Najlepsze mecze jesieni (RANKING)
fot.: Paweł Kot
Po zakończeniu ligowej jesieni podsumowujemy najlepsze mecze Śląska Wrocław. Które z tych spotkań najbardziej zapadło Wam w pamięć? Zagłosujcie w naszej sondzie i podzielcie się wspomnieniami w komentarzach!
Śląsk – Piast 2:0, 22.08.2020 (Nasza relacja)
Tydzień po zawstydzającej wpadce w wyjazdowym meczu pierwszej rundy Pucharu Polski z pierwszoligowym ŁKS (porażka po karnych), Śląsk podejmował trzecią drużynę niedawno zakończonych rozgrywek. Trener Vitezslav Lavicka w wyjściowej jedenastce desygnował trzech pozyskanych latem wcześniej piłkarzy Waldemara Sobotę, Mateusza Praszelika i Fabiana Piaseckiego, a kapitalna akcja dwóch ostatnich szybko zapewniła prowadzenie gospodarzom. Po niespełna dwóch minutach nowy młodzieżowiec wrocławian inteligentnym zagraniem skierował piłkę w polu karnym w stronę Piaseckiego, a król strzelców 1.ligi cieszył się z debiutanckiego trafienia w barwach Śląska.
Mający przed sobą start w europejskich pucharach i poważnie osłabiony odejściami Jorge Felixa czy Toma Hateley’a Piast nie czuł się tego dnia we Wrocławiu zbyt dobrze. Rozochocony szybkim objęciem prowadzenia zespół Lavicki poszedł natomiast za ciosem i pięć minut po przerwie prowadził już różnicą dwóch bramek. Z rzutu wolnego dośrodkował Sobota, koślawe przyjęcie Celebana zamieniło się w idealne przygotowanie piłki na strzał i Frantisek Plach skapitulował ponownie. Śląsk zaproponował skuteczny, wyrachowany futbol, dzięki czemu już na inaugurację sezonu zachował czyste konto na własnym boisku, choć przez całe poprzednie rozgrywki ta sztuka udała mu się tylko raz.
Wisła Kraków – Śląsk 1:3, 29.08.2020 (Nasza relacja)
Udana inauguracja nie była przypadkiem – w pierwszym wyjazdowym meczu ligowego sezonu Śląsk poszedł za ciosem i można było żałować, że już po dwóch kolejkach przypadała pierwsza tegoroczna przerwa na kadrę. Wrocławianie prowadzili przy Reymonta od drugiego kwadransa, po tym jak rzut karny wywalczył faulowany przez Dawida Szota Mateusz Praszelik, a z jedenastu metrów nie pomylił się Robert Pich. Niewiele w pierwszej połowie zapowiadało nieszczęście, które udziałem piłkarzy Vitezslava Lavicki stało się pięć minut przed przerwą. Pomimo dobrej gry Śląsk stracił bramkę na 1:1, a największym pechowcem bramkowej akcji Białej Gwiazdy okazał się Mariusz Pawelec, który przeciął nieprzyjemne wstrzelenie piłki przez Yawa Yeboaha i pokonał własnego golkipera.
Wrocławianie przy Reymonta nie podłamali się jednak utratą prowadzenia, a komplet punktów zagwarantował im zabójczy ostatni kwadrans. Najpierw po kolejnym świetnym podaniu Praszelika, w sytuacji sam na sam Mateusza Lisa minął Pich i strzałem z ostrego kąta skompletował dublet, zaś w 85. minucie kropkę nad i postawił Waldemar Sobota. Były reprezentant Polski strzelił pierwszego gola po powrocie do Śląska wykorzystując jedenastkę podyktowaną za faul Lukasa Klemenza na Pichu. Śląsk przed sierpniowym starciem przy Reymonta wygrał tylko jeden wyjazdowy mecz w tym roku, a w Krakowie wyglądał, jakby zgarnianie kompletu punktów w roli gościa było dla niego chlebem powszednim.
