Simundza: Wiara, pewność siebie i charakter - dzięki nim się nie podłamaliśmy
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław musi odłożyć awans na kolejne spotkanie, gdyż zremisował w domowym starciu z ŁKS-em Łódź (2:2). Co na temat tego meczu powiedział szkoleniowiec WKS-u Ante Simundza?
Ante Simundza: Był to ciekawy, ekscytujący mecz dla wszystkich na stadionie. Koniec końców musimy być usatysfakcjonowani z jednego punktu. W pierwszej połowie nie zagraliśmy na naszym poziomie, ale w drugiej graliśmy lepiej i byliśmy lepsi od rywala. Mamy teraz 5 punktów przewagi nad 3. miejscem.
Mówi pan, żeby się cieszyć z tego punktu. Końcówka to jednak wasza przewaga.
Tak, mieliśmy przewagę w ostatnich minutach. ŁKS to jednak bardzo dobrze zorganizowana drużyna. Kibice dawali nam energię i chcieliśmy to zakończyć zwycięstwem. Musieliśmy jednak uważać w obronie, bo wysoko mieliśmy ustawioną linię defensywną. Być może z nutką szczęścia udałoby się zdobyć bramkę, ale remis jest sprawiedliwy.
Z czego wynikała taka pierwsza połowa w wykonaniu Śląska?
Myślę, że waga tego spotkania.
Wydawało się, że Śląsk jest stabilniejszy niż jesienią, ale wciąż licznie traci bramki, ze Zniczem też straciliście dwie bramki u siebie.
Nie możemy porównywać tych dwóch meczów, byliśmy w innych sytuacjach. Nie byliśmy na odpowiednim poziomie, ale analizując na spokojnie, daliśmy im gole. Oprócz tego nie kreowali sobie takich sytuacji. Przy 0:0 mieli strzał, który zatrzymał się na słupku.
A jaki był punkt zwrotny w tym spotkaniu? Co sprawiło, że przy wyniku 0:2 drużyna się nie podłamała.
Wiara, pewność siebie i charakter. Szybki gol po stracenie bramki też pomógł i było to jakimś elementem zwrotnym w tym meczu.
Śląsk może sobie zapewnić awans, jeśli wynik Wieczystej będzie korzystny, ale możecie także sami sobie go wywalczyć. Jakby pan wolał?
Nie ma to znaczenia. Czasem gole zdobywa się dzięki szczęściu, czasem dzięki jakości. Nie mamy wpływu na pewne rzeczy i musimy zrobić swoją robotę.
W tym sezonie Śląsk ma taką cechę, że szybko potrafi punktować rywala - tak jak z Odrą Opole, Polonią Warszawa - wykorzystywanie słabego momentu rywala.
Nie znam drużyny, która byłaby w stanie zamknąć mecz w pierwszych kilku minutach. Pierwsza liga jest wymagająca, drużyny są przygotowane taktycznie. My potrafimy wykorzystywać słabe momenty rywala, bo mamy jakość, mamy charakter.
W Bytomiu jest specyficzna murawa, będziecie się na to przygotowywać?
Musimy się do tego przygotować, zdajemy sobie z tego sprawę.
Marc Llinares zagrał dzisiaj 45 minut - jak pan go oceni i czy jest gotowy na 90 minut?
Miał długą przerwę i nie jest łatwo zagrać na najwyższym poziomie. Mimo to oczekiwałem od niego więcej, zwłaszcza w ofensywie.
Dlaczego nie zdecydował się pan na wpuszczenie Patryka Sokołowskiego?
Był dzisiaj na ławce rezerwowych, gdyż zaczął treningi drużynowe, ale nie postawiłem na niego, ze względu na jego profil, pod kątem tego meczu. Jest gotowy, ale czy zagra w następnym meczu, to moja decyzja.
Czy zobaczymy Damiana Warchoła, chociaż na ławce rezerwowych w następnych spotkaniach?
Jest częścią drużyny, ale musi zasłużyć, żeby znaleźć się na ławce rezerwowych.
Jak oceniłby pan występ Doriana Markowskiego i Oskara Wojtczaka?
Dobrze zaczęliśmy mecz jako drużyna i Oskar dorównywał reszcie. Nie grał do końca na swojej pozycji i z upływem czasu nie grał aż tak dobrze, jakbym oczekiwał od niego. Markowski wprowadził dużo energii, dużo ruchu i podniósł trochę poziom gry.
Czuć było brak Michała Mokrzyckiego?
Brakowało go przede wszystkim jeśli chodzi o jakość i zarządzanie drugą linią.
Mam wrażenie, że po której stronie nie zagra Krzysztof Kurowski, to będzie dobrze. Będzie pan nawiedzał dyrektora sportowego, aby przedłużył kontrakt z tym zawodnikiem?
To rola dyrektora sportowego, nie moja. Ważne jest, aby obie strony chciały razem współpracować. To jak gra w tej rundzie, pokazuje, że jest na wysokim poziomie.
