Mariusz Iwański: Tego klubu nie można przekazać w niegodne ręce (WYWIAD)

18.09.2025 (17:10) | Krzysztof Banasik

fot.: youtube.com/kanalsportowy

Mariusz Iwański, czyli potencjalny nowy właściciel Śląska, to postać, która szerzej nam się jeszcze nie przedstawiła. Polski biznesmen w długiej rozmowie z nami opowiada o sobie i o swoich planach względem klubu i Wrocławia, w którym chce inwestować i realizować swoje inne przedsięwzięcia.



 

Gdzie dzisiaj jesteśmy w procesie prywatyzacji Śląska?

W lipcu złożyłem ofertę na zakup akcji Śląska, następnie w toku negocjacji pewne rzeczy sobie przedyskutowaliśmy, przedstawiłem swoją ostateczną propozycję, która formalnie została zatwierdzona, z czego jestem bardzo zadowolony. Obecnie pracujemy bardzo intensywnie nad treścią umowy, nawet jak byłem w Stanach Zjednoczonych, to też cały czas byliśmy w kontakcie. W tej chwili uzgadniamy warunki, wszystkie zapisy z oferty przekładamy na umowę. Jest to proces bardzo trudny i złożony z różnych względów, natomiast cel się nie zmienia, chcemy opracować warunki umowy do końca września. Całość procesu prywatyzacji chcemy domknąć do końca października. Patrzę na te terminy z optymizmem. Można powiedzieć, że pracujemy w takim ligowym reżimie, założyliśmy sobie jakiś harmonogram i zgodnie z nim działamy. Po obu stronach widzę duże zaangażowanie.

Jakie będą kolejne kroki?

Pracujemy nad umową w tej chwili, bardzo intensywnie. Obie strony dążą do tego, aby tego procesu nie przeciągać, bo to nikomu nie służy. Po podpisaniu umowy czekają nas procesy formalne, takie jak głosowanie radnych, którzy muszą się zgodzić na sprzedaż akcji. Realnie patrząc, formalnie nowym właścicielem powinienem zostać pod koniec października.

Co zakłada ta umowa i w jakich aspektach jeszcze się “docieracie”?

W wyniku realizacji umowy stanę się większościowym udziałowcem Śląska Wrocław. Mówimy o pięcioletnim horyzoncie, na taki czas się umówiliśmy. Po tym okresie powiemy sobie, co dalej, w jakim kierunku chcemy naszą współpracę z miastem rozwijać. To oczywiście nie oznacza, że po 5 latach klub sprzedam, po prostu w biznesie trzeba określać sobie jakieś cele krótko i długoterminowe. W międzyczasie będziemy mieli szczególne wydarzenie - okrągłą rocznicę powstania klubu. To też jest taka rzecz, którą trzeba będzie na pewno uczcić godnie i na miarę tych kibiców, których tutaj mamy. 

Tego klubu nie można po prostu przekazać w niegodne ręce. Mielibyśmy wtedy powtórkę z pewnych niefajnych historii w polskiej piłce. Prywatyzacji, które kończyły się upadkami lub dużymi kryzysami klubów.

Na czym polega trudność tego procesu?

Sytuacja prywatyzacji klubu w Polsce to nie jest powszechna transakcja. A szczególnie tak dużego klubu, to jest naprawdę coś specjalnego. Zresztą ja od pierwszych rozmów z komisją nie ukrywałem, że to będzie bardzo trudna transakcja.

Mówimy tutaj o współpracy w ujęciu prywatno-publicznym. W dalekiej perspektywie tę współpracę można jednak ukierunkować na typowo prywatny podmiot. To już zależy od tego, jak ułoży się nasza współpraca.

Gdybyśmy mieli transakcję typowo prywatną, to pewnie byłoby dużo łatwiej. Tutaj jest taka formuła, że miasto nie rozstaje się z klubem. Uważam, że do tego nigdy w stu procentach nie dojdzie. To nie jest amerykańska profesjonalna liga któregokolwiek sportu, gdzie klub może się relokować. Śląsk jest związany z Wrocławiem i tak zawsze pozostanie.

Pana oferta zakupu 51% akcji wzbudza mieszane uczucia wśród kibiców, którzy chcieliby pełnej prywatyzacji, a nie takiej połowicznej.

To jest klub, który ma bardzo rozbudowane struktury - pierwsza drużyna, druga, drużyna kobieca i akademia. Przejęcie i poukładanie tego wszystkiego w krótkim czasie przez jeden podmiot byłoby niemożliwe. Na pewno doszłoby do zaniedbań i poszłoby w kierunku tego, że liczy się tylko pierwszy zespół. A to by z kolei oznaczało, że bardzo dużo straciłoby to środowisko i miasto. Być może osłabiłoby to struktury akademii, być może wszyscy zapomnieliby o piłce kobiecej. 