Śląsk – Lech 3:3, 12.09.2020 (Nasza relacja)
Ciepły sobotni wieczór, zwroty akcji, sześć bramek i ówczesny frekwencyjny rekord czasów pandemii – chociaż Śląsk w 3. kolejce nie wygrał, meczu z Lechem trudno nie wyróżnić. Piąta i druga drużyna poprzedniego sezonu zabrały ponad 11 tysięcy kibiców zgromadzonych na Stadionie Wrocław na szaloną przejażdżkę kolejką górską, w trakcie której możliwe było dosłownie wszystko. Zaczęło się świetnie dla Kolejorza, który prowadził od 7. minuty dzięki dośrodkowaniu Michała Skórasia i już trzeciej w sezonie ligowej bramce Mikaela Ishaka. Pięć minut później odpowiedział Śląsk. Z rzutu rożnego dośrodkował Waldemar Sobota, zaś najlepszą pozycję w polu karnym wypracował sobie nie mniej skuteczny od Szweda w pierwszych meczach sezonu Piotr Celeban i głową doprowadził do wyrównania. Po kolejnych kilkudziesięciu sekundach i następnym kornerze Śląsk już prowadził!
Z przeciwległego narożnika boiska piłkę wrzucił Praszelik, piłkę strącił Wojciech Golla, a na 2:1 trafił Mathieu Scalet, którego obecność w wyjściowej jedenastce była olbrzymią niespodzianką. Piłkarze Lecha reklamowali faul, chwilę zajęła też analiza VAR, który sprawdzał, czy piłka na pewno przekroczyła linię bramkową, w 16. minucie Stadion Wrocław eksplodował jednak z radości. Sęk w tym, że pozostałe dwa kwadranse przed przerwą należały do Lecha. W 28. minucie niefortunną interwencję we własnej szesnastce zanotował Golla, który skierował piłkę do Daniego Ramireza, a Hiszpan pokonał Matusa Putnockiego. Cztery później ponownie dała o sobie znać skuteczność Ishaka, który trafił po raz drugi tego wieczora i wicemistrz Polski już prowadził. Trzy bramki z wrześniowego meczu przeciwko Lechowi do dziś (!) pozostają ostatnimi straconymi przez Śląsk w pierwszych połowach.
Podobną liczbę fajerwerków po zmianie stron zapowiadała szybka bramka na 3:3, którą już w 51. minucie z rzutu karnego podyktowanego za faul Tymoteusza Puchacza na Lubambo Musondzie, zdobył Robert Pich. Wysokie tempo gry faktycznie zostało utrzymane, sytuacji w obu polach karnych nie brakowało aż do końcowego gwizdka, więcej trafień tego wieczora na Stadionie Wrocław już jednak nie było. Śląsk po trzech kolejkach pozostawał jedną z czterech niepokonanych drużyn, zaś przystępujący do decydującej części kwalifikacji o Ligę Europy Lech nadal nie wygrał w nowym sezonie ekstraklasy.
Śląsk – Cracovia 3:1, 02.10.2020 (Nasza relacja)
Po weekendzie przymusowej przerwy spowodowanej przełożeniem meczu przy Łazienkowskiej i wcześniejszym fatalnym występie w Szczecinie, rywalem zawodników Vitezslava Lavicki była jedna z dwóch ostatnich niepokonanych drużyn w tym sezonie. Cracovia po pięciu występach plasowała się w dolnej części tabeli, jednak taki stan rzeczy determinowała kara ujemnych punktów za udział w korupcji. Stęskniony za graniem Śląsk nie dał jednak rozwinąć skrzydeł rywalowi i szybko wziął się do roboty.
