ANALIZA: Bez goli, bez wielkiego tempa, ale z kilkoma jasnymi punktami
fot.: Mikołaj Pacholik
Śląsk Wrocław zremisował z Pogonią Grodzisk Mazowiecki 0:0 w ostatnim meczu sezonu. Awans był już pewny, rywal również nie grał o konkretną stawkę, więc trudno było oczekiwać spotkania na pełnej intensywności. Statystyki z SofaScore pokazują jednak, że nawet w takim meczu można znaleźć kilka ciekawych odpowiedzi: kto utrzymał poziom, gdzie Śląsk miał przewagę, a gdzie zabrakło konkretu.
Mecz o niewielką stawkę, lecz z ważnymi sygnałami
Ten mecz od początku miał prawo wyglądać inaczej niż spotkania, w których na stole leży awans, utrzymanie albo bezpośrednia walka o miejsce w tabeli. Śląsk miał już zagwarantowany awans, Pogoń także nie była pod presją wyniku, dlatego samo tempo gry mogło być niższe. I liczby dobrze to oddają. Nie było wielkiej wymiany ciosów, nie było serii sytuacji podbramkowych, nie było też mocnego naporu jednej ze stron przez dłuższy czas.
Pogoń częściej miała piłkę, bo zakończyła mecz z 57% posiadania, przy 43% Śląska. Pozornie może to przemawiać na korzyść gości, jednak głębsza analiza pokazuje, że sprawa nie jest aż tak jednoznaczna. Pogoń oddała 12 strzałów, Śląsk 7, jednak to WKS miał lepszy współczynnik goli oczekiwanych: 0,63 xG przy 0,41 xG Pogoni. To oznacza, że rywale częściej próbowali, ale Śląsk potrafił dojść do trochę lepszych jakościowo pozycji.
Najlepiej widać to przy strzałach z pola karnego. Oba zespoły miały po 5 uderzeń z szesnastki, ale Pogoń aż 7 razy strzelała zza pola karnego. To zwykle świadczy o tym, że rywal miał piłkę, próbował budować akcje, ale często był wypychany dalej od bramki. Śląsk nie dominował, ale też nie pozwalał Pogoni wchodzić swobodnie w najgroźniejsze sektory.
Ciekawa jest też liczba strzałów celnych. Śląsk miał 2 strzały w bramkę, Pogoń tylko 1. Pogoń wykonała 7 rzutów rożnych, Śląsk tylko 2, więc częściej przebywała w okolicach pola karnego WKS-u. Z drugiej strony goście mieli aż 8 zablokowanych strzałów, a Śląsk 4, co mocno podkreśla pracę obrońców i pomocników w ochronie własnej bramki.
W grze piłką różnice były minimalne. Śląsk wykonał 421 podań, Pogoń 438. W dokładnych podaniach także było blisko: 352 po stronie WKS-ui 367 po stronie rywali. To nie był więc mecz, w którym Pogoń całkowicie zabrała Śląskowi piłkę. Raczej spotkanie układało się tak, że goście częściej utrzymywali się przy futbolówce, ale nie zawsze potrafili z tego zrobić realne zagrożenie.
W kontekście rozegrania najciekawsza okazuje się jednak inna statystyka: Śląsk miał 47 celnych podań na 58 prób w tercji ataku, czyli 81% skuteczności. Pogoń w tej samej strefie miała 41/58 i 71%. To ważne, bo pokazuje, że gdy WKS już przenosił grę wyżej, potrafił zachować większy spokój. Problem leżał dalej, przy ostatnim podaniu, dośrodkowaniu lub samym strzale.
Dijaković liderem dobrze ustawionej defensywy
Jeśli po bezbramkowym remisie wskazywać formację, która najlepiej wywiązała się ze swoich obowiązków, na pierwszy plan wysuwa się defensywa. Śląsk dopuścił rywala tylko do 1 celnego strzału, mimo że Pogoń oddała łącznie 12 uderzeń. Goście próbowali, ale najczęściej ich akcje były zatrzymywane, blokowane albo wypychane do mniej wygodnych pozycji.
