ANALIZA: Śląsk miał kontrolę, ale musiał gonić wynik. Co mówi remis z ŁKS-em?

ANALIZA: Śląsk miał kontrolę, ale musiał gonić wynik. Co mówi remis z ŁKS-em?

fot.:

Śląsk Wrocław zremisował z ŁKS-em Łódź 2:2 w meczu, który statystycznie był bardziej złożony, niż pokazuje sam wynik. Dane SofaScore pokazują spotkanie, w którym Wojskowi dłużej byli przy piłce, częściej grali w polu karnym rywala, ale za dużo kosztowały ich błędy i chwile słabości.



 

Remis w liczbach

Ten mecz wyraźnie pokazuje, że większe posiadanie piłki nie zawsze przekłada się na pełną kontrolę i spokój w grze. Śląsk miał 59% posiadania piłki, wykonał 445 podań przy 308 podaniach ŁKS-ui miał wyraźnie więcej dokładnych podań, bo 381 do 240. To statystyki zespołu, który dążył do kontrolowania gry i przez długie okresy potrafił skutecznie spychać rywala do defensywy. Problem polegał jednak na tym, że sama kontrola piłki nie przełożyła się na dużą przewagę w jakości okazji. Współczynnik xG wyniósł tylko 1,16 do 1,13 dla Śląska, więc pod tym względem spotkanie było niemal równe.

Wojskowi oddali 11 strzałów, ŁKS 14. Śląsk miał za to więcej uderzeń celnych, bo 6 do 5, a także więcej prób z pola karnego: 10 do 8. To istotne, ponieważ pokazuje, że gospodarze nie bazowali wyłącznie na uderzeniach z dalszej odległości. Wchodzili blisko bramki, mieli 22 kontakty w polu karnym rywala, podczas gdy ŁKS miał ich 14. Mimo tego łodzianie potrafili być groźni. Mieli więcej rzutów rożnych, bo aż 7 przy 2 Śląska, i wykonali 4 podania prostopadłe, podczas gdy Śląsk tylko 1.

Bardzo ciekawie wygląda też gra w ostatniej tercji boiska. Śląsk miał tam 49 celnych podań na 59 prób, czyli 83% skuteczności. ŁKS miał 33 celne podania na 48, czyli 69%. To wyraźna dysproporcja. Wojskowi umieli przedostawać się w rejony boiska, w których zwykle ważą się losy spotkania. Brakowało jednak większej liczby podań otwierających i ostatnich decyzji, które dałyby więcej niż minimalną przewagę w xG. Śląsk grał bliżej bramki ŁKS-u, ale nie zawsze umiał zamienić tę obecność na dogodne sytuacje.

Defensywa pod presją

Najbardziej symboliczną postacią meczu był Jehor Macenko. Jego występ był pełen kontrastów: pecha, odpowiedzialności, jakości w rozegraniu i konkretnej reakcji w polu karnym rywala. W 61. minucie zanotował samobójcze trafienie, po którym Śląsk przegrywał 0:2. Siedem minut później zdobył bramkę na 2:2 po podaniu Piotra Samca-Talara. Był przy dwóch ważnych momentach, ale przede wszystkim po złej chwili nie odsunął się od odpowiedzialności.

Macenko oddał 2 celne strzały, miał 0,33 xG, dołożył 2 strzały niecelne, wygrał 10 z 16 pojedynków, w tym 6 z 8 w powietrzu, a przy piłce był bardzo pewny: 50 celnych podań na 52, czyli 96% skuteczności. Do tego miał 5 celnych długich podań na 5 prób. Nie był to więc wyłącznie obrońca od prostych interwencji, ale zawodnik, przez którego można było rozpoczynać akcje, przenosić grę i utrzymywać jej tempo. W obronie zaliczył 3 działania defensywne, 2 wybicia i 1 zablokowany strzał. Gdy porównamy go z Mateuszem Wysokińskim z ŁKS-u, który miał aż 11 działań defensywnych i 8 przechwytów, widać różnicę ról. Wysokiński był mocno obciążony bronieniem, Macenko miał większy udział w budowaniu gry i jednocześnie potrafił wejść w pole karne rywala.

