Zawodnicy murem za trenerem
Podczas meczu w Gdańsku gra Śląska nie wyglądała zbyt dobrze. Widzieli to wszyscy – kibice jeżdżący za Śląskiem na mecze wyjazdowe, ich towarzyszki, które rzadziej pojawiają się na meczach (na tym spotkaniu zjawiło się wiele osób, które przy okazji wypoczywały z rodzinami nad morzem), a także kibice oglądający mecz przed telewizorami. Jednak jak powiedział snajper Śląska, Vuk Sotirović – „Winni słabych wyników jesteśmy my, piłkarze”. „Jeśli ktoś sądzi, że receptą na sukcesy Śląska jest zmiana szkoleniowca, to jest bezmyślny. Przydarzył nam się jeden słaby mecz i od razu zaczęło się gadanie, że trener jest zły. Winni takich wyników jesteśmy my, piłkarze. My mamy zasuwać od pierwszej do ostatniej minuty, a nie grać tak jak ostatnio w Gdańsku”. Tak naprawdę wrocławianom nie wyszło tylko spotkanie w Gdańsku, a pozostałe trzy mecze zagrali przynajmniej poprawnie, ale nad trenerem Tarasiewiczem zaczęły zbierać się czarne chmury.
„Zagrajmy w sobotę przeciwko Lechowi z taką pasją i zaangażowaniem, jak w pierwszych trzech spotkaniach. Jeśli tak się stanie, możemy ograć poznaniaków i nikt nie będzie mówił o żadnym kryzysie ani zastanawiał się nad personaliami w klubie. My tak naprawdę do dzisiaj nie wiemy, dlaczego w Gdańsku wypadliśmy tak beznadziejnie. Prawdziwy Śląsk to ten z pierwszych trzech kolejek” – mówi Serb.
Trudno się z nim nie zgodzić – większość osób zachwycała się stylem, jaki zaprezentowali wrocławianie w pechowo przegranym meczu z Legią (m.in. strzał w poprzeczkę Vuka), a teraz po meczu w Gdańsku wieszają psy na szkoleniowcu Śląska. Naszej redakcji też się wydaje, że jeżeli wyjdzie nam mecz z Lechem, to o całej sprawie zwolnienia trenera każdy zapomni.
źródło: sports.pl/własne