Najmocniej wybija się Marko Dijaković. Jego występ był najbardziej kompletny z całej trójki środkowych obrońców. Zanotował 8 akcji defensywnych, czyli najwięcej po stronie Śląska. Do tego dołożył 4 przechwyty, 2 zablokowane strzały, 1 wybicie, 1 wygrany odbiór i ani razu nie został minięty dryblingiem. Bardzo ważne jest też to, że przy takim meczu, w którym Pogoń miała więcej piłki, Dijaković nie był tylko zmuszony do głębokiej obrony. Miał 75 kontaktów z piłką i podał celnie 49 razy na 55 prób, co daje 89% skuteczności. To bardzo dobry wynik jak na zawodnika grającego pod presją i często odpowiedzialnego za pierwszy etap rozegrania.
Dijaković miał też 3 wygrane pojedynki na 5, w tym 1/1 w powietrzu. Nie jest to ogromna liczba starć, ale właśnie w tym tkwi sens jego występu. On nie musiał co chwilę ratować sytuacji rozpaczliwym wejściem, bo często był ustawiony wcześniej tam, gdzie trzeba.
Obok niego solidny występ zanotował Mariusz Malec. Jego liczby może nie są spektakularne, ale były bardzo istotne. Malec miał 6 akcji defensywnych, 3 wybicia, 2 przechwyty i 1 zablokowany strzał. W rozegraniu również nie psuł: 34 celne podania na 39, czyli 87% dokładności. Jego występ lepiej wpisuje się w tradycyjny obraz środkowego obrońcy. Mniej prowadzenia piłki, mniej ofensywnego ryzyka, ale dużo prostego zabezpieczenia. Jedynym słabszym elementem były pojedynki, bo Malec nie wygrał swojego jedynego starcia. Nie zmienia to jednak faktu, że jako część bloku defensywnego pomógł ograniczyć Pogoń do jednego celnego uderzenia.
Jehor Macenko także dał sporo jakości. Miał 5 akcji defensywnych, 2 wybicia, 2 bloki strzałów, 1 przechwyt i 1 wygrany odbiór. To ważne, bo przy trójce środkowych obrońców każdy z nich musi dobrze reagować na ruchy wahadłowych i zabezpieczać boczne sektory. Macenko dołożył też bardzo dobrą skuteczność podań: 37/40, czyli 93%. Co więcej, miał 1 kluczowe podanie i 1 celne dośrodkowanie na 1 próbę. Jak na obrońcę to istotny sygnał, bo pokazał, że potrafi nie tylko oddać prostą piłkę do partnera, ale też przyspieszyć akcję.
W pojedynkach Macenko miał już mieszane liczby: 2 wygrane starcia na 6, w tym tylko 1/5 po ziemi. To pokazuje, że w bezpośredniej walce nie zawsze miał przewagę, ale nadrabiał ustawieniem, blokami i dokładnością podań. Na tle całej defensywy był ważnym elementem stabilizacji.
Szromnik zrobił to, co musiał
Przy takiej pracy obrońców Michał Szromnik nie musiał rozgrywać wielkiego meczu. SofaScore przypisał mu 1 interwencję, bez piąstkowań i bez wyłapanych górnych piłek. To najlepiej pokazuje, że Śląsk bronił przede wszystkim przed własnym bramkarzem, a nie dopiero na linii bramkowej.
W rozegraniu miał tylko 10 kontaktów z piłką i 8 celnych podań na 10, w tym 1 celne długie podanie na 3 próby. Nie był więc bramkarzem mocno zaangażowanym w budowę akcji. To także mówi coś o przebiegu meczu. Śląsk nie opierał rozegrania na spokojnym toczeniu piłki przez bramkarza. Częściej gra przenosiła się przez środkowych obrońców i pomocników.
Porównanie z bramkarzem Pogoni też jest wymowne. Paweł Kieszek miał 2 obrony, obie po strzałach z pola karnego. To znaczy, że choć Śląsk nie tworzył wielu sytuacji, to jego celne uderzenia nie były zupełnie przypadkowe. WKS potrafił dojść bliżej bramki, tylko zabrakło jakości w ostatnim kontakcie.
