ANALIZA: Śląsk bez pełnej kontroli, ale z planem na wynik

ANALIZA: Śląsk bez pełnej kontroli, ale z planem na wynik

fot.:

Śląsk Wrocław wygrał w Łęcznej bardzo pewnie, ale same liczby pokazują coś więcej niż tylko wysokie 4:0. Wojskowi nie musieli przez cały mecz trzymać piłki przy nodze, bo byli bardziej konkretni pod bramką i dużo lepiej wykorzystywali błędy rywala.



 

Liczby nie kłamią

Poniższa analiza powstała na podstawie danych z Sofascore. To one posłużyły do oceny gry Śląska Wrocław w wyjazdowym spotkaniu z Górnikiem Łęczna, zakończonym zwycięstwem WKS-u 4:0. Wynik otworzył z rzutu karnego Przemysław Banaszak, jeszcze przed przerwą trafił Krzysztof Kurowski, tuż po zmianie stron bramkę dołożył Jehor Macenko, a czwarty gol był trafieniem samobójczym Łukasza Budziłka.

Na pierwszy rzut oka może dziwić, że Górnik miał większe posiadanie piłki - 52% do 48%. Tyle że ten mecz bardzo dobrze pokazał, że samo posiadanie nie musi oznaczać przewagi. Śląsk oddał 17 strzałów przy 7 uderzeniach gospodarzy, a jeszcze większą różnicę widać przy celności. WKS trafił w światło bramki 7 razy, Górnik ani razu. Michał Szromnik zakończył spotkanie bez żadnej interwencji, za to Łukasz Budziłek musiał bronić 4 razy.

Jeszcze mocniej przemawia statystyka xG. Śląsk uzbierał 3,11 gola oczekiwanego, a Górnik 1,26. Wynik nie był przypadkowy, stały za nim konkretne działania. Trójkolorowi regularnie dochodzili do sytuacji i atakowali z miejsc, z których realnie można było zrobić krzywdę. Goście mieli 33 kontakty z piłką w polu karnym rywala, a gospodarze tylko 14. To jedna z najważniejszych różnic całego meczu.

WKS był też bardziej konkretny w budowaniu akcji. Śląsk wykonał 451 podań, z czego 382 były celne. Górnik miał 362 podania i 303 celne. Różnica nie jest tylko ilościowa. Wojskowi lepiej przenosili grę do przodu, o czym świadczy 43/59 celnych podań w ostatniej tercji boiska. Gospodarze mieli w tym sektorze 33/46. Procent był podobny, ale Śląsk robił to częściej, a więc częściej potrafił przedostać się pod pole karne.

Bardzo ważna była też jakość dryblingu. Śląsk wygrał 17 z 21 prób dryblingu, czyli aż 81%. Górnik miał 11/17, czyli 65%. To tłumaczy, dlaczego goście tak łatwo wchodzili w przestrzenie. Nie zawsze potrzebowali długiego rozegrania. Czasem wystarczył jeden wygrany pojedynek, jedno przyspieszenie, jedno minięcie rywala. I właśnie z takich małych przewag robiła się później duża przewaga na tablicy wyników.

Jeszcze bardziej wymowna z perspektywy Górnika jest inna statystyka. Gospodarze popełnili 8 błędów prowadzących do strzału, a Śląsk nie miał ani jednego takiego błędu. To mówi bardzo dużo o różnicy w spokoju, jakości i decyzyjności. WKS nie tylko tworzył sytuacje, ale też zmuszał przeciwnika do pomyłek. Górnik pod presją pękał. Śląsk przeciwnie, nawet jeśli nie miał idealnych fragmentów, nie dawał rywalowi prezentów.

Stabilność przyszła z defensywy

Szromnik nie miał spotkania z serii tych, po których bramkarz trafia na pierwsze strony. Dla Śląska to dobra informacja, bo brak celnych strzałów Górnika najlepiej pokazuje, jak szczelnie pracował blok przed nim. Szromnik nie zanotował żadnej obrony, ale dobrze widać, że jego rola polegała głównie na zachowaniu koncentracji i prostym wprowadzaniu piłki. Miał 10 kontaktów z piłką, podał celnie 7 razy na 9 prób, a przy dłuższych zagraniach trafił 3 razy na 5.