Lamine Ba nie rzucał się tak mocno w oczy, jednak jego liczby są istotne przy ocenie gry obronnej zespołu. Miał 53 kontakty z piłką, wykonał 40 celnych podań na 49, dołożył 6 działań defensywnych i 4 przechwyty. Przechwyty dobrze oddają jego sposób bronienia: Ba czytał sytuacje, przesuwał się we właściwe miejsca i nie pozwalał ŁKS-owi swobodnie przechodzić przez centralne sektory boiska. W pojedynkach wygrał 5 z 9, więc był po prostu solidny. Nie był najlepszym zawodnikiem Śląska, ale bez jego pracy mecz mógł być jeszcze bardziej otwarty.

Mariusz Malec wyróżnił się w innym aspekcie gry. Miał 62 kontakty, 46 celnych podań na 53, ale przede wszystkim zanotował 2 kluczowe podania i 2 zablokowane strzały. Jak na obrońcę, to bardzo ciekawy zestaw. Z jednej strony pomagał w rozegraniu i potrafił znaleźć podaniem kolegę wyżej, z drugiej strony ratował zespół we własnym polu karnym. W pojedynkach wyglądał dobrze: 5 wygranych na 8, w powietrzu 3 na 3. Ma to znaczenie, ponieważ ŁKS momentami szukał prostszej, szybszej drogi do ataku. W takich sytuacjach Malec pełnił rolę zawodnika od pierwszego starcia i zabezpieczenia tyłów.

Michał Szromnik zakończył mecz z 4 interwencjami, w tym 3 po strzałach z pola karnego. Te liczby pokazują, że przewaga Śląska przy piłce nie oznaczała spokojnego meczu dla bramkarza. Dla porównania Łukasz Bomba także miał 4 interwencje, ale Szromnik zanotował 2 udane wyjścia do wysokich piłek, a bramkarz ŁKS-u 1. Przy nazwisku Szromnika trzeba jednak odnotować błąd prowadzący do strzału. To zaburza jednoznacznie pozytywną ocenę, bo obok ważnych interwencji pojawił się też moment, który mógł kosztować Śląsk znacznie więcej.

Wahadła dały impuls po przerwie

Krzysztof Kurowski był jednym z tych piłkarzy, którzy realnie popchnęli Śląsk do comebacku. Jego gol w 63. minucie był momentem przełomowym, bo po trafieniu samobójczym Macenki mecz mógł się Śląskowi całkowicie wymknąć. Kurowski miał 2 celne strzały, 0,54 xG, czyli najwyższą wartość po stronie Wojskowych, a do tego 70 kontaktów z piłką i 41 celnych podań na 46.

W defensywie Kurowski miał 9 działań defensywnych, 3 wybicia, 3 przechwyty i 2 wygrane odbiory. To dowód, że nie był widoczny tylko przy bramce. Regularnie pracował w ofensywie i defensywie, a jego zaangażowanie miało znaczenie w momencie, gdy Śląsk musiał wracać z 0:2. W pojedynkach wygrał tylko 5 z 14, więc nie wszystko było idealne, ale przy tak dużej liczbie kontaktów i zadań można było zaakceptować pewne straty. Najważniejsze, że Kurowski dawał konkret. Przy dużej liczbie podań Śląska i jednoczesnym braku regularnej ostrości pod bramką, jego wejścia w pole karne i próby strzałów mocno się wyróżniały.

Michał Rosiak miał tego dnia więcej problemów. Zagrał tylko do przerwy, a jego liczby nie bronią go tak mocno jak Kurowskiego. Miał 23 kontakty, 18 celnych podań na 23, żadnego kluczowego podania, jedną niecelną wrzutkę i 0 wygranych pojedynków na 3. Stracił piłkę 5 razy. Nie był jedynym powodem słabszej pierwszej połowy Śląska, ale jego zejście po przerwie dało się logicznie uzasadnić. Przy takim wyniku potrzebne były większa energia, ruch i jakość pod bramką rywala.