Pożegnanie Schwarza
Najwięcej piłkarskiej jakości w środku pola dał Jorge Yriarte. To jeden z zawodników, których można po tym meczu wyróżnić najbardziej. Miał 80 kontaktów z piłką, czyli najwięcej w Śląsku. Podał celnie 58 razy na 64 próby, co daje 91% skuteczności. Do tego dołożył 5 wygranych pojedynków na 6, w tym 4/5 po ziemi i 1/1 w powietrzu.
Yriarte miał również 5 akcji defensywnych, 3 wybicia i 2 zablokowane strzały. W ofensywie oddał 1 niecelny strzał o wartości 0,12 xGi zanotował 1 udany drybling na 1 próbę. To nie był występ, w którym pomocnik sam wygrał mecz, ale był to występ bardzo równy. WKS miał z nim kontrolę nad wieloma fragmentami gry. Największy niedosyt? Brak kluczowego podania. Przy tak dużej liczbie kontaktów można było oczekiwać choć jednego zagrania, które mocniej otworzy obronę Pogoni.
Michał Mokrzycki zaprezentował się w nieco innej roli. Był mniej dominujący w rozegraniu, ale to on oddał jeden z dwóch celnych strzałów Śląska. Jego uderzenie miało 0,05 xG, więc nie była to wybitna okazja, ale przy tak zamkniętym meczu każdy celny strzał miał znaczenie. Mokrzycki miał 58 kontaktów z piłką i 37 celnych podań na 45, czyli 82% skuteczności. Nie zanotował jednak kluczowego podania, celnego dośrodkowania ani celnej długiej piłki. W pojedynkach wygrał 3 z 8, a do tego stracił posiadanie 9 razy.
Był aktywny, brał udział w grze, ale nie był to występ, w którym mocno przyspieszał akcje Śląska. W defensywie miał 1 akcję obronną i 1 wybicie. Po godzinie gry zastąpił go Adam Ciućka, co miało dać więcej świeżości w końcówce.
Szczególny przypadek to Petr Schwarz. Kapitan Śląska zszedł już w 3. minucie, więc jego występ praktycznie nie nadaje się do pełnej oceny. Zdążył mieć 6 kontaktów z piłką i wykonał 6 celnych podań na 6 prób. Nie zanotował pojedynków, strzałów ani akcji defensywnych.
Samiec-Talar wniósł sporo konkretu do gry
Wejście Piotra Samca-Talara było jedną z ciekawszych historii tego meczu. Zastąpił Schwarza już w 3. minucie, a sam zszedł w 60. minucie. Mimo to jego liczby są naprawdę solidne. Miał 45 kontaktów z piłką, podał celnie 31 razy na 35, czyli na poziomie 89%, a przede wszystkim zanotował 2 kluczowe podania. W całym Śląsku tylko on i Michał Rosiak mieli po dwa takie zagrania, a więcej miał jedynie Mateusz Szczepaniak z Pogoni.
Samiec-Talar dołożył 1 celne dośrodkowanie na 1 próbę, 1 celną długą piłkę na 1 próbę i 1 udany drybling na 1 próbę. W pojedynkach wygrał 4 z 8. Widać było, że potrafił dać Śląskowi trochę ruchu między liniami i kilka podań, które miały większy sens niż proste utrzymanie piłki.
Brakowało mu jednego: większego wpływu w polu karnym. Nie oddał strzału, nie zbudował sobie pozycji do uderzenia. W spotkaniu, w którym Śląsk oddał zaledwie 7 strzałów, ofensywny piłkarz dysponujący tak dobrym podaniem powinien częściej szukać konkretów pod bramką.
Dużo pracy na bokach, mało jakości w dostawie
W systemie z trójką obrońców wahadłowi są bardzo ważni. To od nich często zależy, czy zespół tylko utrzymuje piłkę, czy potrafi wejść szerzej i stworzyć przewagę. Śląsk potrafił stworzyć coś z bocznych sektorów, jednak liczby jasno wskazują, że wiele akcji traciło tam na jakości.
