Zapowiedź: Znów ta Europa

Orest Lenczyk słusznie mówi o mniejszym zainteresowaniu przed meczem z bułgarskim przeciwnikiem. Patrząc na ekscytację towarzyszącą pierwszemu meczowi z Dundee United, te kolejki przed kasami, ta ekscytacja w głosach kibiców, to napięcie na trybunach Oporowskiej… można powiedzieć, że Śląsk w Europie okrzepł, a nawet, dzięki zwycięstwu w dwumeczu ze Szkotami, z Lokomotiwem jest uznawanym przez wielu za faworyta.


 

Nie przesadzajmy jednak z tym okrzepnięciem, może to tylko złudne wrażenie? Nikt przecież nie może we Wrocławiu czuć się nietykalnym – Dundee United w pięć minut pokazało, że projekt Lenczyka na sezon 2011/2012 to jeszcze dzieło w sporym stopniu nieskończone. Są jednak powody do odważniejszego podejścia do kolejnego europejskiego wyzwania stojącego przed Śląskiem i nie ograniczają się one tylko i wyłącznie do potężnego uderzenia z prawej stopy Sebastiana Dudka. To zresztą jedno z odkryć, milszych, pierwszego etapu pucharowej przygody wrocławskiego klubu.

Obie drużyny, a wraz z nimi kilkadziesiąt innych przystępujących do rywalizacji pod egidą UEFA, są w mało komfortowej sytuacji. Mimo że wyniki losowania znane były już od prawie dwóch tygodni, nikt nie zazdrości pracy tym, którzy w pocie czoła musieli przerzucać sterty DVD z meczami rywala w wyglądaniu za cechami charakterystycznymi ekipy przeciwnika. Specyficznie bity rzut rożny, sposób w jaki skrzydłowy pokonuje obrońców, nawyk środkowego pomocnika w szukaniu prostopadłych podań, strach golkipera przy wychodzeniu do dośrodkowań… kto wie, ile w czwartkowym meczu będzie zależeć od bystrego oka Łukasza Czajki?

Talenty w rozpracowywaniu rywali muszą jednak pójść w parze z tym co jest na boisku. To jeszcze nie te rundy i nie tacy rywale, by kibice na trybunach z zapartym tchem zastanawiali się jak Tadeusz Socha czy Amir Spahić powstrzymają błyskotliwych skrzydłowych, jak Cristian Diaz czy Johan Voskamp przejdzie tego znanego środkowego obrońcę. Fani patrzą tylko i wyłącznie na Śląsk, na jakość ekipy Oresta Lenczyka i, choć niech nie będzie to mówione przed startem ligi zbyt głośno, z tego może wynikać ten dziwny spokój trybun, atmosfera wyczekiwania z niewielkim uśmiechem na twarzy… Uśmiechem, bo Śląsk z każdym kolejnym meczem, który daje zwycięstwo, awans czuje się pewniej?

Nigdy jednak ten uśmiech nie powinien prowadzić do lekceważenia rywala, czegoś, co pewnie sami zawodnicy oraz trenerzy z Sofii pragną. Za mówieniem na konferencji prasowej o „faworycie Śląsku” nie stoi chęć docenienia ekipy Oresta Lenczyka, ale zrzucenia presji na jutrzejszego gospodarza spotkania. Drużyna z Wrocławia jest pucharowym kopciuszkiem i na pewno dopiero wspina się po drabinie europejskich rankingów, a jeszcze sporo wody w Odrze upłynie zanim obejrzymy nasz klub rozstawiony w jednym z kolejnych losowań – o ile takie odbędą się z udziałem Śląska…

Wobec letnich narzekań na klub, sposób przez niego podpisania i negocjacji nowego kontraktu z Orestem Lenczykiem, wcześniej także trzymanie blisko, ale daleko od budynku na Oporowskiej Ryszarda Tarasiewicza z pewnością kibic Śląska spojrzy zdziwiony jeszcze bardziej na to co wyprawia się w Lokomotiwie. Czy bowiem widział ktokolwiek prezesa Waśniewskiego „kręcącego dziadka” z pierwszym zespołem? Taki oto bowiem oryginalny widok zaprezentowano na oficjalnym treningu bułgarskiej drużyny…

Stwierdzenie „wybryk Gigowa” wobec Lokomotiwu pojawia się często i z pewnością jest coś na rzeczy. Przeglądając wyniki frekwencji drużyny z Sofii bliżej tej ekipie bowiem do Dolcanu Ząbki niż Śląska Wrocław – nawet gdy UEFA zamyka dwie tymczasowe trybuny, choć pamiętające panowanie na Oporowskiej choćby Jana Żurka. Sporo także przed czwartkowym pojedynkiem mówiło się o finansach, kiedy się one zwracają w Lidze Europejskiej, a kiedy nie. Dobrze, że podejście klubu do tego „problemu” jest póki co bliższe do obojętnego – przecież drużyny piłkarskie to teraz marki, a Śląsk już sobie sporo nadrobił w oczach kibiców w Polsce i Europie dwoma meczami z Dundee United.

To jest jednak pierwszy krok, a jak lubił mawiać Leo Beenhakker, by się rozwijać, trzeba postępować spokojnie, „step by step”. Na razie więc ten brak europejskiej gorączki uznajmy za dobry znak, a nie wskazówkę, że we Wrocławiu w tym temacie nastąpiło rozluźnienie. Zresztą najlepiej będzie to widać na trybunach jutro – ryk kibiców znów zagłuszy i zaimponuje, a piłkarzom da materiał do przemyślenia. Czy nie warto bowiem, by starać się tak mocno w każdym meczu i doczekać do momentu jak nazwa klubu wykrzyczana zostanie na nowym stadionie? To dopiero będzie efekt…

To są jednak plany dalekie, a także nakładające się z ligą. Jutro wszystko będzie polegało na bezpieczeństwie. Materiał do przemyśleń na pewno obrona Śląska ma, a Orest Lenczyk może nie znieść kolejnych takich pięciu minuty, kibice także. Warto by więc oszczędzić kibicom dramatów, a z rywalem rozprawić się z zimną krwią, spokojnie i konsekwentnie. Tydzień od meczu w Dundee był nad wyraz spokojny, ale na pewno nie zmarnowany – efekty ciężkiej pracy w ciszy poznamy jutro na Oporowskiej, o godzinie, która zdecydowanie nie kojarzy się z europejskimi pucharami, 16:45. Jak widać, warto walczyć w europejskich pucharach nawet o to, by nie przegrywać w telewizji z inną, ale jakże dobrze znaną, zwariowaną rodziną z Wrocławia…

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.