Największą postacią bloku obronnego był jednak Jehor Macenko. Ukrainiec strzelił gola, oddał jeden celny strzał, miał xG na poziomie 0,67, dołożył jeszcze jedno uderzenie niecelne, a do tego nie ograniczył się tylko do pracy w defensywie. Miał 54 kontakty z piłką i podał celnie 40 razy na 44 próby, co daje 91% skuteczności. Bardzo ważne były też jego 2 kluczowe podania i aż 4 celne dośrodkowania na 5 prób. Jak na obrońcę, to liczby bardziej przypominające wahadłowego lub rozgrywającego z boku boiska.

Macenko był kompletny także bez piłki. Wygrał 3 z 4 pojedynków, w tym 2 z 3 w powietrzu. Dołożył 4 działania defensywne, 1 wybicie, 1 zablokowany strzał i 2 przechwyty. To był występ pełen konkretów, a gol był tylko jego najmocniejszym akcentem. Zawodnik dawał drużynie dużo więcej: zabezpieczał tyły, uczestniczył w rozegraniu, dośrodkowywał, pojawiał się w polu karnym i podejmował decyzje bez paniki.

Krzysztof Kurowski także zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Strzelił gola, oddał 1 celny i 1 niecelny strzał, miał xG 0,25, a do tego wygrał 7 z 16 starć. Sama skuteczność nie wygląda perfekcyjnie, ale trzeba spojrzeć na kontekst. Kurowski często wchodził w kontakt z rywalem, głównie tam, gdzie Górnik próbował jeszcze znaleźć przestrzeń do ataku. Miał 50 kontaktów z piłką, 31/35 celnych podań i 1 celne dośrodkowanie. W obronie dołożył 7 działań defensywnych, 2 wybicia, 1 zablokowany strzał i 3 przechwyty. To był występ zawodnika, który był aktywny po obu stronach boiska.

Marko Dijaković nie miał tak efektownych liczb jak Macenko czy Kurowski, ale jego mecz był bardzo solidny. Zanotował 55 kontaktów z piłką i aż 46 celnych podań na 48 prób, czyli 96% skuteczności. To najlepszy wynik wśród podstawowych zawodników Śląska pod względem dokładności podań. Widać po tym, że Chorwat nie komplikował gry. Podejmował proste decyzje, czyli dokładnie to, czego WKS potrzebował przy wysokim prowadzeniu i rywalu szukającym błędów. W pojedynkach wygrał 4 z 9 starć, stracił piłkę tylko 2 razy i dołożył 1 wybicie. Miał też udział w ofensywie: oddał 1 strzał niecelny, 1 zablokowany i zanotował 2 udane dryblingi na 2 próby.

Statystycznie występ Mariusza Malca był bardziej niejednoznaczny. Cztery działania defensywne i cztery wybicia pokazują, że często kończył akcje rywala prostymi interwencjami. Słabiej wyglądały bezpośrednie starcia, bo nie wygrał żadnego z czterech pojedynków. Przy tak wysokim wyniku nie jest to liczba, która psuje cały obraz występu, ale pokazuje, że nie każdy element był idealny. Malec miał 34 kontakty z piłką i 25/30 celnych podań. Nie był głównym konstruktorem akcji, bardziej zabezpieczał tyły i starał się nie otwierać Górnikowi drogi do bramki.

Michał Rosiak był jednym z tych zawodników, którzy mieli dużo pracy fizycznej. Zanotował 53 kontakty z piłką, podał celnie 32 razy na 40 prób, a w pojedynkach wygrał 7 z 16 starć. Bardzo dobrze wyglądał w powietrzu, gdzie wygrał 3 z 4 pojedynków. Dołożył 5 działań defensywnych i 5 wybić. Minusem było 16 strat posiadania, czyli jeden z najwyższych wyników w zespole. Trzeba jednak pamiętać, że na boku boiska, zwłaszcza podczas wyprowadzania piłki pod presją, takie straty zdarzają się częściej. Rosiak dawał Śląskowi energię i walkę, ale w rozegraniu zdarzały mu się mniej spokojne momenty.

