Pierwsza próba Gretarssona

Pierwsza próba Gretarssona

fot.:

Islandzki obrońca w trzecim wiosennym meczu Śląska doczekał się ekstraklasowego debiutu. Po spotkaniu z Piastem (1:3) Gretarsson nie ma powodów do zadowolenia, podobnie jak cała defensywa zielono-biało-czerwonych, w kolejnych tygodniach czekają go jednak jeszcze poważniejsze wyzwania. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Nazwisko Daniela Gretarssona już przed pierwszym meczem w barwach Śląska Wrocław utkwiło w świadomości kibiców – sprowadzony z Blackpool obrońca jest wszak pierwszym Islandczykiem w historii, którego pozyskał klub z Oporowskiej. Pozyskując go dyrektor sportowy Dariusz Sztylka spełnił również jeden ze swoich najważniejszych celów na zimowe okienko transferowe, bo wobec niepewnej sytuacji zdrowotnej Marka Tamasa priorytetem stało się pozyskanie lewonożnego stopera. Gretarsson, w odróżnieniu od innego pozyskanego w ostatnich tygodniach Dennisa Jastrzembskiego, na debiut musiał poczekać. W dwóch pierwszych wiosennych meczach przeciwko Lechii (0:2) i Górnikowi Łęczna (1:1), Jacek Magiera stawiał na obrońców, których miał do dyspozycji już wcześniej. Debiut Gretarssona przypadł na pierwsze tegoroczne spotkanie Śląska przed własną publicznością.

CIEŃ NA DEBIUCIE

Analizując poszczególne statystyki, trudno nie pokusić się o stwierdzenie, że pierwszy mecz Islandczyka w barwach wrocławian wypadł co najmniej obiecująco. Gretarsson wykręcił trzeci najlepszy drużynowy wynik wygranych pojedynków, zanotował też najwięcej odzyskanych piłek obok Szymona Lewkota, był też w czołówce zawodników Śląska z najlepszym procentem udanych odbiorów. Cieniem na jego występie kładzie się jednak akcja, która przyniosła Piastowi bramkę Kamila Wilczka na 3:1, o czym na pomeczowej konferencji wspomniał trener Jacek Magiera, a i generalnie pochwały dla obrońców po tak słabym występie, nie brzmią zbyt najlepiej. Gretarsson ma za sobą pierwsze przetarcie i zapoznanie z atmosferą stadionu we Wrocławiu, Piast nie był jednak najbardziej wymagającym przeciwnikiem, z którym mógł spotkać się na początek ekstraklasowej kariery – dość powiedzieć, że w sobotę oddał raptem dwa strzały w światło bramki Michała Szromnika.

BĘDZIE LEPIEJ?

"Jeśli chodzi o moje zgranie z innymi zawodnikami, to wiadomo, że musi minąć trochę czasu, żebyśmy się "dotarli" na boisku, zwłaszcza w linii obrony. Trzeba się poznać, ale już teraz wiem, że mogę grać znacznie lepiej. Potrzeba jeszcze trochę czasu, ale wierzę, że moja lepsza postawa przełoży się na korzystniejsze wyniki" -

- mówił w pomeczowej rozmowie z oficjalną stroną klubu Gretarsson.

Gotowość Islandczyka do gry na odpowiednim poziomie w kolejnych meczach na przełomie lutego i marca może okazać się nieodzowna, bo defensywa Śląska stanowi powód do zmartwień od dłuższego czasu. Zespół trenera Magiery na czyste konto czeka od dziesięciu spotkań (to najgorsza seria w lidze obok Górnika Zabrze i… najbliższego przeciwnika wrocławian Zagłębia Lubin. Zielono-biało-czerwoni po raz ostatni na zero z tyłu zagrali 23 października przy Reymonta (5:0), a od tego czasu stracili już 22 ligowe bramki, co stanowi wyjątkowo zawstydzający bilans. Bez poprawy gry w obronie, ciężko będzie myśleć o ucieczce znad strefy spadkowej, gdzie znalazł się Śląsk. Po meczu z Zagłębiem, jeszcze przed marcową przerwą na kadrę, rywalami wrocławian będą Legia w Warszawie, Radomiak we Wrocławiu oraz Wisła w Płocku.

Początek derbów Dolnego Śląska na Pilczycach zaplanowano na niedzielę o 17:30.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.