Zdarzyło się wczoraj: Udany żart z Lecha

Zdarzyło się wczoraj: Udany żart z Lecha

fot.:

Wyznaczony na 1 kwietnia termin meczu Śląska z Lechem Poznań brzmi znajomo, bo w niedalekiej przeszłości wrocławianie w Prima Aprilis potrafili już sobie zażartować z Kolejorza. W 2016 roku drużyna z Bułgarskiej była jeszcze wyraźniejszym faworytem konfrontacji z zielono-biało-czerwonymi niż teraz.



 

Po sześciu latach powtarza się data, dzień tygodnia, a nawet godzina – w piątek Śląsk Wrocław znowu zagra z Lechem Poznań 1 kwietnia o 20:30, a inna niż w 2016 roku będzie tylko lokalizacja meczu. Wtedy zielono-biało-czerwoni pod wodzą Mariusza Rumaka wybrali się na Bułgarską, a powiedzieć, że nie dawano im większych szans na jakąkolwiek zdobycz punktową, to nie powiedzieć nic. Wrocławianie jedyną w rundzie wiosennej przerwę na kadrę spędzili w strefie spadkowej jako przedostatni zespół w tabeli, a ówczesny mistrz Polski Lech Poznań wyprzedzał ich o dwanaście punktów. Realnych na obronę tytułu Kolejorz prowadzony przez Jana Urbana co prawda już nie miał, jednak cztery oczka straty do podium po 28 meczach jak najbardziej pozwalały myśleć o kolejnym medalu.

UZASADNIONE OBAWY

Wrocławianie na Bułgarską jechali po dwumiesięcznej serii sześciu ligowych spotkań bez zwycięstwa, a o tym jak pewni siebie byli gospodarze świadczyły słowa pomocnika Lecha Karola Linettego: „Śląsk odbije się od nas jak od ściany”. Trener Rumak zapowiadał mecz trudny w pierwszej kolejności pod względem mentalnym, a dopiero później sportowym, on sam również miał jednak powody do obaw. Po zakończeniu pracy w Poznaniu, zagrać na stadionie Lecha jako gość zdążył wcześniej raz i we wrześniu 2015 roku przegrał na ławce Zawiszy Bydgoszcz aż 2:6. Jego powrót do stolicy Wielkopolski w roli trenera wrocławian okazał się jednak zdecydowanie bardziej udany.

- Od początku meczu to Śląsk znacznie częściej uderzał na bramkę Jasmina Buricia, a efekty przyszły już w 10. minucie. Zawodnicy Kolejorza głęboko cofnęli się w pole karne i źle pokryli Ryotę Moriokę. Dariusz Dudka wybił piłkę prosto pod nogi Japończyka, a temu nie pozostało nic innego, jak uderzyć po ziemi i pokonać bośniackiego bramkarza. Po zdobytej bramce Morioka podbiegł do trenera Rumaka i serdecznie podziękował mu za możliwość występu w tym spotkaniu -

- pisaliśmy w naszej relacji, którą możecie przypomnieć sobie TUTAJ.  Japończyk 1 kwietnia 2016 roku wrócił do wyjściowej jedenastki po dwóch meczach nieobecności i to właśnie przez niego przechodziła praktycznie każda akcja zespołu z Wrocławia.

NOWE USTAWIENIE NA RATUNEK

Śląsk nie zamierzał poprzestawać na zdobytej bramce, a piłkarze Lecha wobec takiego obrotu spraw, jak pisaliśmy w naszej relacji, początkowo sprawiali wrażenie zamroczonych. Również od początku drugiej połowy to goście stwarzali sobie więcej dogodnych okazji do zdobycia bramki, jednak doskonałe okazje marnowali Bence Mervo czy właśnie Morioka. Z biegiem czasu do głosu zaczął dochodzić również ustępujący mistrz Polski, a trener Urban zdecydował się nawet na zmianę ustawienia z 4-2-3-1 na 3-5-2, by spróbować zaskoczyć przedostatni zespół tabeli. Nie można powiedzieć, że Lech do końcowego gwizdka nie stworzył sobie żadnych okazji, bo bliscy szczęścia byli Darko Jevtić i Nicki Bille Nielsen, ale piłka do bramki Mateusza Abramowicza wpaść nie chciała.

- Nie mogę mieć pretensji do moich piłkarzy, że nie podwyższyli prowadzenia. Było widać wielkie zaangażowanie i jak duży ciężar jest w sercach tych piłkarzy. Było widać jak wielka euforia była po zwycięstwie i w szatni i jeszcze na boisku. To jest niesamowite jak bardzo czekali na takie coś, szczególnie kiedy wygraliśmy na tak trudnym terenie -

- komentował na pomeczowej konferencji prasowej niezwykle szczęśliwy trener Śląska Mariusz Rumak.

Wrocławianie po niespodziewanym zwycięstwie nabrali wiary we własne umiejętności i bez kłopotu zapewnili sobie utrzymanie przegrywając do końca sezonu już tylko jeden z ośmiu ligowych meczów. Poobijany Lech przed finiszem ligi dopisał sobie zaledwie dwa zwycięstwa i przegrał w finale Pucharu Polski na Stadionie Narodowym z Legią Warszawa. Jan Urban na ławce Kolejorza przetrwał do końca sierpnia 2016 roku, a Mariusz Rumak w Śląsku raptem o cztery miesiące dłużej. Przed startem rundy wiosennej sezonu 16/17 stery przy Oporowskiej przejął… dotychczasowy opiekun Lecha.

Lech Poznań 0:1 (0:1) Śląsk Wrocław

Morioka 10'

Lech Poznań: Burić - Kędziora, Kamiński, Wilusz, Volkov (64' Kadar) - Lovrencsics, Trałka, Dudka (64' Arajuuri), Gajos, Jevtić - Nielsen

Śląsk Wrocław: Abramowicz - Pawelec, Celeban, Dwali, Paraiba - Dankowski (58' Grajciar), Hołota, Hateley, Morioka (90' Kokoszka), Pich (90' Ostrowski) - Mervo

Żółte kartki: Dudka, Trałka - Dankowski

Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Widzów: 17 697

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.