ANALIZA: Śląsk obudził się po przerwie, ale Korona zadała ostatni cios. Gdzie uciekł ten mecz?

ANALIZA: Śląsk obudził się po przerwie, ale Korona zadała ostatni cios. Gdzie uciekł ten mecz?

fot.:

Śląsk Wrocław przegrał z Koroną Kielce 1:2 po spotkaniu, które miało dwa zupełnie różne oblicza. Liczby pokazują fatalną pierwszą połowę, wyraźną reakcję po przerwie, świetny występ Karola Niemczyckiego oraz zmienników, którzy niemal odmienili losy meczu. Ostatecznie jednak Wojskowi zapłacili za brak jakości w obu polach karnych.



 

Dwa mecze w jednym. Przed przerwą Śląsk nie istniał pod bramką

Końcowe 57% posiadania piłki przez Śląsk może sugerować, że Wrocławianie przez większą część spotkania kontrolowali wydarzenia na boisku. W rzeczywistości jest to jedna z tych statystyk, które bez podziału na połowy potrafią mocno zafałszować obraz meczu.

Przez pierwsze 45 minut posiadanie było niemal równe, 51% do 49% dla gospodarzy. Problem polegał na tym, co oba zespoły robiły z piłką. Śląsk oddał zaledwie 2 strzały przy 8 próbach Korony, a współczynnik goli oczekiwanych wynosił wręcz alarmujące 0,06 do 1,06. Wojskowi nie stworzyli ani jednej dużej okazji, podczas gdy Kielczanie mieli jedną.

Jeszcze dobitniej wygląda jakość pozycji strzeleckich. Zaledwie jedno uderzenie Śląska przed przerwą zostało oddane z pola karnego. Korona zrobiła to pięciokrotnie. Wrocławianie potrafili przemieścić piłkę w okolice bramki rywala, zanotowali 31 wejść do strefy ataku przy 29 Korony, ale na ostatnich metrach niemal wszystko się rozpadało.

Była więc obecność na połowie przeciwnika, nie było zagrożenia.

Paradoksalnie Śląsk wykonał przed przerwą nawet więcej podań, 235 wobec 228, ale rywal miał więcej celnych zagrań, 196 do 192. Gospodarze mieli futbolówkę, lecz zbyt często przesuwali ją bez realnego przyspieszenia. Korona była znacznie bardziej konkretna.

Po przerwie proporcje zmieniły się radykalnie. Śląsk miał już 64% posiadania, wykonał 262 podania przy zaledwie 149 Korony i zanotował aż 42 wejścia do strefy ataku, dwukrotnie więcej od przeciwnika. Strzały rozłożyły się po 9, podobnie jak celne uderzenia, po 4.

Wojskowi rzeczywiście zepchnęli rywala niżej. Nie oznaczało to jednak, że całkowicie przejęli kontrolę nad zagrożeniem. xG drugiej połowy wyniosło 1,23 dla Śląska i 1,47 dla Korony. Wrocławianie grali wyżej, częściej i odważniej, ale Kielczanie nadal potrafili dochodzić do sytuacji o bardzo wysokiej wartości.

To prowadzi do jednej z najważniejszych statystyk całego spotkania. Śląsk zanotował aż 73 wejścia do strefy ataku przy 50 Korony, a mimo to miał tylko 25 kontaktów z piłką w polu karnym rywala przy 29 Kielczan. Wojskowi znacznie częściej docierali w pobliże szesnastki, lecz przeciwnik lepiej przedostawał się już do jej wnętrza.

Podobnie wyglądało to przy dośrodkowaniach. Spośród 26 prób Śląska celnych było tylko 6. Duża część przewagi terytorialnej kończyła się więc bez konkretu.

W całym spotkaniu Korona wygrała rywalizację strzelecką 17:11 i przede wszystkim zdecydowanie zwyciężyła pod względem xG - 2,54 do 1,29. Jeszcze mocniej przemawia xGOT, czyli jakość strzałów, które rzeczywiście leciały w światło bramki: 3,68 do 1,90 dla gości.

Śląsk miał więcej piłki. Korona miała lepsze sytuacje.

