Olsen bez kompana w pomocy?
fot.: Mateusz Porzucek
Śląsk Wrocław w sobotę zmierzył się z Lechią Gdańsk i wygrał 2:1. Drużyna z Wrocławia fatalnie wyglądała w pierwszej połowie. Było to spowodowane w dużej mierzę małą ruchliwością w środkowej strefie boiska. Panowanie nad nią przejęli goście, którzy do przerwy prowadzili 1:0. Czy Olsen to lider zespołu? Kto powinien być podstawowym ofensywnym pomocnikiem? Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Wrocławianie w ostatniej kolejce zanotowali dopiero drugie zwycięstwo na własnym stadionie w tym sezonie, co nie zachęca kibiców do przychodzenia na stadion. Nie dość, że Śląsk gra mizernie to jeszcze nie posiada swojego określonego stylu gry. Każdy bardzo dobrze wie, że ataki pozycyjne zawsze są rozpoczynane od środkowych pomocników, to oni nadają tempo akcją ofensywnym oraz mają za zadanie zatrzymać ataki przeciwników. W środku pola wrocławianie mają wielu zawodników, ale nie są to zawodnicy na tym samym poziomie piłkarskich umiejętności.
OLSEN SERCEM ZESPOŁU
Patrick Olsen to niewątpliwie jeden z najlepszych zawodników WKS pod każdym względem. Nie straszne dla niego jest wykonanie efektownej sztuczki w pobliżu kilku rywali, czy zagranie pięknej prostopadłej piłki. Duńczyk jest sercem organizmu nazywanego Śląskiem Wrocław. W Mielcu podczas spotkania ze Stalą (2:0), widać było brak Olsena, który jest w stanie, także mentalnie podnieść na duchu kolegów, kiedy mają cięższy moment. Wykazał się tą umiejętnością w drugiej połowie meczu z Lechią, tuż po gwizdu arbitra zaczął brać grę na siebie i szukać rozwiązań w ofensywie. Był wszędzie, gdzie była piłka. W głównej mierze to jemu trzeba zawdzięczać wygraną w tym spotkaniu. Gdyby nie jego strzał z dystansu nie byłoby rzutu rożnego w konsekwencji, którego padła bramka na 2:1. Podsumowując widzimy, że gdy Olsen dobrze czuję się na boisku to cały zespół funkcjonuje lepiej.
KTO POWINIEN TWORZYĆ DUET Z DUŃCZYKIEM?
Przez większość tego sezonu Olsen występował w duecie z Petrem Schwarzem. Współpraca pomiędzy tą dwójką zawodników z meczu na mecz wyglądała coraz lepiej. Powoli było widać automatyzmy. Niestety Czech niedawno odniósł kontuzję kostki i jeszcze nie wiemy, kiedy po raz kolejny zobaczymy go na zielonej murawie. Teraz nasuwa się pytanie, kto powinien wejść w buty byłego zawodnika Rakowa Częstochowa?
W ostatnim meczu próbował zrobić to Adrian Bukowski, który dotychczas występował tylko w drugoligowych rezerwach WKS, gdzie był wyróżniającą się postacią. Niestety dla wszystkich sympatyków Śląska młodzieżowiec nie zaimponowała, ale mimo wszystko nie powinno się go po tym spotkaniu rozliczać. Był on schowany w cieniu Olsena, któremu robił miejsce w ataku. U Bukowskiego było widać stres i nerwowość spowodowaną pierwszym w karierze meczem w ekstraklasie rozpoczętym w pierwszej jedenastce. Na pewno zasługuję on na kolejną szansę w meczu z Piastem, a podwyższa jego notowania jeszcze magiczny status młodzieżowca. Dobrze wiemy, że trener Ivan Djurdjević lubi budować zawodników serią występów w podstawowej jedenastce, oby z Polakiem niedawno powołanym do kardy u-20 było tak samo, bo to zawodnik o niewątpliwym potencjale. Na dodatek o sylwetce pomocnika można przeczytać tutaj.
WKS nie może zamykać się na jedną opcję Bukowskiego, bo w kadrze zespołu są jeszcze Javier Hyjek oraz Adrian Łyszczarz, którzy mogą tworzyć duet z Olsenem. Polak jest młodzieżowcem tak samo, jak Bukowski, ale ma za sobą fatalny mecz ze Stalą okraszony pamiętanym przez wszystkich samobójem. Na dodatek Hyjek często ma piłkę przy nodze i robić z nią znane w Hiszpanii kółka, które spowalniają akcję. Zaś Łyszczarz jest zawodnikiem na wskroś ofensywnym, ale jego kulą u nogi jest niewątpliwie brak litery M przy nazwisku oznaczającej bycie młodzieżowcem. Na pewno wiek spowalnia rozwój wychowanka Śląska, bo umiejętności posiada i to na nie lada poziomie, co widzieliśmy chociażby w meczu z Cracovią (1:1), kiedy zdobył bramkę dającą remis.
W kadrze WKS znajduję się także Michał Rzuchowski, który jest zawodnikiem idealnym na teraźniejsze problemy Śląska, ale niestety jest kontuzjowany. Były zawodnik Chrobrego Głogów może grać na pozycji numer 10 oraz jesr w stanie tworzyć duet z Olsenem. Michał to zawodnik typu box to box mogący pomóc w ofensywie i defensywie.
