Galeria gwiazd Śląska - cz. XI

Dziś w "galerii" słowo gwiazda jest z małej litery. Opisuję sylwetki 3 piłkarzy niezwykle utalentowanych, którzy w okresie juniorskim należeli do czołówki europejskiej, natomiast później przez różne zakręty losu i trudny charakter rozmienili swój olbrzymi talent na drobne. Tekst ten niech będzie przestrogą dla młodych zawodników rozpoczynających karierę, a także dla ich opiekunów i trenerów młodzieżowych oraz działaczy.


 

Mirosław Pękala – wielki talent, najmłodszy gracz Śląska w historii jego występów ligowych, niestety całkowicie zmarnowany, zarówno jako piłkarz, jak i jako zawodnik. Jako junior był nadzieją piłki nie tylko wrocławskiej, ale i polskiej. Był świetnie wyszkolony technicznie, szybki, ruchliwy, strzelał sporo bramek. Niestety, szybko rozpoczęta kariera, równie szybko zaczęła gasnąć. Mirek nie poradził sobie z szybkim wejściem w dorosłe, samodzielne życie, dużą popularność.

Karierę zaczynał w Nysie Kłodzko. Stamtąd bardzo szybko przeszedł do Piasta Nowa Ruda. O jego talencie zaczęło być głośno szybko trafił do reprezentacji makroregionu grając z zawodnikami 2 – 3 lata starszymi. Grywał wtedy jako środkowy napastnik ale wkrótce miał na stałe trafić do pomocy. Na początku 1977 został powołany do reprezentacji juniorów na turniej w Taszkiencie. Zadebiutował 28.02 w meczu z Finlandią. Miał wtedy niewiele ponad 15 lat a grał razem z zawodnikami 17 – 18 letnimi!!! O młodziutkiego Mirka zaczęły walczyć kluby z całej Polski. Przetarg wygrał zmierzający po Mistrzostwo Polski Śląsk Wrocław i zimą 1977 Mirek zameldował się we Wrocławiu. Nie wszystko jednak poszło łatwo – Piast nie chciał się pozbyć takiej perełki i zawodnik musiał pauzować prawie pół roku. W I lidze debiutował114.08.1977 w meczu Śląsk – Ruch Chorzów. Miał wtedy zaledwie 15 lat, 9 miesięcy i 30 dni!!! Mirek stał się etatowym reprezentantem Polski juniorów. Trenerzy poszczególnych grup wiekowych wręcz wyrywali go sobie. W 1978 strzelił dla reprezentacji juniorów 8 goli a ze Śląskiem wywalczył wicemistrzostwo Polski seniorów i brązowe medale na mistrzostwach Polski juniorów (młodziutki Mirek został uznany najwszechstronniejszym graczem zawodów i strzelił gola w meczu o III miejsce). Nie miał jeszcze 17 lat a zagrał w Pucharze UEFA, zmieniając Romana Fabera w 67 minucie meczu z Pezoporikos Larnaka we Wrocławiu. Średnio w roku rozgrywał kilkanaście spotkań więcej niż jego rówieśnicy. Górował nad kolegami doświadczeniem i boiskową dojrzałością. Niestety tylko boiskową. Młody zawodnik, rzucony na głęboką wodę do dużego miasta, o którym zaczęło być głośno nie radził sobie należycie z popularnością. Coraz częściej słychać było o problemach dyscyplinarnych. Próby zdyscyplinowania przynosiły efekt tylko na jakiś czas. Wciąż był wielką nadzieją Śląska i liczono na opamiętanie. A młody organizm Mirka wytrzymywał wiele i chłopak potrafił grać bardzo dobrze. W 1979 zdobył ze Śląskiem Mistrzostwo Polski juniorów. W finale Śląsk pokonał Siarkę Tarnobrzeg 2:1 a Pękala zdobył jedną z bramek. Z reprezentacją juniorów uczestniczył w dwóch ważnych imprezach. Najpierw w Turnieju UEFA w Austrii. Niestety polskie Orliki nie popisały się i nie wyszły z grupy. Dużo lepiej poszło reprezentacji juniorów starszych na Mistrzostwach Świata w Japonii. Polacy zajęli IV miejsce, przegrywając walkę o brąz z Urugwajem w rzutach karnych. Pękala zagrał w 5 z 6 spotkań. I chociaż był jednym z młodszych członków ekipy należał do jej mocnych punktów. Na koniec roku 18 letni Pękala znalazł się na wysokim II miejscu na pozycji lewego pomocnika w klasyfikacji Piłki Nożnej Talenty (za Andrzejem Buncolem). W 1980 roku przyszły kolejne sukcesy. Ze Śląskiem wywalczył III miejsce w lidze (2 gole Pękali), natomiast z reprezentacją juniorów zdobył wicemistrzostwo Europy!!! Mirek był kapitanem drużyny, w której występowali tacy zawodnicy jak Skrobowski, Matysik, Kaczmarek, Dziekanowski, P. Rzepka i kolega klubowy Jerzy Matys. Zagrał w 5 spotkaniach, strzelił 1 bramkę (plus 2 w eliminacjach). 