Ciuciubabka (FELIETON)
fot.: Paweł Kot
Los z jednymi gra w pokera, a ze Śląskiem bawi się w tytułową zabawę. Klub właśnie jest na etapie, gdy na oczy nałożono chustę i zakręcono "Ciuciubabką", pytanie tylko, czy złapie on równowagę, czy chwiejny ligowy krok zakończy się osunięciem do strefy spadkowej.
Przez lata gry w grupie spadkowej zastanawiałem się, jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie wrocławski klub. To jedyny powód, dla którego przeniosłem się tu z okolic Bolesławca. W czasach szkoły nakręcały mnie sukcesy WKS-u oraz myśli o ewentualnej pracy dziennikarskiej, a po niektórych meczach derbowych cierpliwości uczyły przechwałki kumpli. Ale to był też powód, że studiując, miesiącami chodziłem sfrustrowany, bo sukcesem było miejsce w czołówce grupy spadkowej. Futbolowy romantyzm został przygaszony, a jako kibic chodziłem na mecz z przyzwyczajenia, przeżarty latami walki o utrzymanie patrząc na wszystko z dystansem. Od kadencji Vitezslava Lavicki to się zmieniło, ale po meczu z Legią wróciła atmosfera wcześniejszych lat. Dlatego przy poniedziałkowym nagraniu podcastu, mimo rozczarowania potrafiłem żartować z rzeczywistości. Bo użalanie się nic nie daje, a tak chociaż w inny sposób można dać upust emocjom.
Pół roku temu zdawało mi się, że patrzę na rzeczywistość racjonalnie. Ale narracja o projekcie, kroku wprzód po stabilizacji za czeskiego szkoleniowca, długo zakrzywiała moje spojrzenie. Dałem się kompletnie zbajerować. Po latach marności ucieszyłem się na dobre wyniki w Europie, a zostałem ostatecznie kupiony domowym meczem z Hapoelem. Wierzyłem, że to co się działo później było tymczasowe i z czasem wróci gra jak z lata. Ale po ostatnim gwizdku na Łazienkowskiej poczułem się jak postać z BoJacka.

Też patrzyłem przez te różowe okulary i wypierałem rzeczywistość. Wypierałem wszystkie znaki ostrzegawcze, powtarzające się błędy, ale na ten temat nie będę się rozpisywał - jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to redaktor Konrad Omieljaniuk wspaniale podsumował ostatni rok. Wydarzyło się coś, co pół roku temu wydawało się absurdem, żartem kogoś, kto Śląskowi źle życzy.
***
Piotr Tworek dostał dużą szansę od losu. Po nieudanej jesieni w Warcie trafia do klubu w pogrążonego w dużym kryzysie, ale też mającego konkretne ambicje. Komentarze są mocno podzielone, wielu kibiców obawia się, że to tylko kolejny krok, który będzie prowadził Śląsk w niebyt. I pewnie częściowo są one uzasadnione.
W innych warunkach trener ten pewnie by był dopiero którymś w kolejce na stanowisko we wrocławskim klubie. Jednak trafił się wyjątkowy splot okoliczności, jaki w życiu ma miejsce bardzo rzadko i tylko od niego zależy, jak to wykorzysta. Czy da wyłącznie utrzymanie, czy napisze zaskakujący rozdział w historii. Niestety, też może się spełnić czarny scenariusz. Lecz po konferencji mam wrażenie, że przychodzi tu trener głodny, mający coś do udowodnienia, ale też rozumiejący rzeczywistość klubu. Trzeba zagwarantować utrzymanie, ale też sam wspomniał o rezerwach i współpracy z Krzysztofem Wołczkiem, który zna młodych zawodników. A pytany o styl gry: zadeklarował wprost pressing, co rozumiem, że będzie oznaczało wysoką i intensywną grę, nastawioną na przechwyt i szybki atak. Z tego będzie rozliczany w tej rundzie.
Są w jego karierze trenerskiej momenty pozytywnie zaskakujące, jak awanse z Zawiszą w pierwszej pracy jako szkoleniowiec. Warsztatowo doceniali go inni szkoleniowcy, zapraszając do uzupełnienia pracujących sztabów. Sukces, jakim jest awans Warty do ekstraklasy to w dużej mierze to jego zasługa, był w stanie z kadry solidnych ligowców zbudować zespół, który osiągnął wynik ponad stan. A przychodził przecież w celu przebudowania zespołu po okresie siermiężnego futbolu Petra Nemca, miało być atrakcyjniej. Brzmi to podobnie do opowieści ze Śląska sprzed roku, przy wymianie Lavicki na Magierę.
Są też takie sytuacje, jak z Kotwicą Kołobrzeg czy Bałtykiem Koszalin, które tylko potęgują niepewność. To jest chyba w tej sytuacji najgorsze. Po raz pierwszy od dawna nie wiem, czego się spodziewać po Śląsku w najbliższych tygodniach. Czy narracja z konferencji prasowej o pressingu znajdzie odbicie w rzeczywistości? Czy zrobi to, czego nie był w stanie Jacek Magiera, czyli pobudzi szatnię? Na ten moment wrocławski klub się kręci z zasłoniętymi oczami, a my wraz z nim.