Szybko mianowany na specjalne wzmocnienie Dalibor Stevanović równie prędko wylądował w gabinecie lekarskim, Mateusz Cetnarski formę na wiosnę ma wyższą niż kilka miesięcy temu, lecz ma tego pecha, że Sebastian Mila jednak w drużynie więcej niż on znaczy. Można sądzić, że Lenczyk znów nada Śląskowi skrzydeł i wystawi na lewej flance Waldemara Sobotę, a po drugiej stronie wyjdzie Łukasz Madej. Słynącym z zamiłowania do dryblingu bocznym pomocnikom przydałyby się jeszcze ze dwie osobne piłki, by zaspokoić ich chęci do indywidualnych popisów.

Pewnie Leszek Ojrzyński nie trzyma się w swoich meczowych przygotowaniach wojennej terminologii jak autor tego tekstu, lecz do Kielc nie zamierza wrócić na tarczy. Mimo rewelacyjnych wyników na boisku i rosnącej przewagi nad resztą stawki w klasyfikacji fauli, szkoleniowiec Korony ma swoje problemy. Tam, gdzie Lenczyk będzie szukał inspiracji i kreatywności, on musi liczyć na cuda medycyny, które przywróciłyby do zdrowia Golańskiego i Lisowskiego w trybie pilnym. Kontuzje jego piłkarzy mogą go denerwować, ale łatwiej przychodzi mu godzenie się z dyscyplinarnymi zawieszeniami, choć brak Jacka Kiełba (pauza za kartki) na pewno jest pewnym powodem do niepokoju dla gości.

Jedna walka na Stadionie Miejskim już miała miejsce, ale przy okazji niedzielnego meczu atrakcyjność widowiska wzrasta – kibic chętniej przecież przyjdzie obejrzeć pojedynek dwóch jedenastek, niż dwóch gości. Jak długo w pełnym zestawieniach wytrzymają zespoły Śląska i Korony zależeć będzie od pana Musiała z Krakowa, którego ktoś w Ekstraklasowej centrali niespecjalnie lubi. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że to on z całej stawki będzie musiał tym razem zmienić zawód i z sędziego boiskowego stać się tym ringowym?

Niektórzy już dorabiają teorię, że Korona jest zespołem, który chciałby mieć za swój każdy kibic w Polsce, przez wzgląd na ich waleczność i charakter, połączony pewnie z przywiązywaniem wagi do bronienia stadionowej kultury. Orest Lenczyk nie lekceważy niedzielnych rywali, lecz wrażenie ma zgoła inne. „Ta kość, nawet jeśli mocniejsza, tak często narażana na starcia w końcu i pęknie,” mówił przed meczem.

Warto więc wybrać się na stadion z ciekawości, czy wicelider Ekstraklasy przeciwstawi jej bokserom podobne metody, czy postawi po prostu na piłkarską jakość. Jarosław Fojut ostrzący korki, Johan Voskamp wzmacniający łokcie, Sebastian Mila z podwójnymi ochraniaczami... Punkty to może i Koronie póki co daje, lecz, koniec końców, kibic piłkarski z całego wyboru broni najmocniej ceni sobie u pupilów operowanie tą najbardziej oczywistą – futbolówką. Jak długo na niej koncentrować się będą gospodarze - zamiast na rewanżowaniu się rywalom za zebrane razy i kopniaki - tak długo bliżej będą zwycięstwa w jednym z bardziej kluczowych dla swoich losów spotkań.

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.