3.09.1980 zadebiutował w reprezentacji młodzieżowej w wyjazdowym meczu z Finlandią i strzelił gola. W kolejnym występie pokonał bramkarza Norwegii. Ze Śląskiem wywalczył brązowe medale Mistrzostw Polski seniorów (w tym sezonie strzelił swoje 2 pierwsze bramki w lidze) i juniorów (tu grał sporadycznie). Na początku 1981 roku I reprezentacja Polski miała wyjechać na tournee do Japonii. Po słynnej aferze na Okęciu Nowy selekcjoner Antoni Piechniczek nie chciał w pierwszych dniach swojej pracy wybierać się na taką wycieczkę więc pojechała reprezentacja młodzieżowa. Między 25.01 a 1.02 rozegrała 4 mecze z I drużyną Japonii. Pękala zagrał we wszystkich meczach i strzelił jedną bramkę (w jednym meczu grał Paweł Król). Po 10 latach zakwalifikowano te mecze do rejestru I reprezentacji Polski. Tak więc nie wiedział, że debiutuje w reprezentacji. Niestety coraz głośniej było o problemach wychowawczych. Koledzy z drużyny juniorów trafiali do dorosłej drużyny Antoniego Piechniczka, a Mirek coraz bardziej schodził na boczny plan. Coraz częściej mówiono u nim jako o marnującym się talencie. W 1981 brał udział w nieudanych dla Polski Mistrzostwach Świata Juniorów w Meksyku (grał we wszystkich 3 meczach polskiej drużyny). W sezonie 1981/82 Śląsk zajął II miejsce w lidze, tracąc w ostatniej chwili szanse na złoto (4 gole Pękali). Świetnie grał Śląsk jesienią 1982 (mimo odejścia Wójcickiego, Jareckiego, Pawłowskiego i „głównego kompana Pękali” Szarka). Na półmetku rozgrywek Wrocławianie byli liderem, a Pękala z 8 bramkami przewodził w tabeli strzelców. Stał się też podstawowym zawodnikiem reprezentacji olimpijskiej. Niestety wiosną przyszło załamanie formy zarówno drużyny (ostatecznie VI miejsce) jak i Mirka (tylko jeden gol. Mimo to w 1983 jako jedyny zagrał w 13 meczach kadry olimpijskiej. Dla niego było to jednak mało – marzył o I reprezentacji, zwłaszcza, że w tym wyścigu wyprzedzali go koledzy z II linii Śląska Tarasiewicz i Prusik, na których początkowo mniej stawiano (wtedy jeszcze Mirek nie wiedział , że już od 2 lat był reprezentantem. Podobnie w 1983 roku gdy zagrał w meczu z Bułgarią, uznawanym za spotkanie drużyny ligi polskiej, po latach zweryfikowanym jako mecz reprezentacji). Po sezonie 1982/83 chciał przejść do Górnika Zabrze. Działacze Śląska nie wyrazili jednak zgody. Odpowiedzią były kolejne kłopoty wychowawcze. Niemniej jednak jesienią znów Pękala był najlepszym strzelcem Śląska. Wiosną znowu grał o wiele słabiej. Miewał jedynie przebłyski formy jak w meczu z NRD (EIO) gdy był jednym z lepszych graczy i strzelił decydującą o zwycięstwie bramkę.
Coraz częstsze problemy wychowawcze powodowały jednak, że w Śląsku stawał się osobą niechcianą. Miarka się przebrała jesienią 1984. Pękala spowodował wypadek i uciekł. Co prawda sam potem zawiadomił milicję, jednak działacze i trenerzy mieli już dość – Mirek został zdyskwalifikowany. W przerwie zimowej przygarnął go Wojciech Łazarek, próbujący stworzyć mocny klub z Lechii Gdańsk. W nowym środowisku Pękala już wiosną był w dobrej formie. W następnych dwóch sezonach był najlepszym strzelcem drużyny. Wiosną 1987 spełniło się jego marzenie – zadebiutował w reprezentacji Polski (dopiero potem okazało się że był to jego już szósty, ale pierwszy „świadomy” występ) zmieniając po przerwie Prusika w meczu z Finlandią w Rybniku. Szansę dał mu ... Wojciech Łazarek. Niestety pewne skłonności Pękali nadal dawały znać o sobie. Pół roku później został wyrzucony z Lechii. Pękala miał wtedy poważne problemy alkoholowe. Doszło do tego, że w swoim mieszkaniu w Gdańsku sprzedawał meble i sprzęt AGD. Przez niemal rok pogrążał się. coraz bardziej. W końcu rękę wyciągnęli do niego działacze i trenerzy Śląska. Pozwolili mu w 1989 roku trenować z drużyną. Klub opuścili wtedy Tarasiewicz i Machaj więc potrzebne były wzmocnienia w II linii. Pękala uspokoił się, na treningach prezentował próbki nieprzeciętnych umiejętności. Był jednym z najlepszych. Miał pojechać z drużyną na obóz letni. Niestety tuż przed wyjazdem nie wytrzymał i „poszedł w tango”. To oznaczało koniec kariery. Co się z nim potem działo nie wiadomo. Ja spotkałem go w 1991 w pociągu. Ledwo poznałem bohatera ligowych boisk sprzed zaledwie kilku lat.

