Zdarzyło się wczoraj: Mecz, którego nie było
fot.: Paweł Kot
13 marca 2020 roku Śląsk Wrocław jeszcze o poranku również miał w planach mecz ekstraklasy na własnym stadionie z beniaminkiem. Skończyło się jednak szybkim zwrotem akcji, a ligowy świat zatrzymał się na blisko trzy miesiące.
Według pierwotnego terminarza, 13 marca 2020 roku miał być zwyczajnym dniem inauguracji 27. kolejki ekstraklasy. W terminarzu ligowego piątku figurowały mecze ŁKS – Górnik Zabrze o 18:00 i Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa o 20:30, od wczesnych godzin porannych w piłkarskim środowisku dało się jednak wyczuć bezprecedensowe napięcie. W krajach zachodniej Europy coraz większy niepokój wzbudzała rozpędzająca się fala zakażeń koronawirusem, choroby, której występowanie WHO dwa dni wcześniej zaklasyfikowała jako pandemię. Wobec tych okoliczności Ekstraklasa SA zadecydowała, że wszystkie mecze 27. kolejki odbywać się będą bez udziału publiczności, w piątkowy poranek dwa lata temu sprawy zaczynały nabierać jednak zupełnie nowego przyspieszenia.
ZACZĘŁO SIĘ OD GÓRNIKA
Najpierw Górnik Zabrze oficjalnie ogłosił, że ze względów bezpieczeństwa nie zamierza jechać do Łodzi na mecz z beniaminkiem, a organizator rozgrywek stanął przed wyzwaniem, które jeszcze miesiąc wcześniej nikomu nawet nie przychodziło do głowy. W roli gościa 13 marca 2020 roku wystąpić miał również Raków, który we Wrocławiu pojawił się już dzień wcześniej i podobnie jak wszyscy kibice oczekiwał rozwoju piątkowych wydarzeń. W południe wszystko stało się jasne – ekstraklasa podobnie jak wszystkie największe europejskie ligi i europejskie puchary zawiesiła rozgrywki. Zgodnie z pierwszym komunikatem, przerwa od grania miała potrwać dwa tygodnie, później została wydłużona do półtora miesiąca, a ostatecznie stanęło na blisko 90 dniach.
RYGORYSTYCZNE ŚRODKI
Śląsk i Raków na Pilczycach zmierzyły się ostatecznie dopiero 29 maja 2020 roku, a ich mecz przeszedł do historii, bo był pierwszym w ekstraklasie rozegranym w dobie szalejącej pandemii. W nowym terminie na trybunach oczywiście brakowało publiczności, dziennikarze poddawani byli rygorystycznym środkom bezpieczeństwa, a wywiady z trenerami przeprowadzano w maseczkach, rękawiczkach oraz z kilkumetrowymi wysięgnikami do mikrofonów. W meczu wrocławian z Rakowem dominującym słowem była „ostrożność”, ostatecznie emocji jednak nie zabrakło i po bramkach w ostatnim kwadransie skończyło się 1:1 (więcej o wspomnieniach z tego dnia pisaliśmy TUTAJ). Dwa lata później po tamtej pandemicznej traumie Śląskowi uda się zagrać z beniaminkiem przed własną publicznością 13 marca, a na jego ławce zasiądzie już trzeci szkoleniowiec w tym czasie. Przez pandemię wrocławian przeprowadzał Vitezslav Lavicka, ostatnio był Jacek Magiera, a teraz rozpoczyna się era Piotra Tworka.
Początek meczu 25. kolejki ekstraklasy Śląsk – Radomiak zaplanowano na niedzielę o godzinie 15:00.