Gospodarze objęli prowadzenie w 17. minucie, a akcja rozpoczęła się do przejęcia piłki w środku pola przez Krzysztofa Mączyńskiego. Kapitan zagrał na skrzydło do Dino Stigleca, a Chorwat dośrodkował prosto na głowę Erika Exposito i Hiszpan na początku października wreszcie mógł się cieszyć z pierwszego gola w tym sezonie. Pięć minut później powodów do zadowolenia kibice Śląska mieli jeszcze więcej, bo piłka w siatce przyjezdnych zatrzepotała po raz drugi. Drugą asystę zanotował Stiglec, który tym razem wcielił się w dośrodkowującego z rzutu wolnego, a Karola Niemczyckiego strzałem głową pokonał Wojciech Golla. Przyjemny piątkowy wieczór na Stadionie Wrocław stał się trudny pięć minut po zmianie stron. Po starciu Golli z Filipem Piszczkiem w polu karnym i analizie VAR, sędzia Krzysztof Jakubik podyktował rzut karny wykorzystany przez Sergiu Hankę.
Sytuacja została opanowana w 65. minucie, kiedy po raz drugi w tym meczu trafił Exposito korzystający ze zbyt krótkiego wybicia piłki z własnej szesnastki przez obrońców Cracovii. Śląsk znowu prowadził różnicą dwóch bramek, ale znowu mógł sobie zafundować nerwowe chwile. Arbiter z Siedlec sześć minut przed końcem regulaminowego czasu po raz drugi wskazał bowiem na wapno, w tej sytuacji Matus Putnocky kapitalnie odbił jednak piłkę po uderzeniu rumuńskiego kapitana Cracovii. Gospodarze do końcowego gwizdka nie narażali się już na żadne nieszczęścia i wygrali 3:1 fundując rywalowi pierwszą ligową porażkę od połowy lipca. Bramka strzelona przez Hankę aż do ubiegłotygodniowego meczu z Wartą było poprzednią straconą przez Śląsk we Wrocławiu, zaś to spotkanie cały czas jest ostatnim, które z trybun Stadionu Miejskiego choćby w ograniczonej liczbie mogli oglądać kibice.
Śląsk – Jagiellonia 1:0, 24.10.2020 (Nasza relacja)
Tego popołudnia najważniejsze nie były fajerwerki i efektowna gra, a pragmatyzm. Po kolejnych wyjazdowych porażkach w zawstydzającym stylu w Płocku oraz Warszawie, na stadion Śląska przyjechała drużyna, która w pierwszych dwóch meczach wyjazdowych w tym sezonie zainkasowała komplet punktów i to nie byle gdzie, bo przy Łazienkowskiej i Okrzei.
Trener Vitezslav Lavicka po słabiutkich występach Mateusza Praszelika na Mazowszu, po raz drugi w sezonie w roli jedynego młodzieżowca obsadził Marcela Zyllę, jednak zanim były zawodnik Bayernu zdążył dać próbkę swoich umiejętności, z gry wyeliminowała go kontuzja. Pięć minut przed przerwą swoją szansę jednak dostał Praszelik, a niedługo po zmianie stron właśnie jego akcja przesądziła o losach spotkania. W 48. minucie dwudziestoletni pomocnik Śląska zdecydowanym pressingiem zmusił do błędu Bartosza Bidę, przejął futbolówkę, po czym nie dał się dogonić żadnemu z zawodników Jagiellonii i z zimną krwią pokonał Damiana Węglarza. W ten sposób padła pierwsza w historii ekstraklasowa bramka wrocławian zdobyta przez piłkarza urodzonego w 2000 roku, a drużyna Bogdana Zająca wyraźnie straciła na pewności siebie.
Śląsk po strzelonym golu nie zdominował przeciwnika, ten mecz cały czas był dla niego bardzo trudny oraz wymagający, jednak konsekwentna gra, szczególnie w defensywie, pozwoliła dowieźć skromne prowadzenie. Piłkarze Lavicki odbudowali się po wcześniejszych wyjazdowych niepowodzeniach i w czwartym domowym meczu sezonu zainkasowali trzeci komplet punktów. Jagiellonia potknęła się po raz pierwszy na wyjeździe, a jej seria porażek poza Białymstokiem trwa do dziś i liczy już pięć kolejnych gier.