Mirosław Pękala 92 razy wystąpił w reprezentacji juniorów (10 goli) i jest to chyba do dziś nie pobity rekord Świata. 14 razy grał w młodzieżówce (6 goli) i 16 w olimpijskiej (1 gol) oraz 6 w A (1 gol). W I lidze rozegrał 225 spotkań i strzelił 40 goli (27 dla Śląska, 13 dla Lechii). 8 razy grał w europejskich pucharach.


Na przełomie lat 70 – 80 tych 3 sezony w Śląsku spędził utalentowany napastnik Janusz Szarek. Tworzył on z Pękalą zgrany duet, niestety nie tylko na boisku. Szarek był utalentowanym napastnikiem, dysponował potężnym wzrostem, potrafił groźnie strzelić, ale przeważały skłonności do rozrywkowego stylu życia.

Karierę zaczynał w Stali Rzeszów, skąd przeszedł do Resovii. Nieźle spisywał się w II lidze i w 1979 roku w ramach służby wojskowej trafił do Śląska. Początki były efektowne – Szarek strzelał bramki i trafił do reprezentacji młodzieżowej, strzelając w 2 pierwszych występach 2 bramki. W debiutanckim sezonie w ekstraklasie wywalczył ze Śląskiem IIII miejsce w lidze (4 gole). Wkrótce trafił do reprezentacji B. Coraz częściej sprawiał problemy dyscyplinarne i grał coraz słabiej. W sezonie 1981/82 Śląsk zdobył wicemistrzostwo Polski a Szarek strzelił 2 gole jednak często służył w karnych jednostkach. Klub postanowił nie przedłużać z nim kontraktu. W 1982 Szarek przeszedł do Ruchu Chorzów ale tam nie potrafił przebić się do składu (zagrał tylko raz przez 45 minut). Po niespełna sezonie wrócił do Resovii. W II lidze spisywał się początkowo nieźle. Potem znów dały o sobie znać stare problemy. W 1987 roku został definitywnie przesunięty do rezerw. W 1989 roku pojawił się niespodziewanie we wrocławskim Pafawagu. Miał wtedy jednak chyba grubo ponad 100 kg wagi, ledwo poruszał się po boisku i po kilku zaledwie meczach zrezygnowano z jego usług.

