Plusy i minusy meczu z Pogonią
fot.: Paweł Kot
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym spotkaniu z Pogonią Szczecin (1:2)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUS MECZU
Akcja bramkowa
Aż dziwne, że tak źle dysponowany Śląsk w niedzielnym meczu był w stanie przeprowadzić tak ładną akcję. Na podkreślenie zasługuje również moment, bo odpowiedź nadeszła sekundy po tym, jak gospodarze objęli prowadzenie, a idealne obsłużenie Rafała Makowskiego przez Dino Stigleca było naprawdę efektowne. Były zawodnik Radomiaka w Szczecinie zdobył pierwszą bramkę w ekstraklasie i to taką, którą spokojnie może sobie oprawić w ramkę, żeby przypominać w trudniejszych chwilach. Generalnie zdobycie bramki na stadionie brązowego medalisty ekstraklasy jest nie lada sztuką, bo wcześniej w tym sezonie zdarzyło się to tylko dwukrotnie. Sęk w tym, że ta jedna akcja była dosłownie jedyną, która przy Twardowskiego mogło zadowolić kibiców wrocławian – jakiejkolwiek równorzędnej walki z Pogonią w niedzielę nie było.
MINUSY MECZU
Matus Putnocky
Bramkarz Śląska na Pomorzu Zachodnim rozegrał drugi ligowy mecz w tym sezonie (poprzedni w 2. kolejce przeciwko Cracovii) i do pewnego momentu wyglądał naprawdę nieźle, jednak zawiódł w decydującym momencie. Co ciekawe, przykra puenta całkiem dobrego występu w Szczecinie zdarza się Putnockiemu… już drugi sezon z rzędu, a jego zachowania przy niedzielnej bramce Michała Kucharczyka nie da się zrozumieć. Bramkarz wrocławian zupełnie zlekceważył sytuację po dośrodkowaniu Kamila Grosickiego, jednak w tej akcji rozczarował już znacznie wcześniej, bo wszystko zaczęło się przecież od jego fatalnego wybicia piłki. Po sześciu straconych bramkach w dwóch poprzednich meczach Michał Szromnik może i potrzebował chwili odpoczynku, jednak on przynajmniej nie popełniał tak jaskrawych błędów. Co jeszcze bardziej niepokojące, bardzo podobny błąd przy straconym golu dowodzonej przez Putnockiego defensywie zdarzył się już w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu w Gliwicach (0:2).
Diogo Verdasca
Zachowanie bramkarza przy zwycięskim golu Pogoni to jedna sprawa, osobną jest jednak rola Portugalczyka. W 75. minucie to właśnie Verdasca pilnował Kucharczyka tuż przed linią końcową, jednak robił to w taki sposób, jakby nie wierzył, że jego bardziej zdecydowany doskok miałby w ogóle sens. Skutki takiego zachowania były opłakane, gospodarze po akcji rezerwowych przechylili szalę na swoją stronę, a tak niefrasobliwe zachowanie w wykonaniu defensora z Półwyspu Iberyjskiego nie było niczym zaskakującym w skali niedzielnego spotkania. Verdasca o nieszczęście prosił się już w jednej z pierwszych akcji po przerwie, jeszcze przed bramkami, gdy do wbiegającego w pole karne Luki Zahovicia zabierał się jak pies do jeża i zamiast wybić piłkę spod nóg Słoweńca, praktycznie otworzył mu drogę do sytuacji sam na sam z bramkarzem. Wtedy Putnocky jeszcze dał radę, ale na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry, na skuteczną interwencję było już za późno.
Waldemar Sobota
Przed wyjazdem do Szczecina wiadomo było, że w kadrze zabraknie kontuzjowanego Mateusza Praszelika, a biorąc pod uwagę wcześniejsze występy, trudno było przewidywać utrzymanie miejsca w jedenastce przez Roberta Picha. Trener Jacek Magiera zamieszał w składzie przesuwając wyżej Petra Schwarza i dając mu za partnera nie superskutecznego przed przerwą na reprezentację Adriana Łyszczarza, a Waldemara Sobotę. Były reprezentant Polski otrzymał niespodziewaną szansę w podstawowym składzie w ekstraklasie po raz pierwszy od 1. kolejki (wtedy jego gra z Wartą zakończyła się już po 45 minutach), jednak w niedzielę nie dał zbyt wielu argumentów za powtarzanie tego eksperymentu w pozostałych meczach roku. Sobota w Szczecinie nie oddał żadnego strzału, nie zanotował żadnej próby podania kluczowego, a dokładność jego podań była najniższa w zespole gości. Śląsk na stadionie imienia Floriana Krygiera był groźny w ofensywie tylko na papierze, niewielkim ryzykiem obarczona jest teza, że tak bezbarwnego występu tej formacji za kadencji trenera Magiery jeszcze nie oglądaliśmy.
WYDARZENIE MECZU
Bejger za Lewkota
Po kontuzji Praszelika, słabych meczach Lewkota i dobrych Bejgera (między innymi w reprezentacji U-21, o czym pisaliśmy TUTAJ), trener Magiera w Szczecinie skrupulatnie niczym w bierkach poprzestawiał swój zespół na wielu pozycjach uwzględniając przy tym wymóg młodzieżowca. Powrót do gry tego ostatniego w miejsce bezlitośnie krytykowanego przedostatniego napawał optymizmem, na stadionie Pogoni okazało się jednak, że w piłce nic nie jest oczywiste. Bejger nie popełniał co prawda tak kuriozalnych błędów, jak jego starszy o trzy lata kolega, jednak wrocławianom znowu przytrafiły się dwie stracone bramki, czyli dokładnie tak samo jak w poprzedniej kolejce z Jagiellonią (2:2), gdy Lewkot jeszcze grał. Pytany przez nas na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Śląska (żadna inna redakcja nie miała pytań do Jacka Magiery) nie chciał typować, czy podobny skład defensywy może wydarzyć się w następnej kolejce, pewne jest jednak, że szycia znowu będzie co niemiara. Tym razem w ataku – na sobotni mecz ze Stalą Mielec wykartkował się Erik Exposito.