Trzy bramki, trzy różne problemy

Gol na 0:1 zaczął się od dośrodkowania Wiktora Długosza. Lamine Ba próbował oddalić zagrożenie, ale wybił piłkę wprost pod nogi Mariusza Stępińskiego. Napastnik Korony uderzył natychmiast, a futbolówka po drodze odbiła się jeszcze od Ba i Jehora Macenki. Rykoszety całkowicie zmieniły jej tor lotu i pozbawiły Karola Niemczyckiego możliwości skutecznej reakcji.

To była sytuacja, w której liczba obrońców w polu karnym nie przełożyła się na kontrolę sytuacji. Ba wykonał w całym spotkaniu aż 11 wybić, najwięcej w Śląsku, ale jedno nieudane okazało się wyjątkowo kosztowne.

Bramka wyrównująca była przeciwieństwem pierwszego gola. Zamiast chaosu w defensywie zobaczyliśmy akcję dwóch piłkarzy, którzy potrafili stworzyć przewagę indywidualną. Adam Ciućka ruszył lewą stroną, minął rywali i dograł do Malaly'ego Dembelego. Francuz zakończył akcję prawą nogą. Sam strzał miał tylko 0,20 xG, ale jego xGOT wyniosło aż 0,88, Dembele zrobił więc bardzo dużo samą jakością wykończenia.

Najbardziej bolesna była jednak akcja z doliczonego czasu. Kamil Jakubczyk przedarł się w pole karne Śląska, minął kolejnych przeciwników i wyłożył piłkę Simonowi Gustafsonowi. Szwed miał przed sobą praktycznie pustą bramkę i przesądził o wyniku.

Nieprzypadkowo właśnie Jakubczyk odegrał w tej sytuacji kluczową rolę. Zawodnik Korony wygrał w całym meczu 14 z 16 pojedynków. Był niemal nie do zatrzymania w kontakcie z przeciwnikiem, a przy zwycięskim golu przełożył tę przewagę bezpośrednio na wynik.

Niemczycki zrobił więcej, niż wymagały od niego liczby

Karol Niemczycki zakończył spotkanie z 5 interwencjami. Znacznie ważniejszy jest jednak wskaźnik powstrzymanych goli, który wyniósł aż +1,68. Dla porównania Xavier Dziekoński zanotował po drugiej stronie +0,90.

To bardzo mocny wynik, dodatkowo poparty dwiema kluczowymi interwencjami. Najbardziej efektowna przyszła w końcówce, gdy po zgraniu Daniela Bąka z bliska uderzał Morgan Fassbender. Niemczycki uratował wtedy Śląsk przed wynikiem 0:2, a chwilę później Wojskowi doprowadzili do wyrównania.

Przy obu straconych bramkach trudno obarczać go większą odpowiedzialnością. Pierwszy gol był efektem dwóch rykoszetów, przy drugim bramkarz został wystawiony na sytuację praktycznie bez wyjścia.

Znacznie słabiej wyglądało rozegranie nogami. Z 37 podań Niemczyckiego celnych było 21, czyli 57%, a bramkarz zanotował aż 16 strat posiadania. Trzeba jednak uwzględnić, że wiele jego zagrań miało charakter bezpośredni i było konsekwencją problemów Śląska z wychodzeniem spod pressingu.

Dużo pracy, ale najważniejsze momenty przegrane

Alex Timossi Andersson nie miał wielkich liczb defensywnych, zanotował 2 działania obronne i wygrał 3 z 6 pojedynków, ale był znacznie ciekawszy przy piłce. Trafiły do partnerów 33 z jego 37 podań, a Szwed wykonał 2 kluczowe zagrania, tyle samo co Karol Linetty. Jego mapa pokazuje dużą aktywność przy prawej linii bocznej i próby napędzania akcji z głębi. To także na nim przewinienia dopuścił się Stępiński przed anulowanym golem Michaela Ameyawa.

Jehor Macenko pod względem pojedynków był najlepszym z podstawowych środkowych obrońców Śląska. Wygrał 4 z 5 starć, w tym wszystkie 3 pojedynki powietrzne. Dołożył 7 działań defensywnych, 5 wybić i 2 przechwyty. Z piłką było nieco mniej płynnie: 44 celne podania na 55 i 15 strat. Przy golu Stępińskiego miał ogromnego pecha, bo to właśnie od niego piłka odbiła się po raz ostatni przed wpadnięciem do siatki.