Janusz Szarek 3 razy grał w reprezentacji młodzieżowej (2 gole) i 2 w B. Strzelił 19 goli w II i 10 w I lidze.


Dariusz Marciniak - Śląsk zawsze narzekał na brak klasowych środkowych napastników. W zasadzie na przestrzeni ostatnich 30 lat było dwóch graczy spełniających to kryterium – Dariusz Marciniak i Janusz Kudyba. Ten pierwszy był niezwykle utalentowanych zawodników lat 80 – tych i jednocześnie jednym z najbardziej niesfornych. On również tak jak Pękala wcześnie wszedł w dorosły futbol i nie wytrzymał próby. Był uważany za najbardziej obiecującego napastnika polskiej piłki w połowie lat 80 – tych, szybko trafił na czołówki gazet. Niestety dość szybko artykuły o Darku przestały mieć charakter wyłącznie sportowy. Grał w cyklach „kłopoty dyscyplinarne - karencja – deklaracja poprawy – dobra gra – kłopoty .... „itd. Kiedy „chciał” to błyszczał jednak z czasem miało to miejsce coraz rzadziej. A potencjał miał spory ... Potrafił znaleźć się znaleźć na polu karnym, strzelał sporo goli. Dobra technika, drybling i gra głową to jego główne atuty. Świetnie ustawiał się na polu karnym. Jego wielką zaletą była olbrzymia wydolność. Wielu jego kolegów podkreślało, że przy takim stylu bycia mieliby problemy z chodzeniem, a Darek grał w piłkę, Słabszą stroną była nie najlepsza szybkość.