Marc Llinares po wejściu wniósł więcej konkretu w grze z piłką. Miał 28 kontaktów, 16 celnych podań na 23, dołożył 3 dośrodkowania, z czego 1 celne, oraz oddał próbę strzału z xG 0,07 w doliczonym czasie gry, która została zablokowana. W obronie miał 3 działania defensywne, 2 wybicia, 1 przechwyt i 1 wygrany odbiór. Choć tracił piłkę 6 razy, jego wejście miało wartość, bo wprowadził do gry Śląska więcej mobilności i większą chęć szukania podań w szesnastkę.

Dorian Markowski, który wszedł za Oskara Wojtczaka, miał bardzo ciekawy profil statystyczny. Z jednej strony zagrał idealnie w podaniach: 18 celnych na 18. Z drugiej strony nie wygrał tylu pojedynków, ile można by oczekiwać od zawodnika wchodzącego do tak intensywnego meczu: 3 wygrane na 11. Markowski nie był jednak od razu głównym kreatorem. Jego rola polegała bardziej na uporządkowaniu gry po przerwie. Przy wyniku 0:1, a potem 0:2, taka dokładność podań była potrzebna, bo Śląsk nie mógł już dokładać chaosu do trudnego wyniku.

Oskar Wojtczak przed zmianą miał 16 kontaktów, 8 celnych podań na 12, bez kluczowego podania i bez większego wpływu na atak. W defensywie jego liczby były lepsze: 5 działań defensywnych, 3 przechwyty i 1 wygrany odbiór. To pokazuje, że nie był bierny bez piłki, ale Śląsk po pierwszej połowie potrzebował od tej pozycji czegoś więcej w grze do przodu. Zmiana nie była więc karą za kompletny brak pracy, tylko próbą zwiększenia jakości i płynności.

Samiec-Talar jako centrum gry

Piotr Samiec-Talar był najważniejszym piłkarzem Śląska w kreacji. Najmocniej zapisał się asystą przy bramce Macenki, jednak jego wpływ na grę nie ograniczał się do jednego podania. Miał 80 kontaktów z piłką, najwięcej w zespole, wykonał 44 celne podania na 53, dołożył aż 4 kluczowe podania i 5 dryblingów, z czego 3 udane. Te dane dobrze pokazują piłkarza, który nie jest biernym uczestnikiem akcji, tylko jednym z tych, którzy je budują.

W pojedynkach Samiec-Talar też był bardzo mocno zaangażowany. Stoczył ich 25, wygrał 11, a na ziemi wygrał 10 z 21. To ogromna liczba kontaktowych sytuacji. Kapitan Śląska często brał na siebie ciężar gry, co miało dwie strony. Budował przewagę, ale też tracił piłkę 14 razy. W takiej roli jest to jednak do pewnego stopnia naturalne. Piłkarz, który drybluje, zagrywa trudniejsze piłki i szuka podań kluczowych, zawsze będzie miał większe ryzyko strat niż zawodnik grający prościej. Najważniejsze, że z jego aktywności wyniknęła bramka na 2:2.

W przypadku Jorge Yriarte akcenty rozłożyły się inaczej. Przy piłce wyglądał spokojnie: 70 kontaktów, 54 celne podania na 63, czyli 86% skuteczności. To dobry wynik dla środkowego pomocnika, który musiał utrzymywać tempo gry. Problemem były jednak pojedynki. Przy piłce był potrzebny, ale w defensywnych detalach brakowało mu stabilności. Tylko 2 wygrane pojedynki z 10 i błąd prowadzący do strzału sprawiają, że jego występ zostawia mieszane odczucia.

Luka Marjanac był aktywny, ale jego liczby pokazują też, dlaczego Śląsk miał problem z przełożeniem przewagi na wyraźniejszą liczbę okazji. Oddał 1 celny strzał, miał 0,08 xG, wykonał 2 udane dryblingi na 2 próby, ale w pojedynkach wygrał tylko 5 z 18. Był faulowany 3 razy, sam faulował 2 razy i raz znalazł się na spalonym. Było w tym występie dużo ambicji, ale mniej skuteczności. Marjanac umiał wykorzystać piłkę, gdy ją miał, jednak zbyt często nie wytrzymywał starć fizycznych albo gubił akcję przed jej zakończeniem.

