Czy Śląsk mógłby znaleźć wzmocnienia składu u spadkowiczów?

Czy Śląsk mógłby znaleźć wzmocnienia składu u spadkowiczów?

fot.: Facebook/Górnik Łęczna

Spadek z jakiejkolwiek ligi zdecydowanie nie jest czymś, co piłkarz chciałby sobie wpisać do CV. Dla każdego potencjalnego pracodawcy jest to sygnał, że ów zawodnik był częścią zespołu, który okazał się gdzieś najsłabszy i w większości przypadków, w pełni na to zasłużył. Nie znaczy to jednak, że nie da się tam poszukać wzmocnień. Tych co spadli, ale mają potencjał, by w nieco lepszym zespole pograć znacznie lepiej. Przyjrzyjmy się zatem tegorocznym spadkowiczom. Czy jest tam ktoś, kogo sensownie mógłby sprowadzić Śląsk Wrocław?



 

Mikołaj Biegański – w minionym sezonie miał być dublerem doświadczonego, wracającego do Polski z wieloletnich zagranicznych wojaży Pawła Kieszka. Jednak ten na początku sezonu bronił kiepsko, co otworzyło szansę 20-latkowi. Czy ją wykorzystał? Jak spojrzymy na statystykę 4 czystych kont w 19 meczach oraz 31 puszczonych w nich goli, możemy pomyśleć, że nie bardzo. Ale golkipera nie można tylko tak oceniać. Bo zawsze może on mieć przed sobą tak parodystyczną defensywę jak ta Wisły. Biegański ma za to prawie 74% obronionych strzałów, co plasuje go w czołówce bramkarzy broniących dość regularnie. Za wyznacznik „dość regularnie” uznałem grę w połowie lub ponad połowie meczów (17 lub więcej). Właściwie to spośród takich więcej mieli tylko Krzysztof Kamiński (Wisła P), Zlatan Alomerović (Jagiellonia i Lechia) i Dusan Kuciak (Lechia), a tyle samo uznany golkiperem roku Vladan Kovacević (Raków). W Biegańskim jest spory potencjał, pokazał to w kampanii 2021/22, a Śląsk mógłby chociaż postarać się go przechwycić. Byłby wartościowym rywalem dla Szromnika, a dodatkowo potencjalnie jeszcze przez 2 lata młodzieżowcem, bo jest z rocznika 2002.


Mateusz Grzybek – defensywa Bruk-Betu monolitem nie była, jak to u spadkowicza. Ale 26-letni boczny obrońca wielokrotnie pokazywał, że na poziomie ekstraklasy może grać bardzo solidnie. Wybiegany, z ofensywnymi inklinacjami, o których świadczą choćby 4 asysty w minionym sezonie, a byłoby więcej gdyby miał skuteczniejszych kolegów. Dodatkowo ustrzelił 2 gole, oba Śląskowi Wrocław. To on w 97. minucie meczu w Niecieczy zdobył bramkę na 4:3 dla Słoni. Dawał swojemu zespołowi o wiele więcej z przodu oraz z tyłu niż Patryk Janasik w Śląsku i choć myśląc o absolutnym topie bocznych obrońców w ESA, pewnie nigdy do głowy nam nie przyjdzie, mógłby jak najbardziej być wartościową częścią składu WKS-u.


Adam Radwański – jego gra wielokrotnie mogła się podobać, zwłaszcza na początku sezonu. Widać było w nim pewną przebojowość i dużą pracowitość, dowodził środkiem pola Bruk-Betu zwłaszcza w grze do przodu. Jego plusem jest też uniwersalność, bo trudno o nim powiedzieć, aby był przypisany stricte do jednej pozycji. Raz na „10”, innym razem nieco głębiej w środku, niejednokrotnie też na skrzydle. Czy to piłkarz na wyjściową „11” Śląska? Pewnie nie, choć biorąc pod uwagę jak wyglądało to w minionym sezonie, to kto wie. Ale takiego zawodnika warto mieć choćby do wpuszczenia z ławki jako „pobudzacz”. Na większą szansę w ESA bez wątpienia zasłużył. Poza tym 24 lata to może już dużo, żeby zgarnąć za niego w przyszłości jakąś dużą kasę, ale idealnie aby mieć wzmocnienie na tu i teraz. Na nasze polskie warunki.


