Przełamanie i tajemnicza kontuzja Quintany
fot.: Paweł Lipnicki
Starcie z Rakowem może okazać się dla Śląska przełomowe na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest potencjalne otworzenie worka z bramkami Caye Quintany, który po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców w ekstraklasie. Hiszpan na początku drugiej połowy musiał opuścić jednak boisko w wyniku kontuzji. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Stało się. W swoim 23 oficjalnym spotkaniu w barwach Śląska, po 654 minutach bez jakiejkolwiek liczby w postaci bramki lub asysty, Caye Quintana w końcu strzelił gola. Gola bardzo ważnego - dającego prowadzenie w meczu na niezwykle trudnym terenie, który ostatecznie okazał się trafieniem na wagę remisu. Można powiedzieć, że lepszego momentu na przełamanie Hiszpan nie mógł sobie znaleźć. Można, lecz byłoby to bez sensu, bo gdyby to przełamanie przyszło wcześniej, to Śląsk miałby teraz zapewne kilka oczek w ligowej tabeli więcej. Przeszłości jednak już nie odczynimy, a cieszyć należy się z długo wyczekiwanej bramki.
NIE TYLKO GOLE
Sprowadzanie występu Quintany tylko i wyłącznie do strzelonego przez niego gola byłoby wobec zawodnika trochę niesprawiedliwe. Jest to zwieńczenie pracy, jaką Hiszpan w ostatnich spotkaniach wykonywał i o której zapominać nie wolno. Z Rakowem zagrał w gruncie rzeczy bardzo podobnie, jak z Lechem. Często dawał sygnały do pressingu, robił to w odpowiednich momentach, a zamiast popadać w jakieś egoistyczne zapędy, swoje działania kierunkował przede wszystkim na dobro zespołu. Różnica była taka, że w Częstochowie w końcu wiedział, czego chce w polu karnym. Po świetnym, a zarazem bardzo trudnym do opanowania podaniu od Patricka Olsena, już w pierwszym kontakcie z piłką spróbował pokonać golkipera gospodarzy. To się nie udało, ale pazerność, której tak bardzo do tej pory mu brakowało, umożliwiła dobitkę i umieszczenie futbolówki w siatce.
POTRZEBA CIĄGŁOŚCI
Ważne jest, aby ten gol Quintany jednak nie zadowolił. Jedno trafienie nie zamaże tak długiej serii bezzębnych występów. Chwalimy Hiszpana za wykonaną pracę, cieszymy się z nagrody, jaką otrzymał, lecz koniec końców na jego pozycji oczekiwać powinno się przede wszystkim liczb. Caye nie musi zostawać od razu królem strzelców ekstraklasy, ale żeby zapisać ten sezon jako w miarę przyzwoity, tych bramek i asyst musi zdobyć zdecydowanie więcej. Mecz z Rakowem pokazał nam, że z Quintany we Wrocławiu jeszcze możemy mieć pociechę, ale postawmy sprawę jasno. Kredyt zaufania, jaki Hiszpan zaciągnął w tym sezonie u kibiców i trenerów, jest ogromny, a w obliczu gorszej dyspozycji zawodników na pozycji numer “10” najwyższy czas, aby zaczął go spłacać.
DZIWNY URAZ
Ciekawą sprawą po starciu z Rakowem są wypowiedzi trenera Tworka oraz samego Quintany. W 51 minucie meczu Hiszpan musiał opuścić boisko w wyniku tajemniczej kontuzji. Tajemniczej, bo w wyniku śledztwa naszych wysłanników do Częstochowy, którzy dociekliwie przepytali trenera Tworka na pomeczowej konferencji prasowej, okazało się, że zeznania w sprawie urazu nie pokrywają się ze sobą. Nowy szkoleniowiec wrocławian stwierdził, że “Caye ma problem z mięśniem dwugłowym uda”, podczas gdy sam poszkodowany po spotkaniu mówił, że “cały czas odczuwa dyskomfort w kostce". Sytuacja jest dosyć intrygująca, lecz może okazać się, że wynika jedynie z pomeczowego pośpiechu i zamieszania.
Trener Tworek starał się uspokoić zainteresowanych stanem zdrowie Quintany mówiąc: “myślę, że nie będzie z tym większego problemu i będzie mógł przystąpić do kolejnego spotkania”. Ostatnio na łamach naszej strony mogliście przeczytać teorię, że Hiszpan jest bohaterem tragicznym. Przełamanie i połamanie 6 minut później idealnie by się w nią wpisywało, lecz mamy nadzieję, że rzeczywiście nie jest to nic groźnego i w następnym meczu Quintana znów dostanie szansę, by udowodnić nam swoją wartość.