Karierę zaczynał w Walterze Rzeszów, skąd przeszedł do Stali. W 1983 roku trafił do reprezentacji juniorów. O młodym zawodniku zaczęło być głośno i zainteresował się nim będący na topie Widzew. Niespełna 17 letni zawodnik kosztował aż 3 mln zł. Jesienią jednak zagrał tylko w 2 meczach Pucharu Polski. W Widzewie w ataku grali wtedy Dziekanowski, Smolarek, a byli jeszcze Filipczak, Leszczyk, Wraga i Kajrys. Darek miał od kogo się uczyć na treningach. W lidze zadebiutował 25.04.1984 w meczu z Górnikiem w Wałbrzychu (wygranym przez Widzew 4:1) W rundzie wiosennej zagrał 2 razy (Widzew został wicemistrzem Polski). Latem wraz z reprezentacją Polski juniorów pojechał na Mistrzostwa Europy Juniorów. Polacy zajęli w turnieju III miejsce a Marciniak z 2 golami był najlepszym strzelcem naszej ekipy. Wydawało się że nadchodzi jego czas w Widzewie. Niestety, coraz częściej dawały znać o sobie kłopoty wychowawcze. Marciniak mieszkał wraz z 3 innymi młodymi zawodnikami Widzewa w wynajętym przez klub domu. Młodzi chłopcy często korzystali z „uciech życia”. Dlatego jesienią Marciniak zagrał tylko raz. Z kolei w reprezentacji juniorów strzelił aż 7 goli. Władze Widzewa doszły do wniosku, że najlepszym sposobem zdyscyplinowania młodego napastnika będzie wojsko. Okazją ku temu było pozyskanie przez Widzew ze Śląska obrońcy Kazimierza Przybysia. Marciniak trafił do Śląska niejako w rozliczeniu. Niestety już w pierwszych dniach Darek zabalował i nie zagrał w planowanym sparingu. Tydzień później w debiucie z Bałtykiem strzelił gola. W kolejnych sparingach grał dobrze i na wiosnę zagrał w 11 spotkaniach ligowych a w ostatnich dwóch strzelał gole bramkarzom Ruchu i Radomiaka. Marciniak trafił też do młodzieżówki. Swoim zachowaniem nierzadko przyprawiał działaczy i trenerów Śląska o ból głowy ale gdy wychodził na boisko grał naprawdę dobrze. Świetnie radził sobie jesienią 1985. W II kolejce do Wrocławia przyjechał wicemistrz Polski – Legia – drużyna pełna gwiazd (Buncol, Dziekanowski, Karaś, Kazimierski, Buda, Kaczmarek, Kubicki, Wdowczyk). Wszyscy ci zawodnicy byli jednak w cieniu 19 letniego Darka, który strzelił 2 efektowne gole i był współautorem trzeciego. W tym sezonie zdobył dla Śląska 10 bramek w lidze i 2 w Pucharze Polski. W młodzieżówce strzelał sporo bramek, jednak wciąż głośno było o jego rozrywkowym trybie życia. Niewiele pomagały pobyty w wojskowych jednostkach karnych. Trener Apostel wyznaczał nawet dyżury nocne przy Marciniaku. Jednak Darek był nie do upilnowania. W grze Marciniaka często pojawiały się przerwy. Wciąż był jednak dużą nadzieją polskiej piłki. W sezonie 1986/87 wywalczył ze Śląskiem Puchar Polski (2 gole Marciniaka) . Wcześniej Marciniak zaliczył udany debiut w I reprezentacji Polski. Po fatalnych występach w Eliminacjach do Mistrzostw Europy z Cyprem i Grecją trener Łazarek powołał na mecz z Węgrami w Budapeszcie(17.05.1987) młodego zawodnika Śląska. Darek zanotował efektowny debiut – stwarzał największe zagrożenie dla gospodarzy i węgierscy obrońcy bardzo często go faulowali. W 27 min to Marciniak po dynamicznej akcji uzyskał prowadzenie. Niestety Polska przegrała 3:5. Latem 1987 w pierwszym meczu o Superpuchar Gloria Victis Śląsk pokonał Górnika Zabrze 2:0 a oba gole strzelił właśnie Marciniak. Jesienią zagrał w dwóch meczach reprezentacji z NRD i Rumunią. W spotkaniach Eliminacjach do Mistrzostw Europy już nie zagrał – po wygranym meczu z Legią we Wrocławiu (Marciniak strzelił jedną z bramek) około godzinę później wpadł samochodem na słup ogłoszeniowy w pobliżu stadionu. Świadkowie twierdzą, że Marciniak nie powinienen prowadzić auta. Wypadek był poważny i Marciniak kilka tygodni spędził w szpitalu. W przerwie zimowej pojechał z reprezentacją na tournee do Izraela. W meczu z gospodarzami doznał kontuzji i znów musiał pauzować. Wciąż sprawiał problemy dyscyplinarne i latem poiżegnał się ze Śląskiem. Przeszedł do Zagłębia Lubin. Rękę do niego wyciągnął trener Świerk. Po roku cieszył się z awansu (4 gole Marciniaka) a potem kolejno wywalczył wicemistrzostwo Polski (2 gole) i mistrzostwo (6 bramek). W Lubinie Darek znał w znanych już cyklach. Po problemach z niesportowym stylem życia następowała deklaracja poprawy i oświadczenie, że Marciniak zaczyna nowy etap w swoim życiu. Następnie przez kilka tygodni można było podziwiać bardzo dobrą formę Darka. Do czasu. I wszystko zaczynało się od nowa. „Kółko” kręciło się coraz szybciej a cierpliwość trenerów coraz bardziej się wyczerpywała a w prowincjonalnym Lubinie trudniej było się ukryć niż we Wrocławiu. W 1991 roku Marciniak wyjechał do Belgii. Początkowo grał w II ligowym St. Truiden. Po bardzo dobrej grze przeszedł do I ligowego Charleroi. Już w pierwszych 4 meczach strzelił 3 gole. Potem odniósł kontuzje, kilka razy „zabalował” i stracił miejsce w składzie. Następnie trafił do francuskiego FC Guegnon. Tu też grał dobrze, strzel;ał gole i przyczynił się do awansu drużyny do I ligi. Klub jednak dokonał kilku transferów i Marciniak musiał odejść. Nieoczekiwanie w sezonie 1995/96 pojawił się w Bełchatowie. W pierwszych meczach strzelał bramki w lidze i w Pucharze Polski. Po kilku udanych meczach doznał kontuzji uderzając w dość niewyjaśnionych okolicznościach głową w ... krawężnik na ulicy. To był koniec epizodu z Bełchatowem. Darek przeniósł się do pobliskiego Radomska, gdzie grał kilka miesięcy i znów zniknął z pola widzenia. Odnalazł się w niemieckim klubie Hessen Kassel. I znów powtórzył się scenariusz - na początku Darek grał jak z nut. Do tego stopnia, że otrzymał propozycję gry w norweskim Rosenborg Trondheim, występującym wówczas w Lidze Mistrzów. Wyzwania nie podjął jednak sam Marciniak. Nadal zbyt lekko traktował swoje obowiązki. Rozpoczęła się wędrówka po klubach regionalnej ligi Niemiec – Borussia Fulda, Lok Stendahl. W sezonie 1999/2000 powrócił do Polski. Trafił do III ligowej Pomeranii Police, walczącej o awans do II ligi. Grającymi trenerami byli tam koledzy ze Śląska Zbigniew Mandziejewicz i Stefan Machaj. Zapomniany już nieco w Polsce Marciniak jak to zwykle na początku każdego pobytu w nowym klubie szybko strzelił kilka goli. M.in. jego bramka z Lechem dał awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. W trakcie rundy wiosennej Pomerania dokonała fuzji z Odrą Szczecin. W II lidze Marciniak strzelił 2 gole ale klub spadł. Niemniej jednak wszyscy podkreślali, że Darek zmienił się, zaczął wreszcie w wieku 34 lat poważnie traktować piłkę. Po sezonie miał nawet propozycję z Górnika Polkowice, jednak trener Dragan, pamiętający wyczyny Marciniaka z czasów jego gry w Lubinie wolał nie ryzykować. Marciniakpograł jeszcze w klubach z niższych lig i zakończył karierę.