Lamine Ba rozegrał mecz pełen sprzeczności. Z jednej strony zanotował aż 13 działań defensywnych i 11 wybić, a więc był bardzo często zawodnikiem zamykającym akcje Korony. Do tego wykonał 52 celne podania na 59 prób. Z drugiej, wygrał tylko 3 z 6 pojedynków, a przede wszystkim jego nieudane wybicie bezpośrednio poprzedziło gola Stępińskiego. Można dobrze bronić przez wiele minut, ale na tej pozycji jeden błąd waży więcej niż kilka wcześniejszych skutecznych interwencji.

Mariusz Malec był najbardziej uporządkowanym elementem rozegrania. Miał najwięcej kontaktów z piłką spośród zawodników Śląska - 85 i trafił z 70 z 76 podań, czyli 92%. Dołożył 3 działania defensywne i wygrał 2 z 3 pojedynków. Nie był obrońcą najbardziej widocznym, ale właśnie przez niego można było spokojnie przesuwać ciężar gry. Problem polegał na tym, że takie bezpieczne posiadanie rzadko samo w sobie przyspieszało atak.

Znacznie gorzej statystycznie wypadł Marc Llinares. Miał 64 kontakty z piłką, ale celnych było tylko 26 z 38 podań - 68%. Zanotował 5 działań defensywnych, w tym 3 wybicia i 2 przechwyty, lecz wygrał jedynie 3 z 8 pojedynków. Do tego 20 razy tracił posiadanie, najczęściej spośród wszystkich piłkarzy Śląska. Zaliczył wprawdzie jedno kluczowe podanie, jednak bilans jego 69 minut był zdecydowanie zbyt nierówny.

Warto tu spojrzeć na drugą stronę boiska. Ariel Mosór i Slobodan Rubezic wygrali łącznie 16 z 22 pojedynków, podczas gdy podstawowi napastnicy Śląska, Dembele i Luka Marjanac, tylko 4 z 20. Korona zdecydowanie lepiej wygrywała fizyczną walkę w centrum boiska i pod własną bramką.

Linetty nadawał rytm, ale to Korona wygrała walkę w środku pola

Karol Linetty od razu po wejściu do podstawowego składu dostał opaskę kapitańską i był zawodnikiem, przez którego przechodziła duża część rozegrania. Zanotował 84 kontakty z piłką, a 54 z jego 61 podań dotarły do partnerów. Dołożył 2 kluczowe zagrania.

Mapa podań pokazuje jego obecność praktycznie na całej szerokości boiska. Linetty schodził po piłkę głęboko, ale potrafił również wprowadzać ją w wyższe sektory. Dobrym przykładem była akcja z 65. minuty, gdy ruszył z futbolówką i uruchomił Enissa Shabaniego, który znalazł się w dogodnej sytuacji.

Nie wszystko jednak wyglądało równie dobrze. Kapitan wygrał tylko 6 z 15 pojedynków i stracił piłkę 15 razy. Korona jako zespół zwyciężyła w 58% wszystkich starć, podczas gdy Śląsk zakończył mecz na 42%. Linetty był więc ważny dla struktury rozegrania, ale nie zmienił faktu, że Wojskowi przegrywali sporą część walki o drugie piłki.

Dobrze pokazuje to porównanie z Patrikiem Hellebrandem. Czech wykonał 68 celnych podań na 70 prób i wygrał 7 z 12 pojedynków. Jeszcze bardziej skrajny był Jakubczyk ze wspomnianymi 14 wygranymi starciami na 16.

Eniss Shabani był zdecydowanie bardziej bezpośredni. Oddał celny strzał o wartości 0,24 xG, wykonał jedno kluczowe podanie i wygrał 5 z 8 pojedynków. Jednocześnie trafiły do partnerów tylko 24 z jego 32 zagrań, a 13 razy tracił posiadanie. Był w stanie wejść z piłką w niebezpieczne sektory, ale brakowało mu regularności. Opuścił boisko w 69. minucie.

Grzegorz Tomasiewicz miał natomiast ogromny problem z zaznaczeniem swojej obecności. Przez całą pierwszą połowę zanotował tylko 22 kontakty z piłką. Wykonał 15 celnych podań na 18 i jedno kluczowe zagranie, ale wygrał zaledwie 2 z 6 pojedynków. Nie oddał strzału, a po przerwie już nie wrócił na murawę. Sama zmiana w przerwie była logiczną konsekwencją tego, jak mały wpływ na grę miał środek pola Śląska przed przerwą.

