Plusy i minusy meczu z Zagłębiem

Plusy i minusy meczu z Zagłębiem

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym meczu z Zagłębiem Lubin? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Erik Exposito

Po niedzielnym meczu w Lubinie nie ma już żadnych wątpliwości, który ligowy przeciwnik jest ulubionym dla hiszpańskiego napastnika Śląska. Exposito przeciwko Zagłębiu dwa lata temu zanotował jedynego ekstraklasowego hat-tricka, a w grudniu ubiegłego roku zdobył premierową bramkę na wyjeździe. Tym razem ukąsił dwukrotnie, zaś styl i jakość jego trafień tylko kolejny raz potwierdzają, jak duży potencjał w nim drzemie. Snajper wrocławian najwyraźniej musi być irytująco chimeryczny, taka już jego uroda, symptomatyczne, że w ostatnim czasie przebudza się jednak w najważniejszych momentach (przypomnieć można choćby kapitalne trafienie w pierwszym spotkaniu z Hapoelem). Śląsk w derbach potrzebował skuteczności Exposito szczególnie, a ten dodatkowo szybko uciął obawy, że po odejściu jedynego rywala do miejsca w składzie Fabiana Piaseckiego, spocznie na laurach.

Mateusz Praszelik

- Praszelik ma ogromne możliwości, a jego statystyki są na bardzo niskim, czy wręcz zerowym poziomie. Nie wywierając żadnej presji trzeba sobie jednak powiedzieć, że chcąc zaistnieć potrzebuje liczb w postaci goli i asyst. Tak, by mówili o nim piłkarz przed duże „P”, a nie tylko fajny chłopak, który ma duże możliwości – nie minęło nawet 48 godzin od słów trenera Jacka Magiera z przedmeczowej konferencji prasowej, a były zawodnik Legii Warszawa udowodnił, jak skutecznie został zmotywowany. Dla Praszelika gol w Lubinie był dopiero drugim w ekstraklasie, dość powiedzieć, że jedyne dotychczasowe trafienie po transferze do Śląska zanotował dziesięć miesięcy temu przeciwko Jagiellonii (1:0). Dwudziestolatek z Raciborza mógł poczuć się niepewnie widząc powrót do wyjściowej jedenastki Łukasza Bejgera. Trener Magiera wysłał mu bardzo czytelny sygnał, że w kwestii obsady pozycji młodzieżowca ma w kim wybierać, ten jednak udowodnił, że ciągle warto na niego stawiać, a efektowna bramka otwierająca drogę do zwycięstwa w derbach z pewnością pozostanie w pamięci kibiców.

Mentalność

Podejście, z jakim Śląsk wybrał się na nielubiane od lat derby do Lubina mogło zaimponować w kilku fragmentach niedzielnego spotkania. Po bramce zdobytej na koniec pierwszego kwadransa gry wrocławianie ani myśleli o cofnięciu się do defensywy, tylko szukali kolejnych szans, czego owocem było podwyższenie prowadzenia dwanaście minut później. Wrocławianie przyjechali na stadion Zagłębia z jasno sprecyzowanym planem, a co godne podkreślenia, z równowagi nie wybiła ich nawet zupełnie niepotrzebnie stracona bramka kontaktowa. Gol Miedziowych na 1:2 nie wywołał paniki w obozie czwartej drużyny poprzedniego sezonu ekstraklasy, a nawet po złapaniu kontaktu przez gospodarzy ciągle bardziej prawdopodobne wydawały się kolejne trafienia Śląska niż doprowadzenie do wyrównania przez Zagłębie. Zielono-biało-czerwoni dojrzewają pod okiem trenera Jacka Magiery i bez znaczenia jest również miejsce rozgrywania spotkania – łatwe do przewidywania wyjazdowe męki i bojaźń z czasów Vitezslava Lavicki już dawno odeszły w niepamięć.

MINUSY MECZU

Stracony gol

W sytuacji pełnej kontroli nad meczem stracony gol uwiera niczym maleńki kamyczek w bucie. Śląsk w 35. minucie derbów miał pecha i nikt nie zamierza winić niezwykle solidnego Wojciecha Golli za pechowy kontakt z piłką, fakty są jednak takie, że dla lepszego przeciwnika taka sytuacja mogłaby być niczym woda na młyn. Lubinianie w niedzielne popołudnie odtrącili pomocną dłoń, którą wyciągnął w ich kierunku zespół z Oporowskiej, straconego gola jednak niezwykle szkoda tym bardziej, że granie na zero z tyłu nie jest specjalnością Śląska. Wrocławianie od początku sezonu nie stracili gola w zaledwie dwóch oficjalnych meczach (2:0 z Paide i 0:0 z Górnikiem Łęczna, w obu przypadkach u siebie), a w niedzielę okazja ku temu była wyborna. Po sześciu kolejkach średnia straconych bramek przez zielono-biało-czerwonych wynosi dokładnie jeden.

WYDARZENIE MECZU

Wygrana w Lubinie

Dziesięć lat niemocy i wystarczy! Po raz pierwszy od listopada 2011 roku Śląsk wygrał derby na stadionie Zagłębia, a by uświadomić sobie o jak bardzo zamierzchłej przeszłości mówimy, warto tylko wspomnieć, że to była runda jesienna sezonu mistrzowskiego. Wtedy podopieczni trenera Oresta Lenczyka rozgromili pogubionych Miedziowych aż 5:1 i choć w niedzielę aż tak efektownie się nie skończyło, komplet punktów na terenie lokalnego przeciwnika znowu smakuje doskonale. Wrocławianie w dziewięciu poprzednich spotkaniach w Lubinie wywalczyli zaledwie trzy punkty, a w pięciu ostatnich próbach wyłącznie przegrywali. Wystarczyło jednak, by Śląsk w wyjazdowym meczu z Zagłębiem poprowadził trener Jacek Magiera, a kolejna nieprzyjemna statystyka szybko przestała obowiązywać. Kolejny cel? Wygrana z Legią, czyli rywalem, na którego kogo jak kogo, ale akurat szkoleniowca wrocławian dodatkowo motywować nie trzeba. Dalsza część tej historii jednak dopiero za dwa tygodnie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.