Najbardziej widać to przy Michale Rosiaku. Miał 55 kontaktów z piłką, czyli dużo jak na zawodnika z boku. Zanotował 2 kluczowe podania, co jest dużym plusem. Oddał też 1 niecelny strzał o wartości 0,05 xG. Problemem była jednak dokładność. Rosiak podał celnie tylko 29 razy na 42 próby, czyli 69%. Do tego miał aż 7 dośrodkowań, z których tylko 1 było celne.
To jest bardzo wymowna statystyka. Śląsk próbował grać przez jego stronę i szukał wrzutek, ale skuteczność tych zagrań była niska. Rosiak przegrał też aż 10 z 11 pojedynków, stracił posiadanie 16 razy i popełnił 2 faule. To nie znaczy, że był niewidoczny. Wręcz przeciwnie, był bardzo widoczny, tylko z jego aktywności nie wynikała odpowiednia jakość.
Dla porównania Karol Noiszewski po stronie Pogoni miał aż 94 kontakty z piłką, 2 kluczowe podania, 6 dośrodkowań, z czego 3 celne, i wygrał 6 z 11 pojedynków. To pokazuje, że po stronie rywali boczny sektor funkcjonował nieco lepiej pod względem dostarczania piłki.
Na drugiej stronie Krzysztof Kurowski zagrał tylko pierwszą połowę. Miał 28 kontaktów, 15 celnych podań na 20, czyli 75% skuteczności. Dołożył 2 dośrodkowania, z czego 1 celne, i 1 celną długą piłkę na 1 próbę. W pojedynkach wygrał 3 z 8. Jego mecz był spokojniejszy niż Rosiaka. Nie miał tylu strat, ale też nie był tak mocno obecny w ataku.
Po przerwie za Kurowskiego wszedł Marc Llinares. Hiszpan miał 25 kontaktów, podał celnie 14 razy na 18, czyli 78%, zanotował 1 niecelne dośrodkowanie i 2 niecelne długie piłki. W ofensywie miał 1 udany drybling na 1 próbę, a w defensywie 2 akcje obronne, w tym 1 blok strzału i 1 przechwyt. W pojedynkach wygrał 2 z 5. To był występ poprawny, ale bez mocnego przełomu. Llinares dał świeżość, ale nie zmienił jakości dośrodkowań ani liczby sytuacji.
Banaszak o krok od gola, Marjanac o krok za wcześnie
W ataku najwięcej konkretu dał Przemysław Banaszak. To on miał najwyższe xG w Śląsku: 0,31. Oddał 1 celny strzał, dołożył 1 próbę zablokowaną i był najczęściej faulowanym zawodnikiem WKS-u, bo rywale zatrzymywali go nieprzepisowo 4 razy. Wygrał 6 z 15 pojedynków, w tym 3 z 5 w powietrzu. To pokazuje, że był ważnym punktem odniesienia przy dłuższych zagraniach i walce o drugą piłkę.
Jednocześnie Banaszak miał tylko 28 kontaktów z piłką i 8 celnych podań na 13, czyli 62% skuteczności. To nie jest zaskoczenie przy napastniku, który gra tyłem do bramki, walczy z obrońcami i często dostaje trudne podania. Ale pokazuje, że Śląsk nie umiał wystarczająco często uruchamiać go w komfortowych sytuacjach. Banaszak był groźny wtedy, kiedy dostał piłkę bliżej bramki, ale takich momentów było za mało.
Luka Marjanac miał w tym spotkaniu więcej problemów. Zanotował 25 kontaktów, 9 celnych podań na 13, czyli 69%, i nie oddał celnego strzału. Nie miał też wyraźnej sytuacji o wysokim xG. W pojedynkach wygrał 3 z 10, a do tego aż 3 razy był na spalonym. Przy meczu, w którym Śląsk miał niewiele okazji, każdy spalony przerywa potencjalnie groźną akcję. Marjanac był faulowany 2 razy, sam popełnił 3 faule, ale w polu karnym nie dał tyle, ile dawał Banaszak.
