Zrobiliśmy wszystko, by pomóc szczęściu

Zapis drugiej części konferencji prasowej z trenerem Śląska Wrocław, Orestem Lenczykiem. W tej części szkoleniowiec wrocławian odpowiada na pytania dziennikarzy.


 

Śląsk miał dziś więcej szczęścia czy rozumu?
Jak czytam czasami artykuł jakiś, to też się zastanawiam, czy ten dziennikarz miał więcej szczęścia czy rozumu. Natomiast w piłce nożnej trzeba przede wszystkim grać, myśleć, nie dać się przeciwnikowi i zdawać sobie sprawę z tego, że każde kopnięcie piłki może mieć wpływ na wynik meczu. Ja się bardzo dziwię, że mam kilku dziennikarzy pod klubem dosłownie, którzy cały czas uważają, że ja mam tylko szczęście. Natomiast chcę przypomnieć, że ta drużyna nie tylko zdobyła wicemistrzostwo Polski, ale nie przegrała chyba 20 meczów, a podobno szczęście to się ma w 1-2 meczach. Jeżeli miałem dzisiaj szczęście, to się podzieliłem z zawodnikami, ale uważam, że oni wszystko zrobili, żeby szczęściu pomóc.
Każde kopnięcie może mieć wpływ na wynik meczu. Które dzisiaj było decydujące?
Nie można tego nazwać kopnięciem, bo to było uderzenie głową. Pewnie Pan z góry więcej widział ode mnie, a mecz dostarczył tyle emocji, że zastanawiałem się, co zrobić dosłownie co minutę. Nie bardzo zauważyłem, kto dobrze kopnął na bramkę. Ale mieliśmy okresy, w których ktoś grał bardzo dobrze, a kilkanaście minut później ktoś inny i to wystarczyło, żeby momentami naprawdę fajnie pograć w piłkę. Nie graliśmy z byle jaką drużyną, chociaż zapowiadano, że tu będzie rzeź niewiniątek.
Z czego wynikała zmiana Ćwielonga?
Nie wiem, chciałem, aby było lepiej, udało się, było lepiej.
Na co stać Śląsk, jak daleko może zajść?
Proszę zwrócić uwagę, że graliśmy w Szkocji, następny mecz gramy w Bułgarii, jeżeli szczęście dopisze, a piłkarze wykonają swoją robotę, to nie wiadomo, gdzie będziemy grali. A to jest również dowodem na to, że w wielu krajach się gra w piłkę tak, że trzeba się dostosować, podjąć grę, walkę taką, jaką przeciwnik prezentuje i przeciwstawić się temu. Ja bym nie był aż tak zachłyśnięty tym wynikiem dzisiaj, bo zdaję sobie sprawę, co czeka nas w następnej rundzie. Tym bardziej, że dzisiaj mecz Lokomotiwu i Metalurg podobno miał swoją dramaturgię. Można się spodziewać, że to będzie kolejny mecz o podobnym gatunku. Ale przyznam szczerze, że ja nie grałem z tą drużyną jeszcze przez 10 miesięcy łatwego meczu.
Co pana najbardziej zaskoczyło?
No z pewnością tak szybko stracone bramki, bo na kilku odprawach zwracaliśmy szczególną uwagę właśnie na boki boiska, aby tam zabezpieczać, dublować, nawet potrajać krycie i grę defensywną. Chcę powiedzieć również, że Dundee United miało 2 sytuacje we Wrocławiu po naszych błędach, a dzisiaj również pomogliśmy przeciwnikowi strzelać bramki, pomimo tego, że ich gra była schematyczna.
Zmienił Pan to, co miał Pan przygotowane do powiedzenia piłkarzom w przerwie, po trzeciej bramce?
Nie za bardzo, ale proszę zwrócić uwagę, że straciliśmy bramkę z rzutu karnego, można się doszukiwać błędu jednego, drugiego i trzeciego w ustawieniu. Ja ciągle w tych rozmowach przestrzegałem, że nam Dundee United nie da wymienić dużo podań, żeby każdy zwracał uwagę na to, że jak do niego piłka będzie zagrana, to natychmiast Szkot będzie przy nim. To będzie pressing, z którym musimy sobie poradzić. Stąd też traciliśmy piłki, samo ustawienie się zmieniało. To są dwie sprawy bardzo istotne. Jak się ma piłkę, to się przecież nie kryje. Nagle się traci piłkę i trzeba pokryć, a to muszą zrobić wszyscy.
Jest pan zadowolony z tego, że to nie koniec?
Ja po drugiej bramce odwracając się do ławki powiedziałem, a przyznam szczerze, że niektórzy z nich z humorem podchodzili do tego 7:2, to oni sobie dopiero wtedy zdawali sprawę z tego, co tu się może wydarzyć. W szatni powiedziałem, żeby nie chcieli natychmiast odrobić straty, bo będzie się to kończyło za każdym razem kontratakiem, a utrata kolejnej bramki nas pozbawi już szans na korzystny wynik.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.