Środek pola ustawił mecz

Michał Mokrzycki był jednym z najważniejszych piłkarzy Śląska, choć niekoniecznie w sposób, który od razu widać w skrócie meczu. Miał aż 93 kontakty z piłką, najwięcej w drużynie. To właśnie przez niego najczęściej przechodziła gra WKS-u. Mokrzycki wykonał 76 podań, z czego 60 było celnych. Skuteczność 79% nie jest najwyższa, ale przy takiej liczbie kontaktów i przy próbach grania do przodu nie wygląda to źle. Ważne jest też to, że wygrał 7 z 10 pojedynków, wszystkie po ziemi. To bardzo mocny wynik.

Mokrzycki nie był klasycznym kreatorem ostatniego podania, bo nie zanotował kluczowego zagrania. Jego rola była inna. Miał utrzymywać rytm, zbierać piłki, wchodzić w kontakt i pomagać zespołowi przechodzić z obrony do ataku. Oddał 1 celny i 1 niecelny strzał, przy xG 0,07. To nie były sytuacje wysokiej jakości, ale pokazywały, że potrafił też pojawić się wyżej. W porównaniu z Adamem Deją widać przewagę wpływu Mokrzyckiego. Zawodnik Górnika miał 58 kontaktów z piłką, a więc znacznie mniej niż pomocnik Śląska. Deja podał celnie 37 razy na 41 prób, ale nie miał takiego ciężaru gry jak Mokrzycki.

Piotr Samiec-Talar był bardzo aktywny i dawał zespołowi impuls godny kapitana. Miał 89 kontaktów z piłką, 52/62 celnych podań, 3 kluczowe zagrania, 2 celne dośrodkowania na 3 próby i 3 celne długie piłki na 3 próby. To był jeden z głównych motorów ofensywnych Śląska. W tej roli wyróżniał się szczególnie, bo nikt w zespole nie stworzył kolegom tylu okazji po podaniu. Samiec-Talar często brał odpowiedzialność na siebie, dlatego miał też 15 strat. Nie musi to jednak obciążać jego oceny. Zawodnik grający w ten sposób częściej podejmuje ryzyko, a wraz z nim rośnie też liczba strat.

Kapitan Śląska bardzo dobrze wyglądał też w pojedynkach. Wygrał 10 z 19 starć, a wszystkie były pojedynkami po ziemi. Do tego miał 3 udane dryblingi na 4 próby. To istotna statystyka, bo pokazuje, że Samiec-Talar nie ograniczał się do rozgrywania. Potrafił też samodzielnie napędzać akcje i przesuwać ciężar gry wyżej. Przy xG na poziomie 0,02 i jednym niecelnym strzale nie był przede wszystkim od wykańczania, ale od tworzenia przewagi.

Jorge Yriarte miał mniej widoczny występ, ale jego rola też była potrzebna. Zanotował 42 kontakty z piłką, podał celnie 28 razy na 32 próby i utrzymał dobrą skuteczność podań na poziomie 88%. Nie miał kluczowego podania, ale oddał 1 niecelny strzał i zebrał xG 0,10. Gorzej wyglądały pojedynki, wygrał tylko 2 z 11. Szczególnie trudno było mu w powietrzu, gdzie wygrał 1 z 7 starć. Z drugiej strony miał 4 działania defensywne, 2 wybicia i 2 przechwyty. To był występ oparty bardziej na pracy dla zespołu niż na błysku z piłką przy nodze.

Po przerwie na boisku pojawił się Oskar Wojtczak. Miał 14 kontaktów z piłką i 12/14 celnych podań. W rozegraniu był więc dokładny, ale w bezpośrednich starciach nie zdołał wygrać żadnego z siedmiu pojedynków. To wyraźny minus, choć trzeba pamiętać, że wszedł przy korzystnym wyniku, gdy mecz miał już inny charakter. Jego zadaniem było raczej domknięcie przestrzeni i niepozwolenie Górnikowi na złapanie rytmu niż kreowanie kolejnych sytuacji.

Adam Ciućka zagrał krótko, ale zdążył pokazać się w pojedynkach. Miał 7 kontaktów, 3/5 celnych podań, wygrał 2 z 3 starć i zanotował 1 udany drybling. To krótki fragment, jednak z pozytywnym akcentem. Przy wyniku 4:0 takie wejścia są ważne, bo pozwalają utrzymać energię i nie oddać końcówki rywalowi.