Powiedzmy sobie szczerze - utrzymanie tych wszystkich drużyn jest bardzo kosztowne. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś po prostu przyszedł i powiedział, że kosztem wszystkiego będzie nadal utrzymywał akademię i piłkę kobiecą. Myślę, że prywatny inwestor, który przejąłby sto procent akcji, musiałby w pierwszej kolejności skoncentrować się tylko na pierwszej drużynie. A to zburzyłoby fundamenty, które były budowane przez wiele, wiele lat.

To, że miasto nadal będzie Śląsk współtworzyć, daje gwarancję i bezpieczeństwo całemu projektowi, który obejmuje nie tylko pierwszą drużynę, ale też te przeze mnie wymienione. Koszty utrzymania tego w całości przeze mnie byłyby przytłaczające.

Czyli mówiąc wprost, po prostu nie byłoby pana stać na to, żeby w całości przejąć funkcjonowanie klubu?

Nie, środki nie są głównym problemem. Po prostu najpierw potrzebujemy uporządkowania obecnej sytuacji i stabilizacji. Musimy zniwelować dysproporcje pomiędzy kosztami a przychodami, bo obecnie od strony komercyjnej naprawdę ogromne pieniądze nie zasypałyby kosztów.

To będzie oznaczało, że do budżetu na 2026 rok miasto dołoży się w 49%?

Tak, w założeniach tak to będzie wyglądało. Natomiast istnieje możliwość zmniejszania finansowania miasta wraz ze wzrostem zaangażowania z mojej strony, czyli jeśli zdecydowałbym się kiedyś zakupić kolejne akcje. Taki jest plan. 



Dlaczego chce pan zostać współwłaścicielem Śląska?

Śląsk to szczególny, topowy klub w Polsce, który znalazł w trudnej sytuacji. Jest podrażniona ambicja, jest motywacja, chęć powrotu do ekstraklasy i do czuba tabeli, więc i powrotu do europejskich pucharów. Śląsk zasługuje na takie miejsce. We Wrocławiu jest duża baza kibiców, którzy po spadku od zespołu się nie odwrócili, a różnie z tym bywa w innych klubach. 

Nadarzyła się okazja, by w Śląsk zainwestować. Myślałem o tym od długiego czasu. Ambicja pchała mnie do przodu, bo konkurent był bardzo mocny (Cezary Kucharski - przyp.red.). Wierzę w ten projekt, wierzę w to, że jesteśmy w stanie razem zbudować dobry europejski klub, nie tylko na miarę oczekiwań kibiców tutaj. Chciałbym, żeby wszyscy kibice w Polsce byli też dumni ze Śląska Wrocław.

Polska piłka rośnie w siłę, coraz więcej klubów jest profesjonalnie zarządzanych. Chcę do tego dołączyć. Wnieść coś. Zawsze kochałem piłkę nożną. Była to moja pasja od najmłodszych lat. I chcę poświęcić trochę zdrowia i życia sportowi, który mnie wychował i w jakimś sensie ukształtował. Sam nie grałem nigdy w piłkę, ale kochałem to i pasjonowałem się tym od najmłodszych lat.

Piłka nożna pomogła mi wychować syna, bo grał w nią do 15 roku życia. Jak sam ocenił, dzięki temu jest zdyscyplinowany, systematyczny, pracowity, więc to też mi bardzo pomagało w życiu. Uważam też, że jeżeli człowiek się poświęca dla jakiejś idei, to trzeba po prostu wierzyć w takie projekty.

To prawda, że był pan kiedyś dziennikarzem sportowym?

Tak. W ramach studium dziennikarskiego w Olsztynie trafiłem do pierwszego komercyjnego radia w Polsce, radia Wama. Tam trafiłem pod skrzydła pana Ireneusza Iwańskiego i przez jakiś czas byłem depeszem, ale później, w związku z moją pasją do sportu, zostałem dziennikarzem sportowym. Relacjonowałem na żywo, wtedy jeszcze przez telefony stacjonarne, mecze Stomilu Olsztyn, Warmii Olsztyn, siatkówka też była bardzo mocna, rugby, tenis… To była duża, fajna przygoda. 

Do tego trochę pisałem, była w Olsztynie taka gazeta “Dziennik Pojezierza”, pisałem też dla Gazety Wyborczej. Zostać dziennikarzem sportowym - to było moim marzeniem. Od najmłodszych lat bawiłem się nawet w komentowanie meczów piłkarskich. Miałem takie żołnierzyki, którymi bawiłem jak by były piłkarzami i komentowałem ich “występy”. Z perspektywy czasu uważam, że to była bardzo fajna przygoda. Dużo ciekawych ludzi poznałem. Te kontakty zostały do dziś. I w Olsztynie ludzie też o mnie nie zapomnieli. To dla mnie ciekawe. 