Dembele zrobił najważniejszą rzecz, choć liczby wcale go nie bronią

Malaly Dembele jest prawdopodobnie najciekawszym przypadkiem w tym spotkaniu. Gdyby usunąć z jego występu jedną akcję, statystyki napastnika wyglądałyby bardzo słabo.

Miał tylko 20 kontaktów z piłką. Z 6 podań celne były zaledwie 2. Wygrał 3 z 14 pojedynków, w tym tylko jeden z sześciu w powietrzu. Zanotował 13 strat.

A mimo tego zdobył gola.

Jego jedyny strzał był celny, miał 0,20 xG i aż 0,88 xGOT. Dembele wykonał więc najważniejszą rzecz, jakiej oczekuje się od napastnika, wykorzystał moment, który otrzymał. To również przypomnienie, że mecz zawodnika atakującego nie zawsze daje się opisać liczbą kontaktów czy skutecznością w pojedynkach.

Luka Marjanac był aktywny jeszcze mniej. Zanotował 21 kontaktów z piłką i oddał jeden celny strzał, już na początku spotkania, o wartości zaledwie 0,04 xG. Wygrał tylko 1 z 6 pojedynków, a w powietrzu nie zwyciężył w żadnym z dwóch starć. Przy podań wyglądał przyzwoicie, 9 z 11 było celnych, ale Śląsk potrzebował od niego przede wszystkim obecności bliżej bramki przeciwnika. Po 45 minutach zastąpił go Ieltsin Camoes.

Przy takiej skuteczności duetu napastników trudno dziwić się, że Śląsk zakończył pierwszą połowę z 0,06 xG. Dembele i Marjanac byli w niej w dużej mierze odcięci, a środkowi obrońcy Korony dominowali w pojedynkach.

Zmiany ożywiły Śląsk. Ciućka w kilkadziesiąt minut zrobił bardzo dużo

Dorian Markowski zastąpił Tomasiewicza i przede wszystkim uspokoił rozegranie. Miał 40 kontaktów z piłką, a z 28 podań pomylił się tylko raz. 27/28, czyli 96% skuteczności, to najlepszy wynik w zespole przy takiej liczbie prób. Wygrał 3 z 7 pojedynków. Nie stworzył sytuacji strzeleckiej i nie zanotował kluczowego podania, ale pomógł Śląskowi znacznie dłużej utrzymywać piłkę na połowie Korony.

Ieltsin Camoes również pojawił się od początku drugiej części. Oddał 2 strzały, oba niecelne, przy łącznym xG 0,08. Jeden z nich był główką po rzucie rożnym krótko po wejściu na boisko. Miał 23 kontakty, trafił z 13 z 18 podań i wygrał jeden z dwóch pojedynków. Był bardziej widoczny pod bramką niż Marjanac, choć żadna z jego prób nie była szczególnie dogodna.

Największy wpływ miał jednak Adam Ciućka. Wszedł dopiero w 69. minucie, a mimo to oddał 2 celne strzały, najwięcej spośród wszystkich zawodników Śląska. Jego łączne xG wyniosło 0,20. Dołożył jedno kluczowe podanie, 11 z 13 celnych zagrań i przede wszystkim asystę przy golu Dembele.

To właśnie jego wejście najbardziej zmieniło dynamikę ofensywy. Ciućka nie ograniczał się do podawania piłki dalej. Próbował wchodzić w pojedynek, atakować wolną przestrzeń i finalizować akcje. W 87. i 88. minucie dwukrotnie zmusił jeszcze Dziekońskiego do interwencji.

Jan Jurcec dostał nieco ponad 20 minut. Miał 21 kontaktów z piłką i zachował stuprocentową skuteczność podań, choć prób było tylko 6. Wygrał 2 z 4 pojedynków, zanotował jedno wybicie, ale aż 8 razy tracił posiadanie. Nie oddał strzału ani nie wykonał kluczowego podania. Było widać chęć gry do przodu, lecz w tak krótkim fragmencie trudno było mu mocniej wpłynąć na wydarzenia.