Atak był bezlitosny

Przemysław Banaszak zrobił to, czego oczekuje się od napastnika. Strzelił gola z rzutu karnego, oddał 2 celne strzały i miał najwyższe xG w zespole – 1,21. To pokazuje, że był najbliżej bramki i najczęściej kończył akcje z dobrych miejsc. Dołożył jeszcze 1 strzał niecelny. Nie uczestniczył w grze przez cały czas, ale nie musiał. Od niego oczekiwano przede wszystkim obecności w polu karnym i finalizacji. Pod tym względem spełnił zadanie.

Banaszak podał celnie 15 razy na 17 prób, więc przy piłce był dokładny. Gorzej wyglądały pojedynki: wygrał 3 z 10, a w powietrzu nie wygrał żadnego z 2 starć. Do tego stracił posiadanie 11 razy i popełnił 2 faule. Widać, że gra tyłem do bramki i walka z defensorami nie zawsze układały się po jego myśli. Najważniejsze jednak, że w polu karnym był konkretny. W porównaniu z napastnikami Górnika wyglądał dużo groźniej. Branislav Spacil miał xG 0,19 i nie oddał celnego strzału, a Banaszak miał xG 1,21 i dwa uderzenia w światło bramki.

Luka Marjanac był bardziej łącznikiem niż strzelcem. Nie oddał strzału, ale miał 25 kontaktów z piłką, 13/17 celnych podań, 2 kluczowe podania i 1 celne dośrodkowanie. To bardzo wartościowy zestaw jak na zawodnika ofensywnego, który nie grał pełnego meczu. Marjanac wygrał 4 z 11 pojedynków i miał 1 udany drybling. Nie był tak widoczny w polu karnym jak Banaszak, ale pomagał przesuwać akcje, łączył grę i szukał ostatniego podania.

Bardzo dobrze po wejściu z ławki pokazał się Timotej Jambor. Pojawił się na boisku w 61. minucie, a mimo to zdążył zanotować 18 kontaktów z piłką, 8 celnych podań na 9 prób, jeden celny strzał i xG na poziomie 0,60. To naprawdę solidny dorobek rezerwowego. Tak wysokie xG mówi sporo: Jambor potrafił znaleźć się w bardzo groźnej sytuacji. Dołożył do tego jeden udany drybling, a choć w pojedynkach wygrał tylko 1 z 4 starć, z przodu był widoczny i konkretny.

Krótsze wejścia zaliczyli Antoni Klimek i Dorian Markowski. Pierwszy miał 9 kontaktów z piłką, 5/7 celnych podań i jedno dokładne dośrodkowanie, drugi zanotował 6 kontaktów oraz 5/6 celnych zagrań. Nie były to zmiany, które mocno wpłynęły na obraz meczu, ale obaj pomogli spokojnie domknąć końcówkę.

Dojrzałość była największą siłą Śląska

Śląsk nie musiał dominować w każdej rubryce, żeby kontrolować to, co najważniejsze. Górnik częściej miał piłkę, ale nie potrafił zamienić tego na realne zagrożenie. WKS był odwrotnością gospodarzy: nie zawsze efektowny w posiadaniu, za to bardzo konkretny tam, gdzie rozstrzygał się wynik.

WKS był konkretny, cierpliwy i skuteczny. Strzelał częściej, strzelał celniej i atakował z lepszych pozycji. Bardzo dobrze wyglądała prawa i lewa strona obrony, bo Macenko i Kurowski dali gole, dośrodkowania, przechwyty i aktywność w pojedynkach. Środek pola miał swój rytm dzięki Mokrzyckiemu, a Samiec-Talar dawał jakość w ostatniej tercji. Z przodu Banaszak zrobił swoje, a Marjanac i Jambor dołożyli ważne elementy w kreowaniu sytuacji.

Największym plusem jest jednak równowaga. Śląsk wygrał wysoko, ale nie był to mecz tylko ofensywny. Zero celnych strzałów Górnika i zero błędów prowadzących do strzału po stronie WKS-u to dowód dużej dojrzałości. Trójkolorowi potrafili wykorzystać słabości rywala, ale sami nie oddali mu nic za darmo. Przy wyniku 4:0 łatwo zachwycić się bramkami. Statystyki pokazują jednak, że za tym zwycięstwem stało coś więcej: dobra organizacja, jakość indywidualna i bardzo wysoka skuteczność w najważniejszych momentach.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.