Znajdziemy jeszcze gdzieś pana artykuły albo relacje?

Pewnie tak. Z tamtego czasu pamiętam Maćka Iwańskiego, mamy relacje do dziś. Myślę, że pewnie coś się tam w internecie jeszcze mojego autorstwa znajdzie. Raczej nie mam się czego wstydzić. Samo radio wtedy dawało przestrzeń, powiew świeżości, było komercyjne, zupełnie inne. To była fajna przygoda dla młodego człowieka.

Stomil był też wtedy bardzo ciekawym klubem, bo jak się tam pojawiłem, to właśnie wchodził do pierwszej ligi, dzisiaj byśmy powiedzieli ekstraklasy. I też miał bardzo ciekawych zawodników - Sylwek Czereszewski, Tomek Sokołowski… Pewnie bym dziś, jak Tomek Hajto, wymienił całą jedenastkę. Wspominam też fajny klimat, który tam wtedy panował. Schodziło się po jogurt, mleko i bułkę do sklepu jako student, a pani na kasie mówiła “Idziesz dzisiaj na mecz? Jak myślisz, wygramy, przegramy?”. To miasto żyło piłką nożną, rzeczywiście były takie mecze, które przyciągały uwagę, przyjeżdżały topowe kluby.

Dzisiaj Stomil jest pogrążony w otchłaniach piłki. Cały region jest w nich pogrążony. Bardzo szkoda, bo to obecnie piłkarska pustynia, a przecież tam też są zdolni chłopcy.

Sceptycy zarzucają panu, że tak naprawdę chce pan z miastem zrobić biznes w postaci budowy fabryki dronów, a Śląsk został panu przy okazji zaproponowany przez prezydenta Jacka Sutryka. Co pan myśli o takich głosach?

Fabryka dronów może powstać w każdym miejscu na świecie. Ja wybrałem Śląsk i Wrocław dlatego, że tu chcę spędzać dużo czasu. Jeżeli mam się zaangażować w Śląsk, to muszę mieć też tutaj miejsce, w którym rzeczywiście będę realizować też plany zawodowe. W Polsce było wiele projektów, w których komuś niby zależało na klubie, ale w rzeczywistości np. na galerii handlowej. To nie jest ten motyw.

Jeżeli mam tu spędzać więcej czasu, to chciałbym też mieć swoją fabrykę, ale czy ona będzie w samym Wrocławiu? Pewnie nie. Lepszym miejscem będą pewnie okolice Wrocławia. Ale to jest coś, co dzisiaj ja przynoszę do miasta, a niekoniecznie miasto mi cokolwiek daje. Przecież ta fabryka nie powstanie na działce w centrum miasta. Chcę być traktowany tak jak każdy inny inwestor. Chcę coś wnieść do tego miasta, nie tylko zadbać o klub, ale również stworzyć miejsca pracy.

Mówię otwarcie, że mój cel to budowa fabryki, ale chcę też przyciągnąć innych partnerów, by Wrocław stał się “europejską doliną dronową”. Mamy do tego wszystko, co jest potrzebne. Nie od dziś tutaj są partnerzy z branży IT, z branży technologicznej czy deep tech. Jeżeli Polska ma produkować własne drony, a jesteśmy jako kraj do tego przygotowani, potrafimy opracować własne technologie dronowe i chcemy to trwale związać z jakimś miejscem - więc czemu nie we Wrocławiu? Mamy wszystko, co jest potrzebne do tego, żeby tu na trwale zbudować duży park technologiczny i produkować i eksportować te drony, bo dzisiaj zapotrzebowanie to miliony sztuk. 

Nie oczekuję od miasta niczego specjalnego, czego bym nie dostał w innym miejscu, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Dzisiaj jest dobry czas, abyśmy skoncentrowali się na produkcji dronów i systemów antydronowych, żebyśmy podnosili nasze bezpieczeństwo w myśl zasady “jeśli chcesz pokoju, przygotuj się na wojnę”. Drony spełniają swoją rolę w sposób szczególny, to pokazuje sytuacja na Ukrainie. Tego potrzebuje dzisiaj każdy kraj na świecie, w tym również Polska.

Wyjeżdżając do Monako w 2020 roku zakładałem, że będę tam się rozwijać, prowadzić biznes, natomiast rok 2022 zmienił to wszystko i moją misją stało się też wspieranie inicjatyw podnoszenia bezpieczeństwa w Polsce i w Europie. To jest taka rzecz, którą wpisuję w swoją misję. I dopóki będzie potencjalne zagrożenie dla Polski, to chciałbym działać, aby Polska była bezpiecznym krajem i rozwijała się gospodarczo, żeby nasze dzieci też mogły tutaj bez strachu realizować swoje marzenia.