Marko Poletanović – samo to, że podstawowy gracz Rakowa Częstochowa jesienią, na wiosnę trafił do Wisły Kraków było dziwne. Ostatecznie obie decyzje wypaliły, bo Marek Papszun bez problemu go zastąpił, a Wisła zyskała swoją największą nadzieję na utrzymanie. Poletanović to ten przypadek, który pomimo spadku jego drużyny, może chodzić z podniesioną głową. Defensywny pomocnik, który jednak pełnił rolę łącznika obrony i ataku. Do tego bardzo dobrze bijący stałe fragmenty gry. Coś jak Krzysztof Mączyński, tylko obecnie znacznie lepszy. Czy gdyby Wisła miała dwóch Poletanoviciów w środku pola, to by się utrzymała? Problemem krakowian była skuteczność, na którą Serb nieszczególnie miał wpływ, więc nie wiadomo. Lecz na pewno byłoby wiele łatwiej. Jego potencjalny duet z Patrickiem Olsenem na papierze wyglądałby bardzo ciekawie. Zresztą w Śląsku to chyba wiedzą, bo zainteresowanie jest, o czym pisał u nas Karol Bugajski. Przeszkodą jest to, że chcą go też inni, a jeszcze poważniejszą, że WKS dalej nie ma trenera. Niemniej warto trzymać kciuki za to, by mimo wszystko Serb wybrał Wrocław.


Jason Lokilo – potrafił się naprawdę wyróżnić w zespole tak wielopoziomowo słabym jak Górnik Łęczna. Samo to budzi szacunek. Belg był tą odrobiną finezji, w mało finezyjnym Górniu. Potrafił i szarpnąć na skrzydle i pograć kombinacyjnie. Liczb jak na tak fatalną drużynę też trochę ma. Są to 2 gole oraz 6 asyst. Gdy na w grudniu i lutym łęcznianie mieli serię 7 meczów bez porażki, Lokilo był jednym z jej głównych ojców (5 asyst). Wielu zgadza się co do tego, że w ekstraklasie niejednemu zespołowi by się przydał. Zwłaszcza takiemu jak Śląsk, w którym kreatywności jak wody na pustyni, zaś osób mogących z powodzeniem grać na skrzydle również bardzo brakuje.


Marcel Wędrychowski – nieco nagiąłem tu zasady własnego tekstu, a raczej jego tytuł. Bo Wędrychowski nie jest „piłkarzem spadkowicza”, tylko „piłkarzem który grał w spadkowiczu”, jako że on do Górnika Łęczna był wypożyczony z Pogoni Szczecin. Młody skrzydłowy ma za sobą średnio udany sezon, głównie przez problemy zdrowotne. Ale gdy był zdrowy pokazywał to, co wcześniej w rezerwach Pogoni, czy w minutowych szansach pierwszej drużyny Portowców. To zawodnik z bardzo dobrą prędkością, dobrym dryblingiem. Jak to u młodych skrzydłowych jest, brakuje mu jeszcze decyzyjności i po prostu doświadczenia, ale to dopiero 20-latek. Jeżeli przyszły trener WKS-u będzie chciał grać skrzydłowymi, to na ten moment mamy takiego jednego. Co oznacza że sprowadzić potrzeb będzie przynajmniej dwóch, jak nie trzech. Śląsk kokosów nie ma, a Wędrychowski byłby raczej niedrogi w utrzymaniu. Jest też młodzieżowcem. Zastanawiałem się czy bardziej on, czy ktoś z duetu Mateusz Młyński/Piotr Starzyński z Wisły K.. Ale on w zeszłym sezonie pokazał jednak trochę więcej. Poza tym tamtych dwóch może się spokojnie ograć w I lidze, więc nie mają zbytnio powodu odchodzić z Wisły. A Wędrychowskiemu w Pogoni może nie być tak łatwo, bo tam problemu z młodzieżowcami nie ma.


Luis Fernandez – podobała mi się jego gra wiosną w barwach Wisły. Piłkarz coś a la Caye Quintana, pod kątem pozycji na boisku, czyli taki niby napastnik, który w naszej lidze lepiej sprawdza się jako ofensywny pomocnik lub fałszywa dziewiątka. Przy czym on był skuteczniejszy, bo w 9 meczach strzelił 3 gole i dorzucił asystę, czyli więcej niż Caye przez cały sezon. Zagotował się po meczu z Wisłą Płock, przywalił obrońcy, zdyskwalifikowali go na 4 mecze, ale to nie jest brutal. Szybko opamiętał się, po meczu przeprosił, widać było że szczerze, i wpłacił pieniądze na cele charytatywne. W mojej opinii zachował twarz. Piłkarsko jak mówiłem, wyglądał naprawdę solidnie, na koncie ma prawie 100 spotkań w drugiej lidze hiszpańskiej. W tym roku skończy 29 lat, czyli niby mógłby być młodszy, ale o teraźniejszości nie wolno zapominać. A na chwilę obecną to ciekawa opcja na skalę naszej ligi.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.