Gretarsson przeciera szlak, czyli obcokrajowcy w Śląsku

Gretarsson przeciera szlak, czyli obcokrajowcy w Śląsku

fot.: Bartłomiej Wójtowicz

Na fali ostatniego zagranicznego transferu wrocławskiego klubu warto pochylić się nad zagadnieniem graczy z przeróżnych państw, którzy kiedykolwiek mieli na sobie zielono-biało-czerwony trykot. Niewypały, niespodziewane wystrzały formy, klubowe legendy i egzotyczne wynalazki. Kręcimy globusem i w drogę... 



 

Daniel Leo Gretarsson oficjalnie stał się pierwszym Islandczykiem, który będzie reprezentował Śląsk Wrocław. Co więcej, jak dotąd jest dopiero drugim zawodnikiem z krajów nordyckich, który zawitał do Wrocławia. Pierwszym był szwedzki bramkarz Ivo Vazgec, który jednak na długo miejsca między słupkami nie zagrzał. Takie są prawa historii – raz przetarty szlak pozostaje nim już na zawsze, o czym dobitnie przekonał się pod koniec XV wieku Krzysztof Kolumb, odkrywając w jego mniemaniu drogę morską do Indii. Oby z piłkarskim przetarciem byłego zawodnika angielskiego Blackpool było podobnie. Być może w stolicy Dolnego Śląska 26-latek odnajdzie w sobie cechy, których wcześniej nie dostrzegał. A tacy już przecież na Oporowską trafiali. 

NIESAMOWITY SAMURAJ 

Zacznijmy od mocno egzotycznych klimatów, odmiennej kultury i tradycji. Żeby Gretarssonowi było w Polsce raźniej, możemy powiedzieć, że na początku 2016r. zawitał do Wrocławia jedyny jak do tej pory w historii klubu Japończyk, Ryota Morioka. Jak najlepiej zaaklimatyzować się w kompletnie innych życiowych realiach? Można skorzystać ze sposobu obecnego zawodnika belgijskiego RSC Charleroi i przywitać się z ekstraklasą 7 golami w rundzie wiosennej i dołożyć od siebie znakomity sezon 2016/17, okraszony 8 zdobytymi bramkami i 9 asystami. Takie postaci jednak często wypływają na szerokie wody, o czym przekonał się Morioka, który niedługo po wspomnianych wyczynach przeniósł się do Belgii za 275 tysięcy euro. Kibice wrocławskiego klubu w tym momencie zapewne wyciągnęli chusteczkę, tęskniąc za środkiem pola kierowanym przez tego samuraja. 

KONTYNENT PEREŁEK 

Żeby nie było tak dobrze, do WKS-u trafiali także pojedynczy gracze z innych orientalnych krajów, ale były to przeważnie nieudane przygody. Każdy z nas pamięta o pewnym jegomości z Iranu, który ekstraklasy mówiąc lekko nie zawojował. Farshad Ahmadzadeh, bo o nim mowa, rozegrał zaledwie 27 spotkań i uzbierał po jednym golu i asyście. Podobnie sytuacja miała się z Ericiem Moulounguim (Gabon), który pod skrzydłami Stanislava Levy’ego wystąpił tylko w trzynastu meczach. Z nowszych wynalazków zapamiętaliśmy także Urugwajczyka Guillermo Cotugno, którego karierę ograniczała dosyć mocno cukrzyca, z którą się zmaga. To jednak nie jedyny piłkarz z Ameryki Południowej w zestawieniu obcokrajowców. W sezonie 1990/91 do prowadzonego wtedy przez Romualda Szukiełowicza Śląska sprowadzono Argentyńczyka Fabio Marozziego. Co ciekawe, był to pierwszy zawodnik z Ameryki Południowej w polskiej lidze, a w debiucie z Zagłębiem Sosnowiec (2:1) popisał się nawet golem.  

Mam wrażenie, że klub z Oporowskiej zawsze miał słabość do zawodników właśnie z tego kontynentu. Pomimo, że nie było ich dużo, to oprócz kilku Brazylijczyków o marnej jakości, których pełne nazwisko nie zmieściłoby się w jednej linijce, był jeden charakterystyczny obrońca właśnie z Kraju Kawy. Nie mogło zabraknąć tutaj miejsca dla Dudu Paraiby, którego fantazyjny styl gry, z którego słyną obrońcy z tamtych rejonów, dodawał kolorytu naszej lidze. Skoro jest Dudu, to musi być także Cristian Omar Diaz. Czasem nieco niepokorny napastnik stał się graczem na wagę złota w tłustych latach wrocławian, kiedy Śląsk rok stawał się wicemistrzem, a później mistrzem Polski. I tutaj przechodzimy do nieco innego wątku. 