Jeżeli mówimy o dronach, to samo nabycie dronów jeszcze niewiele oznacza. Trzeba umieć się tym posługiwać. Odchodzi się od postrzegania drona jako drona, tylko dostrzega się, że to część dużego, zintegrowanego systemu. Całe życie byłem związany z branżą informatyczną. Zajmowałem się też integracją systemów informatycznych, także bliskie mi jest, aby budować takie systemy z różnych komponentów i dawać jedną funkcjonalność, jedną wartość. A tą wartością w tym momencie jest bezpieczeństwo.

Czy będzie pan chciał jakoś ten biznes połączyć ze Śląskiem?

Nie. Ogólnie ja tych biznesów mam troszkę więcej. To też firma, która zajmuje się budowaniem infrastruktury dla wojska i dużych przedsiębiorstw. Zaczynaliśmy od armii amerykańskiej, teraz działamy też w innych krajach - realizowaliśmy projekty w Niemczech, Danii, na Litwie i Łotwie. Teraz bardzo mocno rozwijamy się w Rumunii. Mamy własne rozwiązania i mamy własne projekty.

Skąd będzie pan miał pieniądze na finansowanie funkcjonowania Śląska? Trudno znaleźć w Internecie informacje o pana majątku.

Proszę być spokojnym. W wielu firmach nie jestem "widoczny". To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz - moją intencją nie jest pokazywanie mojego majątku. Proces weryfikacji mojej osoby i badanie due diligence wykonane przez obecnego właściciela wykonano z należytą starannością. Jeżeli mówimy o firmach, to bardzo często jestem tylko udziałowcem, więc tego nikt nie widzi. Chciałbym też podkreślić, że moja oferta nie zakłada wyprowadzania ewentualnych zysków ze Śląska. Mówiąc wprost - ja na Śląsku zarabiać nie zamierzam.

Na jakie pana finansowanie Śląsk może liczyć w najbliższym czasie? Przejmuje pan kontrolny pakiet akcji, przychodzi pan od razu z jakimś kapitałem, który powiększa majątek spółki i dzięki temu Śląsk będzie mógł zimą przeprowadzić jakieś spektakularne transfery?

Na przedstawienie tych informacji przyjdzie czas, bo zdaje się, że miasto zobowiązało się do ujawnienia szczegółów całej transakcji i samej oceny, więc na to poczekajmy. Natomiast co do tego, jak będzie budowany dalej klub i jak będzie budowany zespół, to ja jestem daleki od obietnic przeprowadzenia spektakularnych transferów.

Tego na pewno spodziewają się kibice, ja natomiast zwracam tylko uwagę, że transferów w ostatnim czasie w Śląsku było bardzo dużo. Co chwilę mieliśmy w zasadzie do czynienia z kompletną wymianą zawodników. Nie wyobrażam sobie, że my co pół roku wymieniamy zespół. To byłoby nierozsądne, mało efektywne finansowo i sportowo. Więc myślę, że to będzie ewolucja. 

Jeżeli będziemy daleko od planu, który sobie zakładamy, czyli powrotu do ekstraklasy, to na pewno transfery będą. Ale trener z drużyną w takim składzie pracuje od sierpnia. Dajmy sobie i tym ludziom czas.

Na pewno nie ma też możliwości, że bez wzmocnień będziemy w stanie realizować długoterminowe cele. Transfery będą potrzebne. Natomiast kiedy one nastąpią? W zależności od potrzeb i od tego, jak umiejętnie będziemy też włączać piłkarzy z akademii. Uważam, że na tym polu jest bardzo dużo do zrobienia. Od strony wyników drużyny z akademii osiągają sukcesy, pojawiają się tam indywidualności, tylko musimy je umiejętnie włączać do pierwszej drużyny, nie czyniąc krzywdy drużynie i tym zawodnikom. Ten kierunek na pewno chciałbym promować.

Uważam, że powinniśmy mieć jedną, dwie, trzy gwiazdy, które będą przyciągać kibiców, wzbudzać zainteresowanie i wzbudzać emocje. Natomiast też nie chciałbym, abyśmy mieli do czynienia z takimi "meteorytami", które przychodzą i odchodzą po pół roku, tylko żebyśmy patrzyli na każdego zawodnika w perspektywie trzech, czterech lat. I taki model chciałbym tutaj wdrażać.

Jest możliwość, że wraz z pana przyjściem uda się panu pozyskać też nowych sponsorów? Ma pan na pewno sporo znajomych biznesmenów.

Chciałbym zaprosić do tego projektu nie tylko sponsorów. Wywodzę się z branży IT i będę starał się zachęcić do współpracy partnerów z tej branży. My, Polacy, świetnie radzimy sobie z technologiami informatycznymi i uważam, że klub mógłby dużo zyskać, jeżeli rzeczywiście będziemy umieli taką współpracę nawiązać.

