Życie jest pięknym krajobrazem, choć wiele się w życiu zmienia. Dziś jesteśmy razem jutro zostaną wspomnienia
"Gdy emocje już opadnąJak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów"
Cytat z piosenki „Niepokonani” zespołu Perfekt jest motywem przewodnim tego bolesnego dla mnie artykułu. Kibicem Śląska jestem od dziecka. Oglądałem naprawdę wiele spotkań tego zespołu, ale tak źle jak jest teraz to już dawno nie było.
Tak jak dla wielu innych kibiców trener Ryszard Tarasiewicz jest dla mnie legendą Śląska, kiedyś miałem nadzieję, że będzie pracował we Wrocławiu przez długie lata, tak jak Alex Ferguson w Manchesterze United, czy Guy Roux, który był przez 40 lat związany z francuskim Auxerre. Sam trener zawsze powtarzał, że chciałby być dla Śląska właśnie kimś takim jak Guy Roux. Niestety, po tej czwartej porażce z rzędu moja cierpliwość zupełnie się wyczerpała. Mam dość i chciałbym zaapelować do zarządu o zmiany. Nie piszę tego jako dziennikarz, a jako kibic mający w sercu swój ukochany klub. Bo przede wszystkim, zawsze i wszędzie, przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu jestem kibicem Śląska i chciałbym, żeby mój klub zawsze wygrywał, ale ostatnio nie mogę się tego doczekać.
Doskonale pamiętam i doceniam zasługi trenera Tarasiewicza. Te najnowsze jak zdobycie Pucharu Ekstraklasy jak i te wcześniejsze, awans z 3 do 2 ligi, a później po przerwie spowodowanej konfliktem z ówczesnymi właścicielami Śląska z 2 ligi do Ekstraklasy i zajęcie w swoim debiutanckim sezonie wysokiego – szóstego miejsca. Niestety, minęło trochę czasu, a Śląsk nie grał w ogóle lepiej. Ostatnia wiosna to był dramat. Tylko 2 zwycięstwa (dwie ostatnie kolejki sezonu), ostatecznie 9-te miejsce w tabeli, a kibice musieli do przedostatniej kolejki bać się o to, czy na pewno się utrzymamy.
Wiecie, że Śląsk w tym roku kalendarzowym (stan przed startem sezonu 2010/2011) w meczu o punkty wygrał u siebie tylko raz? Był to właśnie ostatni mecz ubiegłego sezonu z Arką, kiedy notabene trybuny zdegustowane postawą piłkarzy WKS-u zaczęły niepochlebnie wyrażać się o grze wrocławskich piłkarzy. Wielka, niezwyciężona Twierdza Wrocław stała się malutkim, łatwym do zdobycia fortem, w którym wygrywały Jagiellonia, czy Lechia Gdańsk. Pamiętam, jak w jednym z wywiadów trener kiedyś mówił coś w stylu, że przegrywać u siebie to tak, jakby ktoś wszedł do Twojego domu i położył nogi na stole. No właśnie – ja tak się czułem, że na stadionie, na którym spędziłem kilkanaście lat swojego życia oglądam tak dramatycznie słabo grający Śląsk.
W lecie poczyniono transfery. Przybyli Sobota, Kaźmierczak, Diaz i Gikiewicz. Wszyscy za wyjątkiem tego ostatniego załapali się do pierwszej „11”. No i ten sezon zaczął się nieźle. Remis z Jagą, wygrana na Cracovii i… to byłoby na tyle. Nagle przyszły 4 porażki z rzędu. W porządku, przebolałem porażkę z Legią, bo gra wyglądała naprawdę fajnie, ale styl gry zaprezentowany w Gdańsku dał mi już dużo do myślenia. Mecz z Lechem także wyglądał nieźle, ale co pokazaliśmy w Łodzi? Obrony po prostu brak. Jeden Piotr Celeban to zdecydowanie za mało, żeby móc powstrzymywać zabójcze kontry rywali – bo taka jest prawda. Kontry w wykonaniu Widzewa były po prostu majstersztykiem futbolowym, przynajmniej tak to oceniam z perspektywy sektora gości, a powtórek telewizyjnych jeszcze nie oglądałem. Nasza obrona była dziurawa jak garda Mariusza Pudzianowskiego podczas walk MMA. Dokąd zmierzasz Śląsku?
Niestety, trener Tarasiewicz chyba się pogubił. Przecież zawodnicy pierwszego składu to naprawdę solidni ligowi wyrobnicy i spokojnie byłoby ich stać na zajęcie 6-7 miejsca w tabeli, a może i jeszcze lepszego. W tym momencie jesteśmy na drugim, ale od końca. Zapaliło się czerwone światełko. Ulubieniec kibiców Śląska już nim nie jest. Kiedy ostatnio fani skandowali nazwisko pana Ryszarda? Było to w Krakowie na meczu z Cracovią, ale przypomnijcie mi, kiedy było to na Oporowskiej, bo niestety pamięć mnie zawodzi.
Cóż, Śląsk osiągnął pewien poziom i z całym szacunkiem, ale moim zdaniem potrzeba teraz kogoś, kto wstrząśnie tą drużyną. Trener Tarasiewicz ma charyzmę, miał poparcie kibiców, ale kiedyś na jednym z drugoligowych wyjazdów rozmawiałem z byłym piłkarzem Śląska (którego serdecznie pozdrawiam), będącego z nami na trybunach, to jego zdaniem jest on bez pojęcia taktycznego, a o wiele lepszym taktykiem był Grzegorz Kowalski, który znowu nie miał takiej charyzmy jaką posiada Ryszard Tarasiewicz. Jego czas dobiegł końca. W piłce nożnej oczywiście chodzi o strzelanie bramek, co nawet nam się czasem udaje, ale nie może być tak, że po prostych błędach indywidualnych tracimy 4 gole (karny był podarowany, więc nie liczę tego jako błąd).
Panie trenerze – dziękuję za wielkie emocje, za serce włożone w prace z tą drużyną, ale… nie powiem „niech pan poda się do dymisji”, bo jakoś nie potrafię tego powiedzieć w ten sposób. Powiem zatem inaczej – niech pan zacznie wygrywać, bo my chcemy, żeby nasz klub był najlepszy na świecie, a niestety ostatnie wyniki powodują, że na nowym ponad 40-tysięcznym obiekcie będziemy grać w 2 lidze. A tego nie chcemy.
Aleksander "Guli" Janik