Jego liczby pokazują, że miał problem z timingiem i z utrzymaniem się w akcji. Przy napastniku grającym na granicy linii obrony spalone są normalne, ale trzy takie sytuacje przy tak małej liczbie ataków Śląska ważą więcej niż w meczu, w którym drużyna tworzy piętnaście okazji.
Rezerwowi ożywili grę, ale nie zmienili wyniku
Najbardziej dynamiczne wejście z ławki miał Adam Ciućka. Zagrał od 60. minuty i mimo tylko 16 kontaktów z piłką zdążył pokazać kilka ciekawych rzeczy. Oddał strzał o wartości 0,10 xG, który został zablokowany w 90. minucie. Miał też 3 udane dryblingi na 3 próby i wygrał 5 z 8 pojedynków. To są bardzo dobre liczby jak na pół godziny gry. Problemem była dokładność podań, bo Ciućka miał tylko 4 celne podania na 7, czyli 57%. Był więc zawodnikiem, który dał ruch, wejście w pojedynek i odwagę, ale nie zawsze kończył akcje dokładnym zagraniem.
Dorian Markowski pojawił się w 60. minucie za Samca-Talara. Miał 13 kontaktów z piłką, 8 celnych podań na 9, czyli 89%, oraz 1 udany drybling na 1 próbę. W pojedynkach wygrał 4 z 9, w tym 1/1 w powietrzu. Markowski nie oddał strzału, ale dobrze utrzymywał piłkę i nie notował wielu strat. Przy końcówce meczu mógł dać więcej obecności pod polem karnym, ale jako zmiennik nie obniżył poziomu organizacji.
Przemysław Mazan wszedł w 81. minucie za Marjanaca i miał mało czasu, ale jego liczby są ciekawe. Zanotował tylko 8 kontaktów z piłką, ale podał celnie 5 razy na 5 i miał 1 kluczowe podanie. Przy bezbramkowym wyniku taki detal mógł mieć znaczenie, choć zabrakło już czasu, żeby Mazan realnie mocniej wpłynął na obraz spotkania.
Co przemawiało za Śląskiem, a co hamowało akcje?
Największym paradoksem tego meczu jest to, że Śląsk miał mniej piłki, mniej strzałów i mniej rzutów rożnych, ale w kilku ważnych statystykach wyglądał rozsądnie. WKS miał wyższe xG, więcej strzałów celnych, więcej kontaktów w polu karnym rywala i lepszą skuteczność podań w tercji ataku. Nie był to więc mecz, w którym Śląsk został zdominowany i jedynie próbował przetrwać. Bardziej pasuje obraz spotkania, w którym gospodarze mieli swoje fragmenty przewagi, ale nie potrafili przekuć ich w naprawdę klarowną okazję.
Najbardziej bolały dośrodkowania. Śląsk wykonał ich 16, a celne były tylko 4. To daje 25% skuteczności. Przy grze z Banaszakiem, który wygrał 3 z 5 pojedynków powietrznych, lepsza jakość wrzutek mogła dać znacznie więcej. Rosiak dośrodkowywał aż 7 razy, ale tylko raz celnie. Kurowski miał 1 celne dośrodkowanie na 2 próby, Samiec-Talar 1/1, a Llinares 0/1. To pokazuje, że problem nie leżał w samej chęci grania bokiem, tylko w precyzji.
Drugi problem to spalone. Śląsk był łapany na ofsajdzie 5 razy, Pogoń tylko 2. Sam Marjanac miał 3 spalone, Banaszak 1, Llinares 1. Przy małej liczbie ataków taka statystyka zabiera rytm.
Trzeci element to brak większej liczby strzałów po dobrych wejściach w ostatnią tercję. Skoro Śląsk miał 47 celnych podań w tercji ataku i 20 kontaktów w polu karnym, powinien z tego wycisnąć więcej niż 7 strzałów. To jest najważniejszy wniosek ofensywny. Konstrukcja akcji nie była tragiczna, ale brakowało ostatniego ruchu: szybszego uderzenia, dokładniejszego podania albo lepszego ustawienia napastników.