Czyli mowa tu nie o pieniądzach, a o kompetencjach?

Kompetencjach i pieniądzach, bo tak na koniec dnia, jeżeli mówimy o pracy informatyków, to jest zawód dobrze płatny i jeżeli byśmy na przykład dostawali takich, ludzi nawet nie na wyłączność, w ramach jakiegoś projektu, to każda godzina jest dosyć solidnie jest opłacana.

To na pewno ciekawy wątek, ale ja mam na myśli, czy sprowadzi pan ludzi, którzy będą chcieli zwiększyć budżet Śląska poprzez sponsoring.

Oczywiście będę chciał to zrobić, bo nie chciałbym tylko umów barterowych. Pewne propozycje już nawet złożyłem, ale na razie w takiej luźnej atmosferze, bo jeszcze nie jestem właścicielem. Dzisiaj dobrym takim wyzwalaczem rozmów sponsoringowych byłoby przeniesienie części biur i przekształcenie ich w loże, bo to jest wartość dodana, która mogłaby szybko zaprocentować. Z tego co się orientuję, chętnych na wynajem lóż i oglądanie meczów w komfortowych warunkach nie brakuje. Nawet pomimo tego, że to jest pierwsza liga.

Wszystkie loże chyba w tym momencie są wynajęte.

No właśnie, więc tutaj widzę potencjał. Natomiast żeby wyjść do kogoś z konkretną ofertą, muszę spełnić warunek formalny i być właścicielem, bo dopóki nim nie jestem, to byłoby mało profesjonalne. Ale tak, rozmowy są i one myślę, że będą dla klubu pozytywne. Patrząc na liczbę obowiązków po stronie obecnie jednoosobowego zarządu, jest ich zbyt dużo, żeby jeszcze zadbać proaktywnie o pozyskiwanie dodatkowych sponsorów.

Mam pewne marzenia. Chciałbym, żeby pewna firma, której nazwy na razie nie podam, została dużym sponsorem, no ale nie będę teraz niczego obiecywał. Myślę, że współpraca z tą firmą byłaby czymś unikalnym dla klubu. Moja propozycja będzie na pewno przez tę firmę rozważana. A czy będzie przyjęta? Liczę na to. To na pewno zrównoważyłoby i powiększyłoby nasz budżet. 

Czy w zarządzie lub na stanowiskach dyrektorskich planuje pan jakieś roszady?

Chcę postawić na możliwie najlepsze osoby i w pierwszej kolejności dać szansę tym, którzy w Śląsku pracują. Oni na swoich stanowiskach są stosunkowo niedługo - prezes, dyrektor sportowy, dyrektor skautingu, więc dajmy im szansę, dajmy im czas, mamy na to przestrzeń. Jeżeli to będzie konieczne, będę chciał ściągnąć do Wrocławia jak najlepszych ludzi.

Sytuacja w tabeli jest stabilna. Skupmy się na najbliższym meczu. To też będzie taki mój bardzo czytelny i prosty przekaz. Jeżeli chcemy osiągać cele w dłuższej perspektywie, skupmy się na celach krótkoterminowych, czyli wygrajmy kolejny mecz. Rzadko zdarzały się przypadki w historii piłki nożnej, że ktoś potrafił grać bardzo równo przez cały sezon, wygrywać wszystkie mecze. Ale nie traćmy dystansu, nie zostawajmy z tyłu, zbierajmy punkty, a powinno być dobrze.

Jaki będzie kształt Rady Nadzorczej?

W Radzie Nadzorczej będzie jeden przedstawiciel miasta i od dwóch do czterech osób wskazanych przeze mnie.

Obecnie zarząd jest jednoosobowy, tak zostanie?

Będę chciał, by zarząd na początku był dwuosobowy, bo pracy jest zbyt dużo dla jednego członka i należałoby zarząd wzmocnić. Chciałbym odciążyć zarząd od pionu sportowego, czyli chciałbym, żeby skupił się stricte na administracji, sprzedaży, marketingu i zarządzaniu współpracą z partnerami i sponsorami. Będę chciał też wzmocnić pion sportowy, ustandaryzować kwestię współpracy z akademią oraz pomiędzy skautingiem a dyrektorem sportowym, a także ustalić komitet transferowy, w którym dopiero na końcowym etapie włączany jest zarząd, który musi nadzorować budżet.

Miał pan okazję rozmawiać już z prezesem Michałem Mazurem?

Tak, współpracujemy, rozmawiamy, bardzo cenię Michała, który ma ogromne doświadczenie i wiedzę o klubie. Wszystkie rozmowy były bardzo merytoryczne, ale mój wniosek jest taki, że na pewno jest potrzeba wzmocnienia i odciążenia tego zarządu. Dziś Michał w mojej ocenie pracuje na pięć etatów.

