Plusy i minusy meczu z Rakowem

Plusy i minusy meczu z Rakowem

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym spotkaniu z Rakowem Częstochowa (1:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Caye Quintana

Tak jak przez całą swoją dotychczasową karierę w Śląsku, Hiszpan w niedzielę był bohaterem tragicznym, jednak pod Jasną Górą oznaczało to coś innego niż jeszcze kilka dni wcześniej. Quintana w meczu z Rakowem wreszcie doczekał się swojego pierwszego gola po powrocie do ekstraklasy, choć i to nie przyszło mu łatwo, bo dopiero po trzecim uderzeniu z bliskiej odległości dał radę pokonać Kacpra Trelowskiego. W końcówce pierwszej połowy kamień z serca spadł zarówno samemu zawodnikowi, jak i kibicom Śląska, jednak krótko po wyjściu z szatni, Quintana doznał urazu uniemożliwiającego dalszą grę. Stan zdrowia napastnika wrocławian pozostaje otwartą kwestią, a gdyby przełamania wiązało się również z koniecznością pauzy, mógłby mówić o sporym pechu. Pozostaje mieć nadzieję, że tak ważny gol, jak w niedzielę wreszcie pozwoli mu złapać skuteczność, na jaką czekamy.

Fabian Piasecki

Gdyby już na samym początku meczu Piasecki pocerował lepiej w sytuacji sam na sam z Trelowskim, Śląsk szybko mógł objąć prowadzenie w Częstochowie. Młodziutki bramkarz wicemistrza Polski zbił piłkę na słupek, ale ten się nie zraził i w kolejnych minutach nadal pełnił ważną rolę w ofensywie przyjezdnych. Walka z silnymi, wysokimi obrońcami Rakowa nie należy do najprzyjemniejszych, jednak Piasecki w niedzielę dobrze wywiązywał się ze swoich zadań, a co równie ważne, odegrał kluczową rolę w sytuacji we własnym polu karnym. Seria meczów ze straconym golem na wyjeździe mogła wydłużyć się już w pierwszej połowie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka zmierzała do bramki Śląska, ale bramkarza i obrońców wyręczył właśnie Piasecki, który świetnie interweniował głową na linii końcowej. Urodzony we Wrocławiu napastnik wyraźnie odżył pod wodzą Piotra Tworka, czego dowodem było niespodziewane miejsce w wyjściowym składzie kosztem Erika Exposito.

Bez strachu

Śląskowi ani w niedzielę przeciwko Rakowowi, ani tydzień wcześniej w domowej rywalizacji z Lechem nie dawało się większych szans na zdobycz punktową, tymczasem zespół trenera Piotra Tworka kolejny raz postawił się faworytowi. W poprzedniej kolejce dobrze funkcjonującą maszynę po 45 minutach uszkodził Szymon Lewkot, w Częstochowie na szczęście zabrakło go nawet w kadrze meczowej, a i Śląsk w ofensywie był jeszcze groźniejszy niż w starciu z Kolejorzem. Wrocławianie w żadnym razie nie przestraszyli się walczącego o fotel lidera zespołu Marka Papszuna, oddali ponad dwa razy więcej celnych strzałów (7:3), mieli też dwa niecelne w postaci słupków wspomnianego Piaseckiego i nieodżałowanego Soboty w doliczonym czasie. Szkoleniowiec Rakowa na pomeczowej konferencji przyznawał, ile kłopotów jego piłkarzom sprawił Śląsk, a fakt, że niedzielny remis ocenił jako sprawiedliwy to najlepszy komplement dla ekipy Piotra Tworka. Wrocławianie po 28. kolejce paradoksalnie zmniejszyli swoją przewagę nad strefą spadkową do trzech punktów, ale trudno nie odnieść wrażenia, że ich gra wreszcie obiera właściwy kierunek.

MINUS MECZU

Michał Szromnik

Trudno powiedzieć, czy bramkarz Śląska w 62. minucie meczu pod Jasną Górą zlekceważył ten konkretny strzał, czy generalnie za bardzo uwierzył, że Raków nie ma swojego dnia, jednak przy bramce Patryka Kuna zachował się po prostu źle. Golkiper wrocławian przepuścił zaskakujące, ale dość proste uderzenie skrzydłowego częstochowian sprzed pola karnego i sprawił, że jest czego żałować, bo wrocławianie tego dnia radzili sobie w trudniejszych sytuacjach. Nie wiadomo, czy gdyby Szromnik obronił strzał Kuna, Śląsk dowiózłby czyste konto, a co za tym idzie zwycięstwo przy Limanowskiego, każda mijająca minuta drugiej połowy przybliżała go jednak do pełnej puli. Na pochwałę zasługuje fakt, że mimo straconej bramki zielono-biało-czerwoni nie zrezygnowali ze swojego planu na mecz i nie pozwolili Rakowowi pójść za ciosem, boli jednak, że uważnie pilnowane prowadzenie wypuścili z rąk w niewymuszonej sytuacji.

WYDARZENIE MECZU

Kapitan na ławce

Trener Piotr Tworek wystawiając skład na niedzielny mecz zaskoczył nie tylko brakiem Erika Exposito, ale również Krzysztofa Mączyńskiego – jak się okazało, jego nieobecność spowodowana była urazem i opuszczeniem kilku treningów w tygodniu. Kapitana Śląska po raz ostatni zabrakło w meczu 21. kolejki przeciwko Górnikowi Łęczna (1:1), kiedy pauzował za nadmiar żółtych kartek, zaś poprzednio usiadł na ławce tydzień wcześniej w Gdańsku (0:2). W miejsce Mączyńskiego na stadionie Rakowa wskoczył Patrick Olsen, dla którego był to powrót do pierwszego składu po jednomeczowej nieobecności, jednak poza fantastyczną asystą do Quintany przy bramce, bardzo trudno go za cokolwiek pochwalić. Kapitańską opaskę w niedzielę przywdział Wojciech Golla, a Mączyński zameldował się na placu gry w 83. minucie właśnie w miejsce Olsena.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.