''Nie byłem zadowolony z jego gry''. Wahadłowy nie ma udanego początku w Śląsku
fot.: Michał Stawarz
Timossi Andersson miał być jednym z zawodników, którzy wniosą do Śląska Wrocław szybkość, dynamikę i ofensywną jakość. Początek przygody Szweda z WKS-em nie jest jednak udany. Jego statystyki pozostają bardzo skromne, a po ostatnim meczu trener Simundza wprost przyznał, że nie był zadowolony z jego występu.
Timossi Andersson dołączył do Śląska Wrocław latem. Przed transferem grał regularnie i był przygotowany fizycznie do sezonu. Szwed został sprowadzony przede wszystkim z myślą o grze na prawym wahadle. Wcześniej występował głównie jako skrzydłowy, dlatego wyróżnia się ofensywnym usposobieniem.
Z informacji, do których dotarliśmy przy okazji podpisania przez niego kontraktu, wynikało, że jego największymi atutami są szybkość, przyspieszenie i intensywność gry. Szwed miał być zawodnikiem dobrze skrojonym pod grę wahadłowego - mobilnym, wytrzymałym, angażującym się w akcje ofensywne i chętnie wchodzącym w pojedynki.
Sam Timossi Andersson również wskazywał na te elementy, opisując swoją charakterystykę.
- Powiedziałbym, że wyróżniam się szybkością i próbami przedostania się pod bramkę przeciwnika. Lubię próbować zanotować asystę, strzelić gola. Mam ambicję być zawodnikiem decydującym
- mówił w wywiadzie z klubowymi mediami.
Na razie trudno jednak powiedzieć, że Szwed jest dla Śląska zawodnikiem decydującym.
Jego liczby w ofensywie pozostają bardzo skromne. Timossi Andersson nie zdobył jeszcze bramki, nie oddał żadnego strzału i nie zanotował asysty. W 4 z 5 występów nie zaliczył również celnego dośrodkowania. Łącznie ma 3 takie zagrania (33% celności) - wszystkie w meczu z Widzewem Łódź.
Gorzej wypadają dryblingi. Według statystyk nie ma jeszcze na koncie ani jednego udanego dryblingu, a próbował tego zaledwie dwukrotnie.
Problem widać również w pojedynkach. Szwed wygrywa średnio 38% pojedynków. W defensywie także na razie nie zachwyca - notuje przeciętnie 0,8 odbioru piłki oraz 0,2 przechwytu na mecz. Do tego dochodzi 1,6 odzyskanej piłki oraz 1,6 wybicia na spotkanie.
Ciekawie wygląda przy tym porównanie z Michałem Rosiakiem, który jest jego konkurentem do gry na prawym wahadle. Polak wygrywa średnio 47% pojedynków, odzyskuje 3,2 piłki na mecz i ma wyższe xA - 0,60 przy 0,16 Timossiego Anderssona. Częściej również dośrodkowuje (średnio 1,4; 47% celności) i oddaje strzały (1 próba na mecz).
Różnicę widać również w aktywności obu zawodników. Rosiak zdecydowanie częściej jest pod grą - notuje średnio 41,6 kontaktu z piłką na mecz, podczas gdy Timossi Andersson zaledwie 23,2. W statystykach widać więc, że były gracz Arsenalu znacznie częściej uczestniczy w akcjach swojej drużyny, lecz trzeba zaznaczyć, że spędził na boisku 64 minuty więcej.
Oczywiście należy także brać pod uwagę, że mówimy o początku sezonu i stosunkowo niewielkiej próbce. Timossi Andersson dopiero poznaje nową ligę, drużynę i wymagania trenera. Nie bez znaczenia może być również przystosowanie do nowego środowiska.
Na ten aspekt zwrócił uwagę Ante Simundza po spotkaniu z Widzewem Łódź (3:3). Trener Śląska nie ukrywał, że nie był zadowolony z występu Szweda.
- Nie byłem zadowolony z jego gry i dlatego go zmieniłem. To jest zawodnik, który potrzebuje więcej miejsca. Być może to jest też kwestia aklimatyzacji
- wytłumaczył szkoleniowiec.
Na razie Timossi Andersson nie pokazuje więc w pełni tego, z czego miał być znany. Brakuje konkretów, większej aktywności i gry ofensywnej. Najbliższe mecze pokażą, czy to tylko kwestia aklimatyzacji, czy Szwed będzie potrzebował więcej czasu, aby odnaleźć się w Śląsku.