Jeżeli chcemy rzeczywiście pewne rzeczy poprawić, a jest ich sporo, no to musimy też pozyskać pewne kompetencje. I to na pewno będzie robione. Co nie oznacza, że będę rozbudowywał struktury. Wręcz przeciwnie, uważam, że istnieje też przestrzeń do tego, żeby upraszczać te struktury, natomiast dajmy sobie czas na to, żeby pewne rzeczy usprawniać.

Jak zapatruje się pan na współpracę ze spółką zarządzającą stadionem?

Nie dyskutowaliśmy jeszcze o szczegółach, ale w ramach umowy jest przewidziane zobowiązanie, aby przez najbliższy czas, od dziś do nieskończoności, grać na Tarczyński Arenie. Na pewno jeżeli chodzi o współpracę ze stadionem, to też bardzo dużo sobie obiecuję i chciałbym partnersko też podchodzić do wielu rzeczy, poprawić je. Obecne uwagi do stadionu są powszechnie znane. Bardzo liczę na to, że uda się przekształcić część pomieszczeń biurowych na dodatkowe loże, to dawałoby nam potencjalny nowy przychód. 

Mariusz Lewandowski jest tą osobą, którą pan widzi jako takie potencjalne wzmocnienie pionu sportowego?

Rzeczywiście znamy się z Mariuszem. Bardzo go cenię. To jest bardzo doświadczona osoba. Trener, menadżer, wybitny reprezentant Polski. Piłkarz Roku 2009 w Polsce. Natomiast mówi się o Mariuszu też w kontekście współpracy z Widzewem Łódź.

Jest za wcześnie, żeby mówić o konkretnych osobach, które doszłyby do klubu. Chciałbym mieć komfort współpracy z najlepszymi i tak jak powiedziałem, ja sobie bardzo cenię Mariusza Lewandowskiego, bo jego doświadczenie jest bardzo duże.

O pewnych kandydatach do pracy w Śląsku na razie nie chciałbym w ogóle mówić, bo wiem, że myśli o nich też konkurencja i nie będzie łatwo pozyskać ich do klubu takiego jak Śląska Wrocław, na razie pierwszoligowego. Rozmawiam z ludźmi, którzy znają środowisko piłkarskie i na pewno byliby wzmocnieniem. 

Będę stawiał nie tylko na Polaków, ale również na na osoby z zagranicy, natomiast to nie będą osoby oderwane od rzeczywistości. To nie będą osoby, które funkcjonowały tylko w świecie najlepszych lig i nie znają naszej specyfiki, nie znają Polski i nie wiedzą w ogóle nic na temat naszej Ekstraklasy, nie znają regionu, nie mają w ogóle jakiegokolwiek backgroundu. Uważam, że to jest bardzo ważne, żebyśmy pozyskiwali ludzi, którzy będą w stanie bardzo szybko się adaptować. Przyjdzie czas na to, żeby powiedzieć, kto ewentualnie nas wzmacnia w pionie sportowym, ale i nie tylko, bo i w pozostałych pionach dostrzegam potrzebę wzmocnień, o czym już wspomniałem.

Ale Mariusz Lewandowski jest jedną z tych osób, które pan rozważa?

Tak.

I to była osoba, z którą pan współpracował przy tworzeniu oferty na zakup Śląska?

Nie.

Doradzał panu jakoś?

Wiele osób mi doradzało, to też nie jest tak, że nie zasięgałem języka. Konkurencję miałem godną, osobę związaną z branżą piłkarską, reprezentanta Polski, menadżera, więc ja też starannie odrabiałem swoją pracę domową. Zasięgałem opinii wielu ludzi, co zostało dobrze ocenione. Mariusz był jedną z takich osób, z którą pewne rzeczy nie tyle konsultowałem, co bardziej poznawałem opinię. Pytałem jak to było zorganizowane na przykład w Szachtarze Donieck czy w innych klubach, w których grał lub pracował.

W różnych wypowiedziach kibiców czuć sceptycyzm w kontekście jego osoby. Jak pan myśli, dlaczego?

Może chodzi o to, że był trenerem Zagłębia Lubin? To może budzić jakieś kontrowersje, natomiast to nie byłby wyjątek na świecie. To nie pierwsza osoba, która by była w swojej historii w Śląsku i w Lubinie. Nawet nasz dyrektor sportowy Darek Sztylka był tam przez chwilę. W Legii Warszawa jest Paweł Wszołek, który ma przeszłość w Polonii Warszawa. Sięgając gdzieś dalej - Raul w dzieciństwie był kibicem Atletico Madryt, a został legendą Realu. Takich przykładów jest bardzo dużo. Świat piłki to też jest świat, w którym ludzie zmieniają kluby, przychodzą, odchodzą. Najważniejsze, żeby tam, gdzie są, dawali z siebie sto procent. A akurat Mariuszowi nigdy nie brakowało serducha do walki i za to był zawsze ceniony. Jest na pewno dobrym człowiekiem, jest profesjonalistą.