Napastnicy bez strzałów

Przemysław Banaszak jest dobrym przykładem piłkarza, którego występ trudno ocenić tylko przez liczby ofensywne. Nie oddał strzału, nie miał xG i nie zanotował kluczowego podania. Jak na napastnika, to dość surowy obraz. Jednocześnie miał 25 kontaktów z piłką, wykonał 14 celnych podań na 14, a w pojedynkach wygrał 8 z 17. To pokazuje, że nie był całkowicie poza grą. Pełnił rolę punktu odniesienia, pomagał utrzymać piłkę i dobrze radził sobie z prostymi zagraniami.

Problem polega na tym, że przy takiej przewadze Śląska w posiadaniu i przy 22 kontaktach drużyny w polu karnym ŁKS-u napastnik powinien dostać więcej materiału do strzału. Dla porównania Fabian Piasecki z ŁKS-u miał 3 celne strzały, 0,49 xGi 25 pojedynków, z których wygrał 10. Piasecki był dużo bardziej bezpośrednim zagrożeniem. Banaszak był użyteczny dla zespołu, ale nie był tym, który regularnie kończył akcje. To jedna z najważniejszych różnic między drużynami. ŁKS, mimo mniejszego posiadania, potrafił lepiej uruchomić swojego napastnika w polu karnym.

Timotej Jambor wszedł w 80. minucie za Marjanaca i miał za mało czasu, by mocno zmienić obraz spotkania. Zanotował 11 kontaktów, 8 celnych podań na 9, nie oddał strzału i przegrał jedyny pojedynek. Jego wejście było próbą odświeżenia przodu, ale końcówka meczu nie dała mu wielu sytuacji. W takich zmianach często liczy się jeden kontakt, jedno zgranie, jeden ruch w polu karnym. Tym razem tego nie było.

Co ten mecz mówi o Śląsku?

Największy plus jest oczywisty: Śląsk wrócił z 0:2 na 2:2 w siedem minut. Po samobójczym trafieniu Macenki wielu drużynom taki mecz mógłby się rozsypać. Wojskowi zareagowali jednak szybko. Najpierw Kurowski zdobył bramkę kontaktową, a chwilę później Macenko zamknął własną historię trafieniem na remis po podaniu Samca-Talara. To mówi dużo o mentalności zespołu. Nie da się tego łatwo zamknąć w jednej statystyce, ale reakcja po ciosie była jednym z najważniejszych elementów tego spotkania.

Największy minus również jest dość czytelny. Śląsk miał przewagę w organizacji gry, ale nie do końca kontrolował zagrożenie pod własną bramką. Dwa błędy prowadzące do strzału, 7 rzutów rożnych ŁKS-ui niemal równe xG przy wyraźnej różnicy w posiadaniu piłki to sygnały, których nie można zignorować. Wojskowi potrafili budować akcje i wchodzić w ostatnią tercję, ale nie zawsze przekładało się to na sytuacje wysokiej jakości, a rywal mimo przewagi Śląska i tak oddał 14 strzałów.

Indywidualnie najwięcej dobrego dali Macenko, Kurowski i Samiec-Talar. Po pechowym momencie Macenko nie zniknął z meczu, tylko odpowiedział golem i pewnością w rozegraniu. Kurowski dał gola, energię i duży wkład w defensywę. Samiec-Talar był głównym źródłem kreacji i jednym z niewielu zawodników, którzy regularnie brali na siebie ryzyko. W tle warto docenić też Malca za bloki i kluczowe podania oraz Ba za przechwyty i stabilność.

Ten remis zostawia trochę mieszany obraz. Statystyki nie obciążają Śląska, ale też nie pozwalają przejść obok meczu bez pytań. Pokazują zespół, który umie grać piłką, dochodzić pod bramkę i reagować na problemy, lecz nadal potrzebuje większej skuteczności w zamienianiu przewagi na konkret.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.