Przemysław Banaszak dostał najmniej czasu, ale znalazł się w sytuacji, która mogła całkowicie zmienić ocenę jego wejścia. W 84. minucie uderzał głową z bardzo dobrej pozycji. Próba miała aż 0,44 xG, ale minęła bramkę. Banaszak przez cały pobyt na boisku zaliczył tylko 8 kontaktów, oba jego podania były niecelne, a spośród 4 pojedynków wygrał jeden.

Właśnie ta jedna próba odpowiadała za ponad jedną trzecią całego xG Śląska w tym spotkaniu. Doskonały przykład tego, jak cienka bywa granica między dobrą zmianą, a wejściem, które pozostaje niemal niezauważone.

Plusy i minusy

Największym plusem była reakcja po przerwie. Z 51% posiadania Śląsk przeszedł na 64%, liczba wejść do strefy ataku wzrosła z 31 do 42, a liczba strzałów z 2 do 9. Zespół, który w pierwszej połowie praktycznie nie istniał ofensywnie, po zmianie stron potrafił zamknąć Koronę na jej połowie.

Drugim pozytywem byli zmiennicy. Markowski poprawił płynność rozegrania, Camoes dołożył obecność pod bramką, a Ciućka był jednym z najbardziej niebezpiecznych zawodników całego zespołu i zanotował asystę. Zmiany rzeczywiście odmieniły sposób gry.

Trzecim oczywistym plusem jest Niemczycki. 5 interwencji i +1,68 powstrzymanego gola to występ bramkarza, który dał drużynie szansę na punkt do ostatnich sekund.

Minus numer jeden to pierwsza połowa. 0,06 xG, 2 strzały i brak dogodnej okazji u siebie to zdecydowanie za mało. Śląsk oddał Koronie 45 minut, a później musiał zużywać ogrom energii na odrabianie strat.

Problemem pozostaje również przekładanie przewagi terytorialnej na realne zagrożenie. Wojskowi mieli 73 wejścia do strefy ataku i 497 podań, ale wykonali mniej kontaktów w polu karnym od przeciwnika. To nie był problem z dostarczeniem piłki na połowę Korony. Problem zaczynał się kilkanaście metrów dalej.

Do tego dochodzą pojedynki. Śląsk wygrał tylko 42% wszystkich starć, a jego podstawowi napastnicy zwyciężyli łącznie zaledwie w 4 z 20. Przy ustawieniu z dwójką z przodu oznaczało to ogromny kłopot z utrzymaniem piłki po bardziej bezpośrednich zagraniach.

Najbardziej bolesne pozostają jednak dwa momenty w obronie. Nieudane wybicie przy pierwszym golu i przegrana akcja Jakubczyka w doliczonym czasie sprawiły, że dobra reakcja po przerwie nie dała nawet punktu.

Śląsk znalazł odpowiedź

Wynik 1:2 nie oznacza, że Korona przez 90 minut dominowała nad Śląskiem. Nie oznacza też, że gospodarze byli zespołem lepszym i przegrali wyłącznie przez pecha.

Prawda znajduje się pomiędzy.

Korona zdecydowanie lepiej rozegrała pierwszą połowę, tworzyła groźniejsze sytuacje i przez cały mecz wygenerowała niemal dwukrotnie wyższe xG. Śląsk po przerwie zareagował, przejął piłkę, podniósł tempo i za sprawą zmienników doprowadził do wyrównania. Problem polegał na tym, że gdy Wojskowi wreszcie wypracowali sobie pozycję pozwalającą myśleć nawet o zwycięstwie, nie potrafili jej ochronić.

To być może najważniejszy wniosek z tego meczu. Śląsk pokazał, że potrafi zmienić jego przebieg. Ciućka pokazał, że z ławki można wejść i natychmiast dać jakość, Dembele wykorzystał swoją szansę, a Niemczycki długo utrzymywał drużynę w grze.

Ale Ekstraklasa nie nagradza za dobrą drugą połowę. Przy 1,29 do 2,54 w xG, 42% wygranych pojedynków i dwóch kosztownych momentach we własnym polu karnym trudno mówić wyłącznie o nieszczęściu.

Śląsk ten mecz niemal uratował. I właśnie dlatego gol z 90+3. minuty boli jeszcze bardziej.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.