Dariusz Marciniak 30 razy grał w reprezentacji juniorów (8 goli), 24 w młodzieżówce (8 goli) i 5 w A (1 gol). Strzelił 30 bramek w ekstraklasie (20 dla Śląska), 8 w II lidze i 3 w lidze belgijskiej. Dla Śląska zdobył też 4 gole w Pucharze Polski i 2 w Superpucharze.

źródło: opracowanie własne

Autor

Jacek Bratek

Urodziłem sie w 1970 roku, a swój pierwszy mecz Śląska z trybun obejrzałem 23.04.1983 - na Oporowskiej z Szombierkami. (2:1, gole Faber i Tarasiewicz). W Śląsknecie jestem od 2002 roku. Piszę o młodzieży, oldbojach, futsalu i historii Śląska, którą się pasjonuję. Okazjonalnie także o AMP futbolu.

Śląsknet to kawał mojego życia i wielka pasja oraz super społeczność.

Staram się przynajmniej na poletku lokalnym (rzadziej jeżdżę na wyjazdy) realizować hasło "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Śląsk Wrocław gra". Jestem niemal na wszystkich meczach Śląska rozgrywanych w okolicy. Od młodzików, juniorów i zespół rezerwy, oldboje, futsal, AMP Futbol i coraz częściej piłka kobiet. Jedyną przeszkodą pójścia na mecz Śląska jest inny mecz Śląska grany o tej samej porze na innym obiekcie, Dlatego tak czekam na nowy obiekt Akademii. Przeciętny tydzień to około 10 meczów WKS-u odwiedzonych na żywo, średnia roczna to około 400 spotkań. Prowadzę dokładne statystyki i w ciągu ponad 43 lat byłem na ponad 5500 meczach Śląska (we wszystkich kategoriach). Może gdybym lata temu zadbał o jakąś dokładną dokumentację, byłbym w księdze Guinessa. Tak pozostaje mi od czasu do czasu Kufel Guinessa, inicjały te same.

Wierzę we wrocławską młodzież, o której dużo piszę i wyrażam własne zdanie i marzę o chwili, gdy ludzie wychowani w klubie ze Śląskiem w sercu będą stanowić o sile klubu. Szanuję tradycję i stąd mocne więzi z oldbojami. Od 5 lat jestem fanem Ślaskowego futsalu, szacunek i podziw wywołują wojownicy z AMP Futbolu.

Oprócz Śląska regularnie kibicuję i odwiedzam mecze Ślęzy i Polaru.

Bo po prostu - moje serce bije za Śląsk.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.