Złota główka Antoniego Łukasiewicza


Do ostatniej minuty meczu piłkarze Śląska kazali czekać swoim kibicom na gola. Ale gdy już zdobyli bramkę, to na wagę zwycięstwa. Tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego efektowną główką popisał się Antoni Łukasiewicz. Śląsk pokonał Polonię Warszawa 1:0 i godnie pożegnał tegoroczny sezon piłkarski.W 89.minucie spotkania solową akcją popisał się Łukasz Madej. Pomocnik Śląska wpadł w pole karne, próbował kiwnąć obrońcę, ale padł na murawę. Na boisku rozpętała się mała awantura, bo wrocławianie domagali się rzutu karnego. Sędzia główny po konsultacji z arbitrem liniowym wskazał jednak tylko na rzut rożny. Tylko, lub aż na rzut rożny. Bo po dośrodkowaniu z kornera padła bramka, która dała Śląskowi zwycięstwo!
Dośrodkowywał Sebastian Mila. Pierwszą wrzutkę zablokowali obrońcy. „Roger” drugi raz podał już dokładniej. W przepychankach w polu karnym najlepiej znalazł się Antoni Łukasiewicz. Wyskoczył do piłki i efektowną główką posłał ją do bramki Polonii. Sebastian Przyrowski, golkiper „Czarnych Koszul”, tylko odprowadził wzrokiem futbolówkę. Chwilę później sędzia Daniel Stefański odgwizdał koniec meczu, a piłkarze Śląska zaczęli taniec radości. Szczególnie uradowany był Łukasiewicz. Na boisko wszedł kilkanaście minut przed skutecznym strzałem, zastępując kontuzjowanego Amira Spahicia. I grał niezbyt pewnie. Zaliczył kilka kiksów, po których pod bramką Śląska robiło się gorąco. Na dodatek w poprzednim meczu z Polonią w Warszawie Łukasiewicz zawinił przy stracie jednej z bramek. Można więc powiedzieć, że pomocnik Śląska zwycięskim golem odkuł się za stare winy z nawiązką.
Cały mecz do porywających widowisk nie należał. Od początku spotkania na boisku toczyła się wyrównana walka. Oba zespoły grały niedokładnie i często ich ataki kończyły się łatwymi stratami. W miarę upływu czasu Śląsk przejął inicjatywę. Wrocławianie mieli optyczną przewagę, bardziej szanowali piłkę. Na zagrożenie pod bramką Polonii ta przewaga się jednak nie przekładała. Najbliżej gola Śląsk był w 19.minucie. Po solowej akcji w polu karnym „Czarnych Koszul” upadł Janusz Gancarczyk. Pomocnik Śląska walczył bark w bark z Piotrem Dziewickim, ale sędzia nie dopatrzył się faulu. Wściekły Ryszard Tarasiewicz eksplodował ze złości, zerwał się z ławki rezerwowych i szalał przy linii bocznej. W kolejnej akcji groźnie atakowała Polonia. Ładnie strzelał Marcelo Sarvas, ale jego uderzenie o milimetry minęło bramkę Wojciecha Kaczmarka.
Druga połowa spotkania dawką emocji również nie mogła rzucić na kolana. Śląsk nadal przeważał, a „Czarne Koszule” szukały szczęścia w kontratakach. W szeregach Śląska wyróżniał się Janusz Gancarczyk, który nękał dryblingami Radka Mynara. „Sesu” kilka razy świetnie podawał w pole karne, ale pech chciał, że akurat żaden z graczy Śląska nie zamykał akcji i kończyło się na zamieszaniu.
Wrocławianie próbowali grać kombinacyjną piłkę, dobrze radzili sobie w destrukcji i nie pozwalali Polonii na wiele. Śląsk grał tak, jak przed tygodniem – po meczu z Cracovią – zapowiadał trener Tarasiewicz: agresywnie i odważnie w ataku.
Ale wydawało się, że wysiłki wrocławian będą co najwyżej pociechą, że owszem – piłkarze Śląska próbowali, atakowali, ale nie wyszło.
Nadeszła jednak 90.minuta i warta trzech punktów główka Łukasiewicza. To był typowy mecz walki, ale zwycięstwo Śląska jest wynikiem sprawiedliwym. Piłkarze Ryszarda Tarasiewicza zakończyli piłkarski 2009 rok wygraną i odkuli się „Czarnym Koszulom” za pechową porażkę w sierpniu w Warszawie.
Śląsk Wrocław - Polonia Warszawa (0:0)
Śląsk:Kaczmarek - Wołczek, Celeban, Pawelec, Spahić (78.Łukasiewicz) - Madej, Dudek, Ulatowski, Mila, J.Gancarczyk - Szewczuk (83. Biliński).
Polonia:Przyrowski - Mynarz, Dziewicki, Skrzyński, Zasada - A.Mierzejewski, Piątek, Sarvas, Trałka, Jaroń (70. Feciuch) - Ivanovski (66. Nikolić).
Żółte kartki: Celeban.
Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 5500.