Odnoszę wrażenie, że to jest po prostu człowiek już przez pana wybrany i będzie chciał go pan zatrudnić.

Ja bym bardzo chciał, ale tak jak powiedziałem - czytałem, że Widzew też był nim zainteresowany. Mariusz z właścicielem Widzewa przyjaźni się dłużej niż ze mną. Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia, ja bym bardzo tego chciał.

W jakiej roli?

Jako wsparcie pionu sportowego, ale jest za wcześnie, żebym teraz podał więcej konkretów. Rozmawiam też jednocześnie z innymi ludźmi. Ale nie uciekam od odpowiedzi i otwarcie mówię, że bardzo cenię sobie Mariusza, tak jak i kilka innych osób, ale poczekajmy. Na pewno bardzo mi zależy na wzmocnieniu pionu sportowego i zarządczego.

Mieszka pan w Monako, mówił pan w wywiadzie dlagoal.pl, że chciałby pan w jakimś sensie zbudować pomost między Śląskiem a AS Monaco, na czym miałoby to polegać?

AS Monaco to bardzo profesjonalny klub, który ma wiodącą na świecie akademię. Siła tej organizacji zbudowana jest na bardzo dobrym skautingu i szkoleniu, dzięki któremu udaje im się sprzedawać piłkarzy za kilkadziesiąt milionów euro. Monaco od wielu cały czas jest silnym, znaczącym klubem we Francji. Brakuje mi w nim tylko ambicji do sięgania po trofea. 

Natomiast trzeba też pamiętać, aby być na te sukcesy przygotowanym. Wicemistrzostwo Polski dla Śląska to był początek dużego kryzysu. Zmiana drużyny robiona ad hoc, odeszło zbyt dużo zawodników wiodących. To spowodowało, że trzeba było bardzo szybko pozyskiwać kolejnych. Klub na pewno organizacyjnie nie był na to przygotowany i nie chciałbym dopuścić do takiej sytuacji.

Chciałbym, abyśmy pracowali w takim trybie, żebyśmy mieli plany nawet na dwa okienka transferowe do przodu. I żebyśmy byli gotowi na to, że jak wiodący zawodnik dostaje bardzo dobrą ofertę, to my mamy już kogoś wyselekcjonowanego na jego miejsce. Nie może być tak, że my dopiero wtedy zaczynamy patrzeć, kogo możemy pozyskać, w jakiej jest formie fizycznej i jak jest przygotowany do sezonu. 

Cieszy mnie to, że w tej chwili dwóch zawodników pozyskaliśmy. Antoni Klimek zagrał od razu w pierwszym meczu, Michał Rosiak był na ławce. Ale wolałbym w przyszłości mieć to lepiej zaplanowane, nie czekać też do ostatniego dnia okienka, ale do tego potrzebna jest systemowa praca i sprawnie działający zespół, bo jedna osoba tego na pewno nie jest w stanie fizycznie realizować. 

To dotyczy też zarządzania talentami z akademii, bo uważam, że nawet jeżeli ten zawodnik na dziś nie jest w stanie podjąć rywalizacji z dnia na dzień z seniorami, no to należy wdrożyć system, w którym będzie miał szansę ogrywania się w klubach partnerskich, satelickich czy też takich, które dadzą mu większe szanse na grę i zdobywanie doświadczenia. To będzie korzystne dla Śląska, dlatego musimy nad tym pracować. Uważam, że można to zrobić dużo lepiej.

Wracając do kwestii AS Monaco, na ten moment to jest po prostu pana inspiracja, czy też ma pan jakieś kontakty w tym klubie, które chciałby pan wykorzystać?

Mam kontakty, tylko aby rozpocząć jakiekolwiek rozmowy, trzeba być do tego przygotowanym. Struktura klubu takiego jak AS Monaco jest prosta, to nie jest rozbudowany klub, w którym jest duży problem z dotarciem do właścicieli czy do zarządzających. Natomiast my musimy być przygotowani, jeśli mamy być potraktowani poważnie. Musimy najpierw dobrze zrozumieć nasze potrzeby i potrzeby AS Monaco. Wtedy będziemy musieli pokazać, że współpraca będzie korzystna dla wszystkich stron. Natomiast dzisiaj ja nie mam gotowego procesu, żeby to spróbować realizować. Można zrobić coś pod publiczkę, ale wolę robić coś, co jest dobrze przygotowane. Jeżeli my to dobrze przygotujemy, to natychmiast zaczniemy to realizować.

Czyli planuje pan rozpocząć współpracę z AS Monaco.

