Zdarzyło się wczoraj: Na początek było srebro

Zdarzyło się wczoraj: Na początek było srebro

fot.: Damian Filipowski

Maj to nie tylko rocznica drugiego w historii wicemistrzostwa Polski wywalczonego przez Śląsk Wrocław. Droga do tytułu najlepszej drużyny w kraju pod wodzą Oresta Lenczyka rozpoczęła się już dwanaście miesięcy wcześniej.



 

Konia z rzędem temu, kto na początku rundy jesiennej sezonu 2010/2011 pomyślałby, jak efektowne będzie zwieńczenie tych rozgrywek. Po dwóch latach ekstraklasowej gry z Ryszardem Tarasiewiczem na ławce, w końcówce września 2010 roku Śląsk zdecydował się na rozstanie z zasłużonym szkoleniowcem, a jego miejsce zajął doświadczony Orest Lenczyk. Początki jego pracy przy Oporowskiej nie należały może do najbardziej efektownych (trzy remisy z rzędu i odpadnięcie z Pucharu Polski po domowej porażce z Legią), szybko okazało się jednak, że na efekty wystarczyło po prostu poczekać. W dalszej części sezonu wrocławianie potrafili ograć wicemistrza kraju Wisłę Kraków (2:0), zaskoczyć mistrza Lecha w Poznaniu (2:2), czy już przy Łazienkowskiej w lidze zrewanżować się warszawianom (2:1). Śląsk w imponującym stylu zaczął piąć się w górę tabeli i dołączył do ścisłej czołówki, czego zwieńczeniem były wydarzenia z 29 maja 2011 roku.

SPADEK W WIRTUALNEJ TABELI

W ostatniej kolejce sezonu rywalem zielono-biało-czerwonych przy Oporowskiej była Arka Gdynia, a oba zespoły zdecydowanie miały o co grać. Gospodarze musieli wygrać, by być pewni nie tylko przypieczętowania srebrnych medali, ale samego miejsca na podium, zaś żółto-niebiescy desperacko potrzebowali punktów na ostatniej prostej walki o utrzymanie. Rozgrywane w niedzielne popołudnie spotkanie we Wrocławiu długo nie dostarczało zbyt wielu emocji, a zakończona bezbramkowym remisem pierwsza połowa przy prowadzeniu Legii z Polonią Bytom (2:0, skończyło się 4:0) oznaczała spadek Śląska w wirtualnej tabeli na 3. miejsce. Drużyna Oresta Lenczyka, tak jak w wielu wcześniejszych meczach niezwykłego sezonu, przypomniała jednak, że warto na nią czekać, a twarz, którą zaproponowała po zmianie stron, była już zdecydowanie bardziej efektowna i to nawet mimo nieobecności wykartkowanego Sebastiana Mili.

MEDALOWY TRYPTYK

Już w pierwszej akcji drugiej połowy na listę strzelców wpisał się Cristian Diaz i jak się okazało, był to dopiero początek jego show, bo po dwudziestu minutach miał już na koncie hat-tricka. Śląsk trzema ciosami przejął kontrolę nad meczem, czym zupełnie wytrącił atuty ambitnych wcześniej gdynian, grając w ten sposób przestały go również interesować wyniki meczów walczących z nim o srebro Legii oraz Jagiellonii. W 82. minucie gola na 4:0 dołożył Dariusz Sztylka, a chwilę później niezapomnianą kropkę nad i trafieniem z rzutu karnego postawił Marian Kelemen i przy Oporowskiej rozpoczęła się wielka feta. Śląsk rozgromił Arkę 5:0 przesądzając o spadku klubu z Gdyni na zaplecze ekstraklasy, a sam cieszył się z osiągnięcia, które rozpoczęło medalowy tryptyk we Wrocławiu. Rok później drużyna prowadzona przez Oresta Lenczyka była już mistrzem Polski, zaś w 2013 roku pod wodzą Stanislava Levy’ego swój dorobek wzbogaciła o brązowe medale.

Śląsk Wrocław 5:0 (0:0) Arka Gdynia

Diaz 46', 63', 66', Sztylka 82', Kelemen (k.) 85'

Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Spahić, Wołczek (79' Dudek) - Gancarczyk, Sztylka, Elsner, Sobota (74' Madej), Ćwielong - Diaz (75' Szewczuk)

Arka: Moretto - Robakowski (59' Mawaye), Szmatiuk, Żołnierewicz, Noll - Ivanovski, Budziński (66' Siebert), Bożok, Burkhardt (59' Giovanni), Glavina - Labukas

Żółte kartki: Elsner, Sztylka - Robakowski

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Widzów: 8370

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.