ARMIA ORESTA LENCZYKA 

A mianowicie czas na kolejne wspomnienia. Można tylko zastanawiać się, na ile w wywalczeniu złotego medalu MP pomogli cudzoziemcy. Ich wkład był ogromny, mówią o tym jasno liczby. Trener Orest Lenczyk stworzył ekipę idealnie uzupełniającą się w różnych aspektach. Nie było zauważalnego w obecnych kadrach zespołów braku balansu w dobieraniu zawodników, którzy przecież mają różne charaktery. I tak na Oporowskiej znalazł się chociażby Marian Kelemen, czyli jeden z symboli tamtych lat. Nie zapominajmy o strzelcu pierwszego gola na nowym wrocławskim stadionie (1:0 z Lechią), czyli Holendrze Johanie Voskampie, który w kampanii mistrzowskiej zanotował 6 trafień. Nieoceniony był także wkład szefa rozbijania ataków rywali, Słoweńca Roka Elsnera, a warto przecież wspomnieć o Amirze Spahiciu, który niestety większość pamiętnej edycji ekstraklasy spędził na leczeniu urazu. Za to rok wcześniej urodzony w byłej Jugosławii obrońca grał od deski do deski. Zamykamy już kącik wspominkowy, chusteczki do pudełka.

Najwięcej występów obcokrajowców w Śląsku: 

  • Robert Pich – 260 
  • Marian Kelemen – 132 
  • Dudu Paraiba – 101 
  • Erik Exposito - 87 
  • Flavio Paixao - 83 

ZACIĄG Z ZACHODU  

Jednocześnie musimy przystanąć nieco dłużej przy obranej niedawno taktyce Śląska na rynku transferowym, opierającej się na zawodnikach z Półwyspu Iberyjskiego. W przeszłości było już takich dwóch braci, którzy zawojowali Wrocław. Marco i Flavio Paixao przecierali szlaki obecnym zawodnikom z tamtych okolic, czyli Erikowi Exposito, Victorowi Garcii i Diogo Verdasce. Starszy z wymienionych wcześniej braci, grający obecnie w Turcji, potrafił przecież w sezonie 2013/14 sieknąć 21 goli w ekstraklasie i bić się o tytuł króla strzelców z Marcinem Robakiem. Przeżywający drugą młodość w Lechii Gdańsk Flavio sezon później przegrał rywalizację z Kamilem Wilczkiem o zaledwie 2 skalpy (18 goli w tamtej edycji). Na szczęście, po dosyć spokojnym wdrażaniu się we wrocławski klimat, odpalił również Exposito, który niedawno wdarł się na podium najskuteczniejszych obcokrajowców (27 goli). 

Po co szukać tak daleko, skoro można wyściubić nos ledwie za Tatry i znajdziemy tam czyste złoto. Pomimo chimeryczności Roberta Picha, nie potrafimy mówić o Śląsku bez chociażby wzmianki o nim. W ostatnich latach wrocławski klub nie istnieje bez Słowaka, który rok w rok zapewnia przynajmniej 6 goli. Najlepszy jak dotychczas był dla niego pierwszy pełny sezon w ekstraklasie (2014/15), kiedy zapakował 10 bramek, a dodał do tego o połowę mniej ostatnich podań. 33-latek rozsiadł się wygodnie w fotelu lidera zestawienia najlepszych obcokrajowców i to pod każdym względem. Już tylko 2 punkty w “kanadyjce” dzielą go od 100 (gole+asysty). Taką samą liczbę, ale występów w zielono-biało-czerwonych-barwach może mieć wspomniany już Exposito, kiedy w pierwszy majowy weekend z ekstraklasą wystąpi w 32. kolejce przeciwko Pogoni. 

Najbardziej bramkostrzelni obcokrajowcy w Śląsku: 

  • Robert Pich - 58 
  • Marco Paixao - 34 
  • Erik Exposito - 27 
  • Flavio Paixao – 26 
  • Siergiej Basow - 19 

W tym sezonie wkład obcokrajowców w grę Śląska jest wyraźnie dostrzegalny. 18 z 30 zdobytych przez podopiecznych Jacka Magiery bramek to dzieło właśnie cudzoziemców. Po odejściu Mateusza Praszelika będą musieli wziąć jeszcze więcej na swoje barki.  

Jak widać, Leo Gretarsson ma za sobą duży panteon zawodników o różnych narodowościach, których losy splatały się z losami dwukrotnego mistrza Polski. Tylko od jego zaangażowania zależy, czy pójdzie śladem graczy, których trybuny pokochały za determinację i boiskowy charakter czy postanowi dołączyć do paralotniarzy, którzy ledwo przy Oporowskiej się zadomowią, a zaraz muszą pakować swoje rzeczy i zdawać mieszkanie.  

Czytaj więcej:

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.