Śląsk i Lechia - obecnie to dwie najgorzej wyglądające drużyny w Ekstraklasie.
— Kamil Warzocha (@WarzochaKamil) September 10, 2022
Źle się to ogląda, Śląsk ma problem z konstruowaniem akcji ofensywnych i wygraniem środka pola (Nahuel na 10 to błąd), ale to Lechia – niewiele trzeba, żeby strzelić jej gola.#ŚLALGD pic.twitter.com/how2ezoiJp
REŻYSER POTRZEBNY NA WCZORAJ
Śląskowi po odejściu Mateusza Praszelika do Hellasu Werona brakuje klasowego zawodnika mogącego grać na pozycji numer 10. Piłkarz grający w ofensywnym centrum boiska musi być dobry technicznie, fizycznie, powinien potrafić dobrze uderzyć z dystansu i przede wszystkim napędzać akcję ofensywne. WKS obecnie nie posiada zawodnika o takiej charakterystyce, choć do gry na tej pozycji jest dość długa kolejka.
Zaczynając od jej dołu – Marcel Zylla, wiele osób już zapomniało o jego istnieniu, ale były zawodnik Bayernu dalej jest w klubie i czeka na swoje szanse. Środkowy pomocnik ofensywny to byłaby dla niego najlepsza pozycja na boisku, jest dość szybki, zwinny, posiada dobre uderzenie z dystansu oraz ma już obycie z ekstraklasą. Czemu zatem nie gra? Bo nigdy nie dostał realnej szansy zaistnienia na tej pozycji. Kiedy przychodził do Śląska był już w klubie Praszelik, z którym Zylla miał konkurować o miejsce w składzie i rolę podstawowego młodzieżowca. Niestety Polak z niemieckim obywatelstwem przegrał tą rywalizację i na długo został przyspawany do ławki rezerwowych. Teraz w klubie najchętniej by się go pozbyli. W rezerwach mają grać zawodnicy młodzi, a na grę w pierwszym zespole jest według trenera za słaby. Śląsk nie może pozwolić sobie na odrzucanie takiego piłkarza, nie ma przecież największego budżetu w lidze.
Kolejny w hierarchii piłkarzy mogących grać na pozycji numer 10 jest Caye Quintana. Hiszpan był próbowany na tej pozycji w meczach z: Pogonią (2:1), Widzewem (0:0) oraz Lechem (1:0). Wyniki tych spotkań pokazują prostą regułę, że gdy Caye gra na pod Erikiem Exposito to Śląsk nie przegrywa. Co prawda Hiszpan w tych trzech meczach nie dawał argumentów, że to on powinien być podstawowym zawodnikiem na pozycję numer 10 (swoją drogą nosi ten numer na koszulce). Nie zanotował wtedy żadnej asysty ani bramki. Na pewno nie jest to zawodnik, którego Djurdjević powinien odstawić do szafy i zamykać na klucz, bo zarabia bardzo dużo i może przydać się w trudnym momencie meczu. Trzymanie Hiszpana na ławce nie jest także zdrowe dla sytuacji finansowej WKS. Jeśli klub nie będzie miał żadnych korzyści z piłkarzy na wysokich kontraktach to dalej pieniądze z transferów nie będą wykorzystane. Dobre mógłby też być wypożyczanie, albo zerwanie kontraktu.
KTO JEST NAJBLIŻEJ PODSTAWOWEGO SKŁADU
Zawodnikiem będący najbliżej wyjściowej jedenastki jest Adrian Łyszczarz, który rozpatrywany był już, jako zawodnik pomocy, ale trochę niżej. Jak sam mówi, najlepiej czuje się na pozycji numer dziesięć. Rozegrał na niej zaledwie dwa spotkania w tym sezonie, ale już w pierwszym z nich z Cracovią (1:1) udało mu się zdobyć bramkę i świetnie dyrygować grą ofensywną Śląska. Często szukał przerzutów, prostopadłych piłek do napastników, które z sukcesem do nich docierały. W spotkaniu ze Stalą (2:0) Łyszczarz wyszedł w pierwszym składzie i od razu po przerwie opuścił boisko. Była to dziwna decyzja trenera, bo Adrian grał słabo, ale nie na tyle, żeby dostać, aż tak szybką zamianę. W meczu z Lechią zanotował, krótki występ podczas, którego nie rzucił się w oczy. Na pewno rywalizacja pomiędzy Łyszczarzem, a Nahuelem będzie zawzięta.
Nahuel to wydaję się, że na ten moment podstawowy środkowy pomocnik ofensywy WKS-u. Hiszpan jest obdarzany dużym zaufaniem przez Djurdjevicia i każdy liczy, że to zaprocentuje już w meczu z Piastem. Leiva jest dość szybki, zwinny, potrafi dryblować, ale brakuje mu wyraźnie pewności siebie w swoich poczynaniach na boisku. Trzeba czekać na jego wybuch formy, bo nikt przez przypadek nie gra w LaLiga, czy Segunda Division. Warto dodać, że jest to jego pierwszy zagraniczny wojaż i jeszcze nie zna na dobrym poziomie angielskiego, a tym bardziej polskiego. Ten zawodnik potrzebuje czasu i zgrania z zespołem, bo jak wielu mówi, może być „kozakiem” tej ligi.