Tak.

Czy to był element pana oferty w procesie przetargu?

Nie, nie jestem związany z Monaco, mówienie teraz o jakichś konkretach to byłoby granie pod publiczkę. Mniej opowieści, więcej konkretów, a dzisiaj ich jeszcze nie mam. Można w jakiejś dłuższej perspektywie myśleć o takiej współpracy, gdzie najbardziej uzdolnieni piłkarze tam trafiają i w drugę stronę też ktoś z Monaco trafia do nas. Chociaż głęboko wierzę w to, że dobrym miejscem dla ich będzie sam Śląsk.

Dzisiaj między Monaco a Śląskiem jest duża dysproporcja, ale w jakiejś perspektywie możemy rywalizować poprzez sprawność skautingu, analitykę, wykorzystywanie narzędzi AI. Mamy świetne środowisko informatyczne, trzeba to po prostu wykorzystać. To jest pierwsza rzecz. Druga to baza szkoleniowa i tutaj akademia w ciągu kilku lat może zrobić duży progres.

Moim marzeniem jest to, żeby nie tracić żadnego chłopca ani dziewczynki, którzy przyjdą do klubu. Oczywiście w pewnym momencie musi być selekcja na grupę nazwijmy to rekreacyjną i elitarną, ale chciałbym, żeby każde dziecko miało możliwość gry w barwach Śląska, na różnych poziomach.

Uważam, że w Polsce marnuje się ten potencjał, bo selekcja w wieku 7 lat to jest taka rzecz, której my jako dorośli nigdy nie powinniśmy robić. Jak można 7-latkowi powiedzieć, że on się do gry w tym klubie nie nadaje? To jest skandal. Moja córka kiedyś trenowała gimnastykę i pływanie synchroniczne, ale miała też ochotę pójść na zapasy. Rozmawiając z trenerem zapasów usłyszałem coś, co bardzo zabolało. Mówił, że mnóstwo chłopców bardzo utalentowanych, z których on mógłby wychować wspaniałych zapaśników, zabierała piłka nożna. Kusiła ich, a po pół roku im dziękowano, bo w ramach selekcji pojawiał się ktoś lepszy. Ale to nie oznacza, że w wieku 20 lat on rzeczywiście będzie lepszy.

Niestety, ale zbyt często wynik jest najważniejszy, pojawia się presja ze strony rodziców i to się przenosi później na decyzje trenerów. Dlatego marzy mi się, żeby dać takie warunki, żebyśmy mogli objąć szkoleniem możliwie jak najwięcej dzieci, a w zasadzie wszystkie te, które mają ochotę bawić się piłką, nie tylko profesjonalnie. Czasami ten potencjał jest uwalniany bardzo późno. Czasami predyspozycje są nieoczywiste. 

Holendrzy i Belgowie utworzyli nawet drużyny narodowe z chłopców późno dojrzewających. W Kanadzie hokej też jest oparty na takim modelu, że czeka się na tych chłopców, którzy później dojrzewają. Ale oni dają później coś więcej. Oni musieli sobie radzić w trudniejszych warunkach, rywalizując z fizycznie silniejszymi, starszymi, szybciej poruszającymi się na boisku chłopcami. 

W Hiszpanii w ramach sparingów w akademii rywalizują ze sobą dwa roczniki. Dzięki temu jedni zbierają doświadczenie grając w defensywie przeciwko rywalowi silniejszemu, lepszemu. Drudzy z kolei doświadczają gry, w której dominują, są stroną przeważająca i muszą grać przeciwko drużynie grającej w głębokiej defensywie. Czyli zyskują tak naprawdę wszyscy. Pewnie nie tylko to powoduje, że Hiszpania ma dobre szkolenie, ale warto takie rzeczy wykorzystywać.

Coś czuję, że pion sportowy zyska poważnego dyskutanta w pana osobie.

Dyskutantem jestem na pewno dobrym, ale nie jestem praktykiem, nie chcę wchodzić w czyjeś kompetencje, ale trochę widziałem, trochę czytałem, trochę się interesowałem, trochę wiem.

Pewnie te dzieci w Śląsku miałyby łatwiej, gdyby miały gdzie trenować. Rozmawiał pan z przedstawicielami miasta o mitycznej budowie infrastruktury akademii?

Tak, rozmawialiśmy i bardzo liczę na to, że ten projekt ruszy jak najszybciej, że w przyszłym roku będziemy mieli do dyspozycji przynajmniej jakąś część. Liczę na to, że uda się we współpracy z Ministerstwem Sportu naprawdę zrobić coś, z czego będziemy dumni, że poprawimy jakość szkolenia i będziemy też więcej mogli zaoferować jako klub, jako społeczność, jako miasto. To może być motorem napędowym do rozwoju klubu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.