Zapowiedź Śląsk - Wisła: Chwilo, trwaj!


Czy była dla Śląska lepsza chwila, by zmierzyć się z mistrzem kraju, Wisłą Kraków? Kiedy ostatnio zespół z Wrocławia przystępował do pojedynku z tymi rywalami w roli faworyta? Piątkowy wieczór to kolejne piłkarskie święto na nowym stadionie miejskim, który będzie tętnić i drżeć w posadach od hałasu tworzonego przez kibiców. I ostatnie pytanie na wstępie zapowiedzi – czy do tego poziomu dostosują się piłkarze na murawie? Nie da się ukryć, że dla Śląska kończący się rok był obfity w sukcesy. Europejskie puchary, rewelacyjne wyniki w lidze, wreszcie czekająca klub wiosenna przygoda w „Turnieju Tysiąca Drużyn” i zespół z którego każdy, kto we Wrocławiu nie nazywa się „Franciszek Smuda” powinien być dumny. Dodajmy rozsądnego trenera i sprecyzowane na zimę plany transferowe, by dopełnić ten obraz pełni radości… Aż chce się powiedzieć – roku 2011, trwaj!
Problem (?) w tym, że nikt nie chce, by Śląsk się na obecnym etapie zatrzymał. Na nowy stadion zawitamy drugi raz i pewnie dopiero po dwudziestu kolejnych będzie można określić w jakim stopniu klub wykorzystuje tę szansę. Skład? Imponuje nam dzisiaj w zasadzie każdy zawodnik, ale i nikt nie ma wątpliwości, że by podjąć wyzwanie rywalizacji o mistrza i związanymi z tym komplikacjami, potrzeba Śląskowi czegoś… ekstra. Mecz z Wisłą to dla wielu piłkarskie święto, nie ma czemu się dziwić, lecz tak naprawdę to tylko kolejny krok na nowej drodze.
Na zupełnie innym biegunie i drodze jest Wisła. Jeśli jest miejsce w którym teraz chcieliby przebywać zawodnicy i kibice mistrza Polski to byłby to ciemny pokój do którego nie dochodziłyby informacje z zewnątrz, np. o wynikach ich ukochanego zespołu. Prawdę mówiąc, tam właśnie może znajdywać się cała defensywa Białej Gwiazdy, albo przynajmniej umiejętności obronne drużyny z Krakowa, tak fatalnie prezentują się oni ostatnio w destrukcji. Zaskakujące jest to, że gdy we Wrocławiu otwarcie w pełni nowego stadionu jest katalizatorem do rozwoju klubu, w Wiśle otwarcie ostatniej trybuny po wieloletniej budowie obiektu przy Reymonta zbiegło się z wielkim kryzysem.
Jednak kryzys Wisły w zasadzie nie dotyczy tylko wyników, frekwencji czy braku trenera. Chodzi przede wszystkim o tożsamość drużyny z Krakowa – to ona mogła przez lata z najbliższej odległości obserwować i czerpać z europejskich wzorców. Do ostatnich minut w Nikozji wydawało się, że wreszcie wyciągnięto odpowiednie wnioski, obranie całkowicie Holenderskiego kierunku rozwoju okazało się sukcesem… a wtedy kolejny błąd defensywy Białej Gwiazdy wykorzystali piłkarze APOEL-u i z Ligi Mistrzów mistrzowie Polski spadli tylko do tej Europy. Gdy rywale z Cypru zachwycają na najwyższym szczeblu rozgrywek UEFA, z Wisły kpi sobie na jej boisku kolejny rywal, a z każdej podróży w pucharach przywożony jest nadbagaż kilku bramek.
Tożsamość Wisły nie podoba się jej kibicom. To co zadziałało w poprzednim sezonie, nawet momentami zachwyciło, kompletnie zawiodło, gdy trzeba było potwierdzić swą klasę. Pomysł Maaskanta wyczerpał się w Nikozji, umiejętności poszczególnych piłkarzy nie wystarczyły, by ciągnąć za uszy cały wózek, a to jak prezentowali się niektórzy zawodnicy mogło wpędzić w depresję. Teraz więc czas dla Wisły, by odnaleźć inną drogę, odbudować tożsamość. Może zaczynając od tego, że zespół znów stanie się polski?
Oba kluby odpowiedzą na pytania o przyszłość swoim postępowaniem w zimie, gdy piłkarze albo będą wypoczywać, albo grać sparingi. Z pewnością jutrzejszy pojedynek da kilka wskazówek prezesom i trenerom – kogo się trzymać, a kogo puścić? Co i/lub ile poprawić? Pytań, zwłaszcza skierowanych do klubu z Krakowa, nie brakuje, ale i fani Śląska z pewnym zniecierpliwieniem wyglądają jasnego określenia celów, ambicji drużyny. To może być chwila ważniejsza niż sam jutrzejszy pojedynek, lecz niech dyskusje dotyczące przyszłości na dziewięćdziesiąt minut piłkarskiego święta. Przed nim nie zapomnijcie wstać i się rozejrzeć… wspaniała atmosfera, pełne trybuny, dwie czołowe drużyny, kilku naprawdę dobrych piłkarzy i sami przyjaciele naokoło. Chwilo, trwaj.
źródło: własne