Fatalni w domu, utrzymani przez rywali - sezon w statystykach

Fatalni w domu, utrzymani przez rywali - sezon w statystykach

fot.:

Prawie wszystkie liczby zakończonego sezonu przekonują, że w najgorszym końcowym miejscu Śląska od powrotu do ekstraklasy nie ma przypadku. Wrocławianie po dwóch sezonach w czołówce tabeli, rozregulowali się na dobre i trudno nie odnieść wrażenia, że tego lata stoją na rozdrożu.



 

Kiedy na początku października, Śląsk jako ostatni niepokonany zespół w ekstraklasie jechał na mecz o fotel lidera do Poznania, zapewne nie znalazłby się kibic przewidujący, że ten sezon może tak mocno wymknąć się z rąk. Wrocławianie w 10. kolejce bezdyskusyjnie przegrali przy Bułgarskiej z późniejszym mistrzem Polski 0:4, a niemal wszystko, co działo się z ich udziałem, do końca sezonu przypominało prawdziwą drogę przez mękę. Niemal, bo w międzyczasie, jeszcze w rundzie jesiennej, było spektakularne zwycięstwo z Wisłą w Krakowie (5:0), z późniejszej perspektywy nie sposób jednak nawet wytłumaczyć, z jakiego powodu piłkarzom trenera Jacka Magiery przytrafił się wtedy aż tak udany występ. Październikowy pogrom ostatecznie odegrał też niemałą rolę w walce o utrzymanie, bo jeszcze przed rewanżem praktycznie przesądzał już o lepszym bilansie dwumeczu z niespodziewanie zdegradowaną Wisłą Kraków.

ŻADNEJ POPRAWY

Właśnie dzięki wysokiej wygranej w stolicy Małopolski i wcześniejszej strzelaninie w Niecieczy (3:4), Śląsk przynajmniej w statystyce bramek wyjazdowych po 34 kolejkach nie uplasował się w ogonie ligi. Jako gość cieszył się z 24 trafień, lepsze były tylko Raków, Lech oraz Górnik Zabrze. Cała reszta liczb minionego już sezonu wygląda jednak dla wrocławian naprawdę zawstydzająco – począwszy od zaledwie 7 zwycięstw (mniej ostatni w tabeli Górnik Łęczna 6), przez 52 stracone gole (więcej jedynie spadkowicze, Zagłębie oraz wspomniani zabrzanie), po wyraźnie najsłabszy rezultat w tabeli liczonej od grudnia. Żadnej poprawy nie przyniosła marcowa wymiana Magiery na Piotra Tworka – ten na zero z tyłu zagrał tylko w debiucie z Radomiakiem (0:0), a pracę przy Oporowskiej zakończył ze zdecydowanie najgorszą średnią spośród wszystkich trenerów Śląska od awansu w 2008 roku. Gdyby na ostatniej prostej ligowego grania nie pomogli rywale, w tym przede wszystkim Wisła Kraków, wrocławian nic nie uratowałoby przed spadkiem na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej.

GORSI OD SPADKOWICZÓW

Najbardziej przykrą kwestią po trudnym sezonie pozostaje natomiast gra przed własną publicznością, bo to działo się we Wrocławiu w ostatnich miesiącach, wołało o pomstę do nieba. Trener Tworek zakończył pracę w Śląsku bez choćby jednego kompletu punktów na Pilczycach, a by znaleźć ostatni domowy komplet punktów trzeba cofnąć się do… 27 listopada i 2:1 ze Stalą Mielec mimo osłabienia przez całą drugą połowę. Zielono-biało-czerwoni w poprzednich rozgrywkach wygrali zaledwie trzy mecze w roli gospodarza i pod tym względem byli samodzielnie najgorsi w lidze, częściej u siebie wygrywał nawet tercet spadkowiczów. Śląsk na swoim stadionie cieszył się z zaledwie 18 bramek (mniej jedynie Warta 16 oraz Górnik Łęczna 15), ta statystyka została jednak mocno podreperowana w ostatnim występie przeciwko drużynie Jana Urbana (3:4). Ekipa Tworka na ostatniej prostej dramatycznej walki o utrzymanie nie miała praktycznie żadnych atutów i doczołgała się do bezpiecznej lokaty remisami, tych ostatecznie zebrała 14, więcej tylko Radomiak 15.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.